<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764</id><updated>2011-04-21T23:56:34.799+02:00</updated><title type='text'>Agents PS and UK: The Mentally Challenged Team</title><subtitle type='html'>We live in an expanding Universe. All it's trying to do is get away from... No - not Chuck Norris. From the special agents PS and UK.
Chuck Norris has counted till the infinity. Twice. But PS and UK can do it using their toes.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>22</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114863922831191087</id><published>2006-05-26T12:25:00.000+02:00</published><updated>2006-05-26T13:54:53.853+02:00</updated><title type='text'>Wizytacja</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przylot delegacji ze stanow okazal sie byc gorszym koszmarem niz przewidywala 666. Agentki Basza i Monique pomijajac juz kwestie zawodowe byly chyba najbardziej rozkapryszonymi i zarozumialymi osobami jakie Sliczna spotkala kiedykolwiek na swojej drodze. Przynajmniej Monique miala pewna swiadomosc rzeczywistosci. Natomiast agentka Basza zyla zupelnie w swoim swiecie. W jej mniemaniu nawet za zlosliwosc przedmiotow martwych musial byc ktos odpowiedzialny.&lt;br /&gt;Razem z agentka Lee staly biernie obserwujac londowanie samolotu, zupelnie jeszcze nie swiadome co na nich czeka. Incydent z Sali konferencyjnej zdecydowanie zachwial ich relacje. Nie bylo w nich niecheci, czy gniewu. Sto procent profesjonalzmu i rozmowa na tematy czysto zawodowe. Od razu jednak dalo sie wyczuc duze roznice charakterow i brak checi na kompromis. Agentka UK byla kobieta czynu, dzialanie podejmowala zanim jeszcze kotkolwiek inny skonczyl myslec. Natomiast agentka Lee w porownaniu do niej byla osoba skrajnie pragmatyczna. Jej szybkosc dzialnia zalezala od tego jak szybko pojawilo sie wlasciwe rozwiazanie. U Slicznej to byl impuls, intuicja i przenikliwe myslenie. U Lee liczyla sie analiza faktow polaczona z wlasciwym wnioskowaniem. Wspolnie, mialy szanse duzo zdzialac i okielznac trzygolwego potwora, a w pojedynke to moze byc tylko szarpanina nerwow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Witamy w Polsce! Pisknela Lee ciut za wysokim tonem.&lt;br /&gt;-Witamy, witamy..Odwarknela Basza. –Bagaze pojawia sie za chwilke. A gdzie jest zaparkowana nasza limuzyna? Sliczna i Lee rzucily na siebie porozumiewawcze spojrzenia. Kobieca intuicja podowiedziala im, ze sa sobie jedynymymi sprzymierzencami w obecnej chwili. Jedna niewlasciwa odpowiedz i czyjas glowa zostanie odgryziona.&lt;br /&gt;-Czarny Lexus jest zaparkowany na zewnatrz. Szybko ratujac sytuacje.&lt;br /&gt;-Lexus? Zdziwila sie agentka Monique. –Przeciez to marka sportowa.&lt;br /&gt;-Spokojnie zmiescimy sie. Optymistycznie rzuciala UK.&lt;br /&gt;-Slucham? Ja nie bede sie gniezdzic w takim malym samochodziku! Nie do tego jestem przyzwyczajona, bo u nas w Stanach.. i juz miala rozpoczac swoj monolog romantczny gdzy Lee szybko wtracila.&lt;br /&gt;-Well.. In that case, what about single cab for you ladies? Apology for an inconvenience.&lt;br /&gt;-Okay. See you in out hotel then?&lt;br /&gt;-Yes, sure. See you soon.&lt;br /&gt;Agentka Basza i agentka Monique po chwili znikly za zakretem. 666 i Lee odwrocily sie na piecie i poszly po bagze.&lt;br /&gt;Podroz z lotniska do Centrum Krakowa przebiegla w smiertelnej ciszy. Sliczna naburmuszona jak male dziecko prowadzila samochod jak szalona. Lee wpatrzona przed siebie skutecznie wpierala obcasy w podloge dzielnie dzierzac na kolanach kuferek do kosmetykow. Z za glow wystawaly im liczne manele. W koncu Lee nie wytrzymala, gdy UK zlapala kolem pobocze. Zatrzeslo nimi gwaltownie.&lt;br /&gt;-Uwazaj jak jedzesz!&lt;br /&gt;-A co chcesz prowadzic?! A moze i dla szanownej damy osobna taxi? Warknela agresywnie 666.&lt;br /&gt;-Czemu nie! Spokojnie odpowiedziala. –Szkoda, ze nie bylas taka wyszczekana na lotnisku. By cie Basza szybko przestawila!&lt;br /&gt;-Buhahaha! Bezwolnie zarechotala UK. –No tos my sie w gowno pakowaly! Z ta jedza to nie ma zartow.&lt;br /&gt;-My? Masz na mysli ja. Czy ty zdajesz sobie sprawe, ze caly jutrzejszy dzien bede musiala spedzic sluchajac jej krytyki.&lt;br /&gt;-Luzik, podatna jestes. Ukorzysz sie, to i wlos ci z glowy nie spadnie. Postawisz sie... Grrrr.. I przy tym Sliczna wykonala reka po szyji ruch scinanej glowy. Po czym parsknela gromkim smiechem.&lt;br /&gt;W oczach agentki Lee stanely swieczki i glosno przelknela sline za sama mysl jutra.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114863922831191087?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114863922831191087/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114863922831191087' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114863922831191087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114863922831191087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/wizytacja.html' title='Wizytacja'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114854727632494835</id><published>2006-05-25T10:52:00.000+02:00</published><updated>2006-05-25T10:54:36.540+02:00</updated><title type='text'>Centrum Szkolen NBV / Krakow.</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Agentka UK dopalala ostatnia szluge siedzac w sali konferencyjnej. Biel scian meczyla swoja sterylnoscia, a sztuczne swiatlo odbijalo sie od lsniacego bladu czarnego jak mahon stolu potegujac jeszcze bardziej odczucie sterylnosci.-Kurwa mac.. steknela od niechcenia sama do siebie, rozgaldajac sie nerwo. Czula sie po niekad swojsko, bo to miejsce bylo czyste niczym loft agenta PS. Mimowolnie bawila sie pusta paczka po Malboro, w myslach analizujac przebieg wydarzen. Nagle, ku jej zaskoczeniu, pewnym krokiem do Sali weszla kobieta. Bezpardonowo, na srodek stolu upuscila z hukiem stos akt i szybko zajela miejsce po przeciwnej stronie. Sprawnym ruchem otworzyla czarny notatnik i zaczela pisac.Nie podnaszac nawet glowy powiedziala:&lt;br /&gt;-Agentka Lee, Dzial Kontroli Wewnetrznej. Zostala mi przydzielona sprawa przedpoludniowego zajscia. Prosze mi opowiedziec agentko 666 co zaszlo dzis rano w pociagu na trasie Warszawa-Krakow?&lt;br /&gt;-Slucham? Sliczna agresywnie podniosla glos.-Kto i z jakiej przyczyny zarzadzil moja inwigilacje? Przyjechalam tu na jakies pieprzone szkolenie, a nie spisywac protokol!&lt;br /&gt;-Rozumiem Pani rozdraznienie, ale w zwiazku z zaistnialym incydentem data szkolenia zostala przesunieta w czasie.&lt;br /&gt;Niczego bardziej Sliczna nie cierpiala tak bardzo, jak niepotrzebna biurokracje, a szczegolnie gdy borykala sie z nia we wlasniej NBV.&lt;br /&gt;-Nic Pani, agentko Lee, nie rozumie! Nie bede marnowac czasu na takie pierdoly. Czy Atlanta zostal juz poinformowany?&lt;br /&gt;-Nie, jeszcze nie. My tu w Krakowie robimy rzeczy po swojemu. So first things first..&lt;br /&gt;-No to cos mi sie wydaje, ze chyba bedziecie musieli zmienic swoja rutyne. Takie procedury to moga panstwo prowadzic na szkolniakach, a nie na doswiadczonych agentach. Prawie krzyczac podniosla sie i juz spokojnym, a wrecz zciszonym glosem dodala:-A teraz pozwoli Pani, mam cos wazneg do zalatwienia..&lt;br /&gt;Sliczna wyszla zostawiajac za soba siedzaca w oslupieniu agentke Lee. Wiedziala, ze byla w tym momencie zbyt ostra dla kolezanki po fachu, ale okolicznosci zmuszaly do dzialnia. Udala sie natychmiast do biura Centrum.&lt;br /&gt;Dwaj postrzeleni przez nia mezczyzni byli obecnie przesluchiwani na oddziale medycznym. Ruben, jako ze zostal uspiony z zaskoczenia byl odstawiony do lokalnego szpitala, bez odkrywania konspiry i pozostawiony pod opieka wspolpracujacych z NBV lekarzy. Jeden telefon do Atlanty i wszystko wrocilo do normy w przeciagu 10 minut. Szkolenie niestety okazalo sie byc odwolane i kolejna data dopiero za dwa tygodnie. Telefon zadzwonil ponownie i tym razem to Atlanta mial dla niej nie mile wiesci:&lt;br /&gt;-Wiem jak tego nie lubisz i ze zarzekalas sie juz wiele razy, ale musisz zrobic tym razem wyjatek. Dzis wieczorem na Balice przylatuja dwaj VIP goscie. Agentka Basza, szef naszej amerykanskiej Kontroli Wewnetrznej, oraz psychoanaityk od kontroli struktur socjalnych, agentka Monicque. Nie mam tam obecnie nikogo, komu mogl bym powierzyc tak delikatna sprawe jak objecie ochrony nad nimi. Nie moze im spasc wlos z glowy!&lt;br /&gt;-O rzesz kurde.. Bolesnie jeknela do sluchawki Sliczna. –No dobrze Atlanta, ale pamietaj, ze robie to tylko dla ciebie..&lt;br /&gt;-Dziekuje. Well appreciated. A-ha i jeszcze jedno, agentce Baszy towarzyszyc bedzie w jej wizycie nasza wysoce uznana pracownica Dzialu Kontroli, agentka Lee.&lt;br /&gt;-Coooo? To wlasnie z nia mialam dzis ta watpliwa przyjemnosc dzis rano. Sliczna troszke zaklopotala sie troszke, nie wiedziala przeciez, ze ma do czynienia z wazna dla organizacji agentka, a nie z kims kompletnie nieistotnym.&lt;br /&gt;-Uspokuj sie! Ona tylko wykonywala swoja prace i dopelniala procedur.&lt;br /&gt;-Procedury sucks wiesz o tym?!&lt;br /&gt;-Wiem, wiem.. Westchal gleboko Atlanta. –Po to wlasnie przyjezdzaja te dwie, zeby usprawnic nasz lokalny system pracy i poddac nowe pomysly i rutyny pracy.&lt;br /&gt;-Ok, nie ma sprawy. A dlugo mam sie tak meczyc?&lt;br /&gt;-Przez 3 dni. Potem obie wyjezdzja do St Petersburga kontrolowac tamtejszy Osrodek Szkolen.&lt;br /&gt;-Thanx God for that! Z ulga odsapnela agentka UK. 3 dni to chyba bylo maksimum tego ile potrafiala by wytrzymac w towarzystwie cudzoziemskich lasek.&lt;br /&gt;Wsiadla w firmowego, czarnego Lexusa i w ulamku sekundy znika za horyzontem krzyzujacych sie ulic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ruben powoli otworzyl ociezale powieki. Usmiechnal sie delitatnie i ponownie na chwile zamknal oczy.&lt;br /&gt;-Co sie stalo, gdzie ja jestem? Wracala mu juz swiadomosc.&lt;br /&gt;-Spookojnie, odpoczywaj, wszystko jest ok. Zostales napadniety w przedziale, gdy ja na chwile wyszlam do WC. Na szczescie nic ci nie zrobili, tylko caly bagaz ci ukradziono.&lt;br /&gt;-Nie wazne bagaz. Dziekuje, ze sie mna zajelas, kto wie co by sie ze mna stalo gdyby nie ty. Wypowiedzial to z taka wdziecznoscia w glosie, ze agentke UK az scicnelo w gardle.&lt;br /&gt;-No co ty, ja tylko wezwalam ambulans. Rozkleila sie zupelnie.&lt;br /&gt;-Mimo wszystko dziekuje.. Delikatnie ujal jej reke i scicnal, ogrzewajac skostniale palce. Krew odrazu szybciej zaczela pulsowac jej w skroniach.&lt;br /&gt;-W zasadzie to przyszlam sprawdzic jak sie czujesz ..i pozegnac sie. Dodala ze smutkiem w glosie. Kurcze! Ten facet naprawde jej sie podobal. Nie milala jednak innego wyjscia jak pozegnac sie i z klasa zakonczyc ta znajomosc. Nie mogla przeciez ryzykowac odkrycia jej dzialan pod przykrywka. –ale gora z gora sie nie zejdzie, a czlowiek z czlowiekiem i owszem. Swiat jest maly. Jestem pewna, ze wpadniemy na siebie kiedys na ulicy. Zakonczyla z optymizmem w glosie. Tak na prawde zupelnie nie wierzyla w prawdziwosc tych slow, albowiem za 3 dni wracala do Warszawy.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114854727632494835?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114854727632494835/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114854727632494835' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114854727632494835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114854727632494835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/centrum-szkolen-nbv-krakow.html' title='Centrum Szkolen NBV / Krakow.'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114852077157108427</id><published>2006-05-25T03:31:00.000+02:00</published><updated>2006-05-25T03:32:51.806+02:00</updated><title type='text'>......</title><content type='html'>Jak się okazało, PS był fizycznie twardy i nie do zdarcia. Następnego dnia po wybudzeniu już szalał po londyńskim Harrod’sie wprawiając w osłupienie wszystkich lekarzy w klinice NBV. Tłumaczył im ze śmiechem, że w zasadzie nie czuje się wcale gorzej niż na kacu po dobrej, polskiej imprezie. Tylko Jędruś nie był zdziwony jego wigorem. I dotrzymywał mu dzielnie towarzystwa, kiedy PS, unieruchomiony pod witaminową kroplówką, wspominał dawne, studenckie czasy. I czasy szkoły przetrwania NBV spędzone wraz z agentką UK. Dopiero, kiedy o tym wszystkim rozmawiał z Jędrusiem, PS zdał sobie sprawę z tego jak bardzo tęskni. Za tym, żeby zobaczyć i odwiedzić znajome kąty. Wystąpić w znajomych dekoracjach. Przejść się po ulicach, na których pamiętał wszystkie sklepy, domy, kamienie przy drodze. I za agentką UK. Eeeech. Zapragnął się tam nagle znaleźć. W Warszawie, która musiała bardzo się zmienić pod jego nieobecność. Zobaczyć agentkę UK. Zbroić coś razem z nią jak dwójka niesfornych dzieciaków w piaskownicy. Eeeech.&lt;br /&gt;Tymczasem było kilka innych spraw, o jakie musiał się martwić. Przede wszystkim, przeprowadzka. W swoim lofcie nie był już absolutnie bezpieczny. Uwielbiał go i był zły na taki obrót wydarzeń. Zdążył się przywiązać do widoku za oknem. Do światła, które co rano inne, budziło w jego głowie tysiące obrazów, które mógł potem przetworzyć i przenieść na płótno. I do wspomnień, które przecież zdążyły się w tym mieszkaniu nagromadzić. Ale niestety. Musiał dbać o własną skórę. O bezpieczeństwo. A jego bezpieczeństwo bezpośrednio wiązało się z powodzeniem misji, jaką wkrótce miał rozpocząć.&lt;br /&gt;Brandon utwierdził go w przekonaniu, że przeprowadzka jest konieczna. Potwierdził informacje dotyczące Ricka. I, niestety, zgodził się z podejrzeniami Jędrusia. No i jeszcze jedna, istotna rzecz. Brandon doszedł do wniosku, że PS nie może pozostać w tak wielkiej izolacji od reszty zespołu NBV jak to było do tej pory. Afera, jaka wyniknęła z Rickiem uświadomiła wszystkim, że należy PSa wprowadzić w którąś z grup NBV działających w terenie. To również Brandon rozwiązał problem przeprowadzki donikąd. A w zasadzie przeprowadzki do agenta Thomasa, a raczej do domu NBV, ktory Thomas zajmował, jako agent w chwilowym stanie spoczynku. Agent PS miał się wprowadzić do Thomasa, a na osłodę tej ciężkiej próby, miał też otrzymać do dyspozycji całe pięterko z przeznaczeniem na studio. A Thomas otrzymał odwołanie ze stanu spoczynku i rozkaz przejścia w stan gotowości. Jednym słowem, oddano go PSowi do dyspozycji w funkcji pomocniczej i osłonowej w operacji, którą PS właśnie zaczynał.&lt;br /&gt;No cóż, patrząc z czysto praktycznego punktu widzenia, PS awansował w hierarchii NBV. Sam nie wiedział, czy sobie tego gratulować, bo zawdzięczał to przecież przypadkowi. Przypadkowi, który sprawił, że bezpośrednie zagrożenie jego życia spowodowało przewartościowanie jego osoby w oczach londyńskiej centrali. PS tracił właśnie część niezależności, ale coś zyskiwał w zamian. Nie wiedział, czy się cieszyć, więc przyjął to z zaskakującym jak na jego temperament spokojem.&lt;br /&gt;Wrócił do Bristolu i w towarzystwie Jędrusia zaczął przygotowania do przenosin. Noce, na polecenie Brandona, spędzając dla własnego bezpieczeństwa w Hyattcie. I to jednej  z tych nocy wpadł na szatański pomysł: skoro ma jeszcze chwilę czesu do rozpoczęcia działań, skoro choroba już minęła, to dlaczego nie wybrać się na kilka dni do Warszawy? Wiedział jak bardzo zajęta jest w tej chwili agentka 666, ale miał prawo sądzić, że poświęci stremu znajomemu choć odrobinę uwagi. Och, byłoby doprawdy fantastycznie...Zadzwonił do Brandona bez planu, jak dostać to, co chce, ale z jasno określonym celem na myśli:&lt;br /&gt;- Brandon, potrzebuję zmiany dekoracji.&lt;br /&gt;- Hmmmm. Co przez to masz na myśli? To raczej nie jest dobry moment na urlop na Hawajach...Zresztą i tak nie masz tam z kim jechać, hehehehe.&lt;br /&gt;- Na Hawajach może nie, ale intuicja podpowiada mi, że powinienem być teraz w Warszawie.&lt;br /&gt;- Znów zaczynasz. Miałeś ją sobie wybić z głowy. Wiesz, jak to się skończy.&lt;br /&gt;- Nie o to chodzi. Było, minęło. Ale ja wiem, że tam się dzieje coś niedobrego. Muszę tam pojechać. Coś mi mówi, że jestem tam potrzebny na miejscu.&lt;br /&gt;- Nic się nie dzieje, chcesz mnie zrobić w wała.&lt;br /&gt;- Słuchaj, wiesz, że jak się uprę, to i tak polecę. Tylko czy nie lepiej by było, gdybym na wszelki wypadek dostał wszystkie dane i opis obecnej sytuacji, żeby móc zareagować?&lt;br /&gt;- Skonsultuję to i oddzwonię.&lt;br /&gt;Agentka UK. No owszem, było, minęło. Mógły to powtarzać jak mantrę, tysiące razy dziennie, może w końcu sam zacząłby wierzyć. To chyba choroba wytrąciła go z równowagi. Już dawno nie czuł się tak dziwnie i nie na miejscu. Z jednej strony czuł jak rozpiera go energia i chęć do działania, z drugiej czuł się przygnębiony, wewnętrznie rozbity i chyba samotny jak nigdy dotąd. Przeprowadzka? Widok spakowanych kartonów? Powoli pustoszejący loft, z którym tak wiele go wiązało? Może.&lt;br /&gt;Przycupnął na jednym z kartonów i włączył komputer. Co zrobić, by zupełnie przypadkiem natknąć się znów na Melanie Foxen?&lt;br /&gt;Baza NBV jak zwykle prawdę ci powie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- A co ty tutaj robisz? – zdziwiła się szczerze na jego widok. – Zaskoczyłeś mnie.&lt;br /&gt;Faktycznie, wyglądała jakby się wręcz przestraszyła. Jakby wyrwał ją z głębokiej zadumy. Gwałtownie sprowadził na ziemię z innego wymiaru rzeczywistości.&lt;br /&gt;- Nie chcę, żeby to głupio zabrzmiało, ale teraz, kiedy już mnie zatrudniłaś, mogę ci szczerze wyznać...&lt;br /&gt;Przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się jakoś tak smutno, łagodnie i w sposób...nieobecny.&lt;br /&gt;- Szukałem cię.&lt;br /&gt;Zaniepokoiła się.&lt;br /&gt;- Tylko nie mów, że się rozmyśliłeś. Albo, że dostałeś lepszą propozycję pracy!&lt;br /&gt;Roześmiał się, aby ją uspokoić.&lt;br /&gt;- Nie. Wiesz przecież, że oferujecie dobre warunki. Że ta praca mnie interesuje i wcale nie ze względów finansowych.&lt;br /&gt;- Ah – była już wyraźnie rozluźniona – Co cię więc sprowadza?&lt;br /&gt;- Mam kilka pytań i pomyślałem, że mogłabyś mi na nie odpowiedzieć w jakimś sympatycznym miejscu, nad jakimś dobrym drinkiem...&lt;br /&gt;Roześmiała się, ale w jej głosie wyraźnie słychać było napięcie. Czegoś się bała. Nerwowo spojrzała na zegarek.&lt;br /&gt;- Wiesz, dziś nie dam rady...&lt;br /&gt;- Jakieś ważne spotkanie?&lt;br /&gt;- Tak – ucięła krótko i głos jej się nagle załamał – Ważne.&lt;br /&gt;- Melanie, czy coś się stalo?&lt;br /&gt;- Nieee, nic – widać było, że się nad czymś głęboko zastanawia, ale, że potem odrzuca tę myśl i otrząsa się z rozmyślań. Uśmiechnęła się i spojrzała na niego, żeby rozproszyć złe wrażenie, jakie przed chwilą musiała na nim zrobić. – Po prostu czeka mnie ciężkie popołudnie z moim byłym mężem, który kilku rzeczy jeszcze nie zrozumiał. A musi.&lt;br /&gt;PSowi stanęły przed oczyma fotografie tego jej byłego. I zdjęcia pobitej Melanie. Sam nie wiedział dlaczego, ale przestraszył się tej wizji: wizji Melanie znów bitej przez tego człowieka.&lt;br /&gt;- Czy chcesz, żebym dotrzymał ci towarzystwa? Czy jest to coś aż tak prywatnego, że wolisz nie mieć przy tym świadków? – uśmiechnął się do niej zawadiacko tak, aby nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Tak, żeby miała prawo sądzić, że jest po prostu nachalny, bo zależy mu, aby ją zaciągnąć do łóżka.&lt;br /&gt;- Dzięki – uśmiechnęła się w rewanżu – Ale chyba sama sobie poradzę.&lt;br /&gt;- Jesteś pewna? – zaczął nalegać – Nie przyda ci się dodatkowy biceps do obrony własnych interesów?&lt;br /&gt;Tu PS w zabawny sposób podniósł do góry ręce i napiął mięsnie, usiłując przez rękaw marynarki zaprezentować pięknie wyrzeźbiony bicepsik. Melanie roześmiała się w głos.&lt;br /&gt;- Nie sądzisz - wysapał z udawanym wysiłkiem nadal prężąc się przed nią na pokaz – że jak zobaczy przy tobie taką obstawę, to przejdzie mu ochota na wszystkie głupie żarty?&lt;br /&gt;- Słuchaj, może coś w tym jest...&lt;br /&gt;- A po tym jak już go przepędzimy na 4 wiatry, będziemy mogli spokojnie jechać się gdzieś odpręzyć. Co ty na to?&lt;br /&gt;- Hmmmm...&lt;br /&gt;- No, nie daj się prosić. Szefowo!&lt;br /&gt;Roześmieli się oboje.&lt;br /&gt;- Niech będzie i tak. Masz dar przekonywania.&lt;br /&gt;- Och, jestem zaszczycony. Pani, doprawdy, zbyt łaskawa. To w takim razie zapraszam – otworzył przed nią drzwi lśniącego nowością granatowego lexusa. Firma była wierna marce.&lt;br /&gt;– Dokąd mogę panią zawieźć?&lt;br /&gt;- Do Sheratona.&lt;br /&gt;- Się robi. Mówisz, masz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie kazał na siebie zbyt długo czekać. Zobaczył ich  z daleka i pewnym krokiem podszedł do stolika.&lt;br /&gt;- Witam. Kogo tu dziś ze sobą przywlokłaś? – zwrócił się obcesowo do Melanie, nie obdarzając PSa nawet jednym spojrzeniem. PS podniósł się z miejsca. Ponieważ wzrostem przewyższał go dosyć znacznie, tamten nie mógł go ignorować.&lt;br /&gt;- Pan wybaczy, że się przedstawię. Jestem Sam Shant i pracuję z panią Foxen. A w zasadzie u pani Foxen. Spotkaliśmy się tu przypadkiem, ale ponieważ zdaje się, że mamy plany na dalszą część wieczoru, będę zmuszony państwu podczas tej rozmowy towarzyszyć. Postaram się nie sprawić kłopotu.&lt;br /&gt;PS wyciągnął na powitanie rękę. Jego zachowanie mocno zdziwiło „byłego”. Podał agentowi 999 dłoń mamrocząc:&lt;br /&gt;- Joshua Frozen, miło pana poznać.&lt;br /&gt;Usiedli. Zapadło krępujące milczenie.&lt;br /&gt;- Przyniosłaś to, o co cię prosiłem? – przerwał ciszę Joshua Frozen.&lt;br /&gt;- Tak – przytaknęła Melanie. Sięgnęła do swojej aktówki i wyciągnęła z niej plik dokumentów. Podała je Joshowi starając się, by PS nie mógł zauważyć, czego dotyczyły. Josh przejrzał je dość powierzchownie i położył na stoliku. Znów zapadła cisza. PS wsadził rękę do kieszeni i podziękował swojej szpiegowskiej intuicji za to, że nigdy nie śpi. Dyskretnie wsunął sobie między palce pluskwę, którą namacał w kieszeni i ledwie zauważalnym ruchem przymocował ją do spodu stolika.&lt;br /&gt;- Muszę państwa na chwilę opuścić. Przepraszam.&lt;br /&gt;Wstał, starannym ruchem obciągnął poły marynarki i ruszył w kierunku toalety. Zamarudził tam czas jakiś chcąc dać im czas na rozwinięcie wątku rozmowy. Płonął z niecierpliwości, by odsłuchać taśmę z nagraniem, choć przecież nie musiało być to nic wielkiego. Mogła być to zwykla około rozwodowa kłótnia.&lt;br /&gt;Zbliżając się powoli do stolika, nie mógł nie zauważyć, że Josh ściska mocno ramię Melanie. I że to ramię wyraźnie próbuje wyrwać się lub co najmniej nie poddać temu uściskowi, ale nie jest w stanie przeciwstawić się sile przeciwnika. PS oczyma wyobraźni zobaczył ślady, jakie po tym incydencie zostaną na skórze Mel. Cholera. Gdyby tylko mógł przyłożyć mu w twarz...Kto wie, może jeszcze nadarzy się po temu okazja...&lt;br /&gt;Gdy był już blisko stolika, a zbliżał się do niego tak, by Josh zobaczył go jak najpóźniej, jego wprawne ucho wyłowiło z jego cichego syku tylko jedno zdanie:&lt;br /&gt;- Ja cię jeszcze, suko, dopadnę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było jasne, że Melanie to spotkanie nie wprawiło w szampański nastrój. Miał wrażenie, że idzie za nim do samochodu patrząc uważnie, czy nie śledzi jej jej własny cień. Miała zaciśnięte wargi a oczy błyszczały jej jakimś dziwnym, niesłychanie zimnym blaskiem.&lt;br /&gt;Otworzył jej drzwi i przeszedł na stronę kierowcy. Już wsiadał, kiedy stwierdziła:&lt;br /&gt;- Wiesz, myślę, że wrócę piechotą. Potrzebuję się przewietrzyć.&lt;br /&gt;- Przecież to kawał drogi? – zdziwił się szczerze i ugryzł w język. Melanie nie powinna wiedzieć, że wie, gdzie ona mieszka. Była jednak tak zajęta swoimi myślami, że nie zwróciła na to najmniejszej uwagi.&lt;br /&gt;- Nie, to wcale nie tak daleko.&lt;br /&gt;Okrążył samochód i stanął przed nią patrząc jej prosto w twarz. Pod naporem jego wzroku, wbiła własny w asfalt.&lt;br /&gt;- Melanie, posłuchaj – powiedział łagodnie – Ja bardzo uważnie obserwuję ludzi. Mam tak od dziecka. I chcę cię tylko odwieźć do domu. Nic więcej. Nie mam zamiaru wprosić się na drinka. Okej?&lt;br /&gt;Gdy podniosła na niego oczy, dwie wielkie łzy spływały jej już po policzkach. Lewą dłonią ujął ją za podbródek. Prawą starł łzy z jej twarzy.&lt;br /&gt;- No, już, nie płaczemy. Duże dziewczynki nie płaczą – uśmiechnął się do niej – Prawda?&lt;br /&gt;Pociągnęła nosem jak przedszkolak i uśmiechnęła się blado.&lt;br /&gt;- Prawda.&lt;br /&gt;Przygarnął ją do siebie, zamknął w uścisku obu rąk i pocałował w sam czubek głowy.&lt;br /&gt;- Chodź, mała, zawiozę cię do domu.&lt;br /&gt;                 Przez całą drogę milczeli. Zatrzymał się przed jej domem, wysiadła bez słowa i skierowała się ku drzwiom wejściowym. Opuścił szybę, by móc ją lepiej widzieć. Nagle odwróciła się na pięcie, wróciła te parę kroków, by zatrzymać się przed nim, położyć dłoń na przedramieniu, które wystawił za okno i powiedzieć po prostu:&lt;br /&gt;- Dziękuję.&lt;br /&gt;- Zmykaj już, mała – powiedział tylko a ona, nie zważając na niebotycznie wysoki obcas  faktycznie pobiegła do domu jak mała, wystraszona dziewczynka.&lt;br /&gt;Kiedy zamknęła za sobą drzwi, poczuł jak staje mu w gardle wielka gula niewypowiedzianej złości.&lt;br /&gt;Łagodnie ruszył przed siebie, gdy wtem zadzwonił telefon.&lt;br /&gt;- Lecisz na trzy dni do Warszawy. W przyszłą sobotę. Agentka UK pilnie potrzebuje Twojej pomocy. Ależ ty masz nosa!&lt;br /&gt;Poczuł się, jak gdyby nagle wyrosły mu skrzydła.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114852077157108427?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114852077157108427/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114852077157108427' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114852077157108427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114852077157108427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/blog-post.html' title='......'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114825779031192656</id><published>2006-05-22T02:25:00.000+02:00</published><updated>2006-05-22T02:41:27.053+02:00</updated><title type='text'>Podroz / CD</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ostroznie wyszla. Na korytarzu bylo pusto. Jej przedzial, gdzies blizej srodka wagonu, mial zamkniete drzwi. Bez wahania, szybkim krokiem poszla w tym kierunku, trzymajac prawa reka magnum, a lewa sprawnie przykrecala rownie srebrzysty i blyszczacy tlumnik. Przez zaslony zauwazyla jakas szamotanine w srodku. Nie bylo czasu do stracenia! Gawaltownym ruchem otworzyla i silnym kopniakiem utorowala sobie droge do srodka. Na siedzeniu lezal skrempowany i zakneblowany Ruben, nieprzytomny. Jej wejscie kompletnie zaskoczylo osilkow i bezwladnie upadli na siebie pod wplywen dosadnego kopa, robiac przy tym duzo rumoru. W ulamku sekundy agentka 666 wycelowala i strzelila w noge pierwszego z brzegu. Po czym druga kulke wpakowala w prawe ramie lezacego pod nim osilka. Krew trysnela gwaltownie i lezacy pod mezczyzna zemdlal z bolu. Ten z przestrzelona lydka, jeknal i zlapal sie za rane,reka zatamowal plynaca krew,a druga wykonal nieskoordynowany ruch w kierunku kieszeni plaszcza.&lt;br /&gt;-Nawet o tym nie mysl jesli ci zycie mile! Reka opadla i osobnik uspokoil sie od razu.&lt;br /&gt;-Co mu zrobiliscie? Syknela z nienawiscia. Bron trzymala wciaz wymierzona w glowe pierwszego zbira. Twarz jego wystraszona, byl w szoku i jeszcze wiekszym zaskoczeniu. Czolo natychmiast zlal mu zimny pot, a zrenice rozszerzyla adrenalina strachu.&lt;br /&gt;-Uspiony. Wybelkotal i dodal. –Nic mu nie jest.&lt;br /&gt;-Pytaliscie sie go o mnie?&lt;br /&gt;-Nie, jeszcze nie. Mielismy zlapac, uspic i obezwladnic osobe w tym przedziale. Nikt nie mowil, ze bedzie was wiecej. Jakajac sie kontynuowal z grymasem bolu na twarzy.&lt;br /&gt;-OK, nie ruszaj sie, bo ci nastepna kulke wpakuje i wtedy naprawde zaboli. Agentka UK, nie miala wyjscia, musiala skontaktowac sie z oczekujaca jej Centrala. Z kieszeni wyciagnela pager, ktory miala uzyc dopiero jak dojedzie do stacji Krakow Glowny. Nietety z dwoma postrzelonymi i uspionym Ru nic sama nie zdziala. Beda potrzebne posilki i ktos sie bedzie musial zajac czekajacym na jej cialo Ciagutko. Zmiana planow. Trzykrotnie puscila sygnal i w odpowiedzi zadzwonila jej komorka. Wsluchawce zabrzmial cieply, kobiecy glos.&lt;br /&gt;-Kryptonim?&lt;br /&gt;-Brzoza. Odpowiedziala automatycznie Sliczna.&lt;br /&gt;-Haslo?&lt;br /&gt;-Bakterioza. Dopelnila formalnosci 666.&lt;br /&gt;-Co sie dzieje agentko UK?&lt;br /&gt;-Dwoch postrzelonych z kontrwywiadu i uspiony, przypadkowy swiadek zdarzenia.&lt;br /&gt;-OK. Posilki w drodze, bedziemy w kontakcie. Odbior!&lt;br /&gt;-Potwierdzone. Odpowiedziala 666, rozmowczyni rozlaczyla sie natychmiast.&lt;br /&gt;Pol godziny pozniej Sliczna odpalala wlasnie nerwowo szluge od szlugi gdy telefon ponowniwe zadzwonil.&lt;br /&gt;-Juz jestesmy. Pociag zaraz zatrzyma sie na chwile. Nie mamy duzo czasu, przygotuj sie..&lt;br /&gt;-Jestem gotowa, dawajcie z tym koksem!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114825779031192656?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114825779031192656/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114825779031192656' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114825779031192656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114825779031192656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/podroz-cd.html' title='Podroz / CD'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114674749305782173</id><published>2006-05-04T14:21:00.000+02:00</published><updated>2006-05-05T18:04:40.606+02:00</updated><title type='text'>Podroz</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Sliczna z trudem zawloka swoje niedobudzone zwloki na Dworzec Centralny. W prawej rece poczworne espresso, lewa reka dzierzyla walzke, na nosie ciemnie okulary a la Jackie O'Nassis, niedbale spiete wlosy w cos na pierwszy rzut oka przypominajace kokon, zero make up, czy bizuterii. O tej porze i w taka pogode to nawet psa na dwor sie nie wygania, pomyslala ze zloscia i grzecznie dolaczyla do tlumu pakujacego sie na chama z peronu do pociagu, ktory wlasnie przytoczyl sie swiszczac i gwizdzac. W pierwszej klasie jak zawsze swiecilo pustkami, od czasu do czasu przeturlal sie pan z wozkiem pelnym slodyczy, piwa i termosowej kawy. Rozlozyla sie wygodnie w zarezerwowanym tylko dla niej przedziale i zabrala sie za lekture niedokonczonego kryminalu.&lt;br /&gt;Nagle, cicho uchylily sie suwane drzwi kabiny i w szparze pojawila sie glowa mezczyzny. 666 az przeszedl dreszcz na widok nieznajomego, nieswiadomie wykrzywila twarzyczke w grymas, ktory przypominal niesmialy usmiech.&lt;br /&gt;-Czy wolne?&lt;br /&gt;-Przepraszam, ale ten przedzial jest zarezerwowany, a tak po za tym to chyba pomyliles wagony, bo w 1-szej klasie nie ma "wolnego" bez rezerwacji. Skonczyla juz prawie smiejac sie i radosnie wyszczerzyla snieznobiale zabki.&lt;br /&gt;-Ups! No to faktycznie chyba sie zgubilem.. Z niedowierzaniem odparl on i odpowiedzial niewinnym usmiechem na jej radosna reakcje.&lt;br /&gt;-Nic nie szkodzi, jak chcesz to wchodz, miejsca jest dla nas dwojga i jeszcze ktos by sie zmiescil. Spokojnie odpowiedziala i delikatnie poprawiala sie na siedzeniu, bacznie obserwujac nieznajomego.&lt;br /&gt;-Jestes pewna? Przed chwila mowilas, ze przedzial zarezerwowany..&lt;br /&gt;-Bo jest i czuj sie moim gosciem! Puscila mu oczko i dyskretnie zeskanowala jego posture od stop do glow. Nowy towarzysz podrozy wpadl jej w oko od pierwszego spojrzenia.&lt;br /&gt;-Bardzo milo z twojej strony. Ruben jestem. Wyciagnal dlon na powitanie.&lt;br /&gt;-Teresa, milo mi. Agentka UK nawet w podrozy nie zdradzala swoich prawdziwych danych osobowch. Na obecna chwile jej falszywe ID wyrobione przez NBV stalo na: Teresa Bugajska lat 20, warszawianka. -Bardzo nietypowe imie?&lt;br /&gt;-Wszyscy sie zawdze dopytuja czy mama lubi rubiny, ale to imie mam po jej pierwszej milosci, ognistym hiszpanie, ktorego poznala na wakacjach Monte Carlo.&lt;br /&gt;-How romantic.. Szepnela zauroczona i od tego momentu prysly wszelkie bariery. Rozmowa toczyla sie gladko i w zaskaujacym tempie zaczela przechodzic na na co raz to intymniejsze tematy. Ruben szybko z pozycji odpytywanego na dywaniku potecjalnego wroga plci przeciwnej, przeszedl w role sprzymierzenca. Dzielac sie z Terenia paczka delicji i butelka napoczetej juz fanty zaskarbil sobie wiecej sympatii niz szpanujace kasa, fura i komura warszawskie cwaniaczki. Za jego spontanicznosc odplacala sie mu dolewkami z termosowej kawy i pierniczkami w czekoladzie. Za kazdym razem gdy wymawial jej imie Sliczna smutniala w duchu. Po raz pierwszy czula sie zle podajac sie za kogos, kim nie byla. Co by powiedzial gdyby okazalo sie, ze ona go klamie. Czy potrafil by jej wybaczyc? Czy praca agenta pod ciagla przykrywka uspawiedliwiala ja? Nie potrafila odpowiedziec sobie na te pytania. Nagla sympatia, ktora poczula do nieznajomego zaskoczyla ja i wzruszyla sie sama nie wiedzac czemu. Ruben opowiadal jej cale zycie, na wyrywki, najpierw o trudnym dziecinstwie, pozniej epizody ze szkoly sredniej. Dochodzil wlasnie perypetii maturalnych i studiowki gdy pociag niespodziewanie zatrzymal sie na stacji w Kielcach.&lt;br /&gt;-Oh, jak ten czas szybko leci, juz jestesmy w polowie drogi do Krakowa!&lt;br /&gt;-A-ha..Az zgodnialem z tej calej paplaniny. Masz ochote na cos goracego z bufetu?&lt;br /&gt;-Niom.., prosze kup mi cos malego.&lt;br /&gt;Ruben wyszedl. Sliczna rozmazonym jeszcze wzrokiem spojrzala w strone okna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na peronie stal Ciagutko!!! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wdawal jakies polecenia dwom roslym zbirom w czarnych plaszczach, z wygolonymi glowami i w ciemnych okularach. Czar romatycznej podrozy prysl w ulamku sekundy. 666 natychmiast odwrocila glowe i szybko ukryla sie za zaslonka okna. Sprawnym ruchem sciagnela walizke na podloge przedzialu. Kleczac otworzyla suwak i wyciagnela jej srebrna zabawke, odbezpieczyla bron i wsunela ja za szeroki pasek spodni. Jak ja namierzyl kontrwywiad? Ciagutko na peronie stacji w Kielcach -to smierdzialo z daleka, zapowiada sie niezla rozpierdziucha! Jednym susem opuscila przedzial i biegiem udala sie w strone blizszego konca wagonu potracajc po drodze usuwajacych sie jej z drogi pasazerow. Osilek o kwadratowej posturze juz gramolil sie naschodek do pociagu. Blyskawicznie przywarla do sciany korytarza. Uff.. nie zauwazyl jej, reka namacala kalmke. Bezszelestnie znikla w szczesliwym trafem znajdujacej sie za jej plecami WC. Zablokowala drzwi i z trudem opanowujac zadyszke zaczela intensywnie analizowac sytuacje. Twarz Ciagutko rozpozna wszedzie, to napewno byl ON! Kiedys agentka UK i Ciagutko byli partnerami, najlepiej wspolpracujacym team'em agentow NBV. On byl jej autorytetem, podazala za nim jak cien. Brutal i sadysta, bezlitosny likwidator niewygodnych dla organizacji osob, zawsze czula sie zagrozona w jego towarzystwie. Wszystko bylo dobrze dopoki ich zycie zawodowe nie skrzyzowalo sie z osobistym. Od tamtej pory juz nigdy nie bylo tak samo, a w recz przeciwnie, bylo co raz gorzej. Zamiast wsparciem stali sie dla siebie konkurecja. Rywalizowali w kazdej podjetej operacji. Etapem przelomowym byla akcja Pere Lachaise we Francji. Slicza i Ciagutko mieli rozpracowac gang narkotykowy, ukrywajacy bialy proszek w sarkofagach na najstarszym cmentarzu Paryza. Ich romans potegowal za kazdym razem gdy napiecie roslo i gdy rywalizcja stawala sie metoda na przepychanke pomiedzy para kochankow. Operacja zakonczyla sie totalnym fiaskiem z winy Ciagutko i jego niekontrolowanych emocji i niekonwencjonalnych metod dzialnia, ktore nie przynosily jednak wlasciwego skutku. Agentka UK po powrocie z wyjazdu zdala dokladny raport, w ktorym wylozyla jak i dlaczego Ciagutko zawiodl. Rozpoczelo sie postepowanie, w wyniku ktorego agent C zostal usuniety z szeregow organizacji. Wtedy to zaprzysiag jej zemste. Dal sie zwerbowac konkurecyjnie dzialajacej agencji detyktywistycznej Marllot. Kontrwywiad ten mial silne wplywy w swiatku przestepczym UE. Sponsorowany przez amerykanskie srodowisko Amiszy walczyl o monopol bedacy od lat w rekach NBV. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;OK, spokojnie, mala mysl(!), powiedziala sobie w duchu. Gdzies musi by przeciek skoro wiedzieli, ze jest w pociagu. Numer wagonu i przedzialu tez byl im znany. Znajac Ciagutko, wiedziala, ze nie bedzie sie bawil w konfrontacje. No, przynajmniej jeszcze nie teraz.. Napewno bedzie czekal z posilkami na dworcu w Krakowie. Narazie musiala sie uporac z tymi dwoma lajdakami, ktorzy juz napewno sa w jej przedziale. Ruben. Cholera! Zeby tylko teraz nie wrocil z bufetu, bo bedzie kwas. Jesli jeden wszedl z tego konca, a drugi z drugiej strony wagonu, to obecnie powinna znajdowac sie po za ich zasiegiem, mogla bespiecznie wyjsc.Czas na dzialnie..&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114674749305782173?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114674749305782173/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114674749305782173' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114674749305782173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114674749305782173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/podroz.html' title='Podroz'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114649616921394465</id><published>2006-05-01T17:08:00.000+02:00</published><updated>2006-05-01T17:09:36.236+02:00</updated><title type='text'>Baza danych</title><content type='html'>Dudniło mu w czaszce. Hałas był tak straszliwy, że nie dało się dłużej spać. Mimo, że był nadal okropnie zmęczony. PS otworzył oczy z myślą, żeby przyłożyć w zęby temu, kto był sprawcą nie dającego się wytrzymać dudnienia. Jedyne, co nad sobą zobaczył, to sterylnie biały, szpitalny sufit. I sterylny uśmiech ubranego w nieskazitelnie biały kitel lekarza.&lt;br /&gt;- Dzień dobry. Jak się pan nazywa?&lt;br /&gt;No żesz do cholery, co to jest, „Najsłabsze Ogniwo”?! Przyspieszone pikanie aparatu zdradziło podenerwowanie PS.&lt;br /&gt;- Spokojnie. Niech się pan nie unosi, agencie PS. Muszę sprawdzić, czy jest pan w pełni świadomy.&lt;br /&gt;- Sam Shant. Gdzie jestem?&lt;br /&gt;- W klinice NBV, w Londynie. Nazywam się doktor Truejerk i jestem pana lekarzem prowadzącym. Otruto pana toksynami.&lt;br /&gt;- Co??????&lt;br /&gt;- Spokojnie. Wszystko jest na jak najlepszej drodze i nawet trądzik chlorowy Juszczenki już panu nie grozi – uśmiechnął się lekarz – Był pan nieprzytomny przez kilkanaśnie godzin. Czeka pana krótka rekonwalescencja. Zatrzymamy pana kilka dni na obserwacji. Dla pewności.&lt;br /&gt;- A ten hałas?&lt;br /&gt;- To ból głowy. Jeśli pan go czuje, to dobrze. Nawet bardzo dobrze.&lt;br /&gt;- No, nie wiem...- kwaśno skrzywił się PS – Czy przysługuje mi chociaż ibuprom?&lt;br /&gt;Lekarz zaśmiał się ze zrozumieniem.&lt;br /&gt;- Niestety. Pana wątroba mogłaby tego już nie znieść. To w dużej mierze kwestia odwodnienia. – podał mu kubek z wodą mineralną – Proszę sobie siąść i pić po kilka łyków co parę minut. Niedługo panu przejdzie.&lt;br /&gt;Po zbolałej głowie PS już galopowały wszystkie stojące przed nim zadania. Musiał wyjść z tego przeklętego szpitala. Najlepiej zaraz. I wziąć się do działania. Spróbował się podnieść, ale wrażenie, że mózg zaraz wyleje mu się przez uszy sprawiło, że bezsilnie opadł na poduszkę. I ten przeszywający ból w pośladku. O co do cholery chodzi?&lt;br /&gt;- Spokojnie. Nie tak od razu. Naprawdę, lepiej będzie jeśli pan nieco odpocznie. Pomogę panu usiąść.&lt;br /&gt;Doktor Truejerk podciągnął PSa do pozycji siedzącej.&lt;br /&gt;- A ten straszliwy ból w pośladku? – jęknął PS.&lt;br /&gt;- Aaaa – roześmiał się lekarz – To nieco brutalnie podany zastrzyk z antidotum. Trzeba będzie rozchodzić, ale jego szybkie podanie uratowało panu życie. Niech pan podziękuje agentowi 696.&lt;br /&gt;Lekarz odwrócił głowę a PS podążył oczyma za jego wzrokiem. Za szybą, na korytarzu stał agent Jędruś. Stał, to złe określenie. Przykleił się do szyby, jakby w ten sposób chciał zniwelować dzielący go od PSa dystans. Na twarzy miał ogromny uśmiech ulgi, ale oczy nadal zdradzały smutek.&lt;br /&gt;- Już nic panu nie grozi. Potrzebuje pan tylko porządnie odpocząć i wyspać się. Myślę, że jutro będę już mógł pana wypuścić na krótki spacerek po korytarzu.&lt;br /&gt;PS przytaknął z lekkim uśmiechem. Jutro, to on go będzie musiał wypuścić. Stąd. I bez dyskusji.&lt;br /&gt;- Zostawiam teraz panów sam na sam. Wrócę poźniej sprawdzić jak się pan czuje. Wieczorem na wizytę zapowiedział się pański łącznik, Brandon. Miłęgo wypoczynku. Lekarz klepnął PSa w ramię i wyszedł. Zamienił parę słów z Jędrusiem na korytarzu, po czym poszedł sobie. A Jędruś wpadł do Sali i rzucił się do łóżka.&lt;br /&gt;- O Boże, już myślałem, że po tobie. Już opłakiwałem twoją śmierć po drodze do Londynu. Silnik to ci chyba całkiem zajechałem w tej odlotowej furze. Chyba jest na złom. Nie gniewasz się?&lt;br /&gt;PS roześmiał się, mimo straszliwego pulsującego bólu w tylnej części czaszki.&lt;br /&gt;- Wyluzuj, Jędrusiu. Wielkie dzięki za pomoc. Gdyby nie ty, pewnie faktycznie wąchałbym już kwiatki od spodu. Znowu uratowałeś mi dupsko.&lt;br /&gt;- No co ty. Taka praca, nie? – Jędruś przyjacielsko szturchnął go w ramię, udając radość.&lt;br /&gt;- Ale tego zastrzyku, to ci do końca życia nie zapomnę!&lt;br /&gt;Roześmiali się obaj.&lt;br /&gt;- Masz, coś ci przyniosłem, żebyś się nie nudził.&lt;br /&gt;Jędruś wyjął z plastikowej torby laptop z firmowym logo NBV.&lt;br /&gt;- W sali masz bezprzewodowy dostęp do bazy danych NBV. Wieczorem ma przyjść twój łącznik.&lt;br /&gt;- Oooo, wdechowo – ucieszył się PS otwierając monitor komputera i wciskając start. Już zapomniał o Jędrusiu. Myślami już był w pracy. Historia z Rickiem nie zaskoczyła go, wiedział przecież doskonale, że każdy agent zna tylko swoich bezpośrednich współpracowników, żeby w razie wtopy wsypać jak najmniejszą ilość agentów. Na dodatek, PS działający jako samotny wilk, nie miał własnego teamu. Taki był zamysł wysłania go na Wyspy. Poza tym, PS najlepiej sprawdzał się w działaniu indywidualnym. PS jako agent szkolony na kontynencie dobrze orientował się w europejskiej strukturze NBV. Agentka UK i Jędruś byli starymi znajomymi z tzw. Szkoły Przetrwania KIC, jednostki szkolącej agentów na potrzeby NBV. KIC od Keeping Individuals Confused albo Kerfuffle-here I-Come, jak się wtedy wszyscy śmiali.&lt;br /&gt;W brytyjskiej gałęzi  NBV, PS kojarzył jedynie swojego łącznika i bezpośredniego przełożonego Brandona, kilku biurowych pracowników londyńskiej centrali i Atlantę, szefa szefów, który jednakowoż działał za Atlantykiem. PS na wyspach nie znał nikogo, kto działałby w terenie a w ostatnich dniach w jego głowie pojawiło się mnóstwo pytań, na które PS chętnie poznałby odpowiedź. Może kilku dostarczy baza danych, może na kolejne odpowie Brandon. Pobyt w klinice miał jednak swoje dobre strony.&lt;br /&gt;- PS, muszę ci coś powiedzieć – nieśmiało zaczął Jędruś.&lt;br /&gt;- Aha? – odpowiedział nieco nieuważnie PS, obecny choć nieprzytomny – Co takiego?&lt;br /&gt;- Zmęczony jesteś?&lt;br /&gt;- Trochę – stwierdził PS wpatrując się już w monitor laptopa, już zatopiony myślami w szperaniu w morzu informacji, jakie zawierała baza centrali.&lt;br /&gt;- Chcesz zostać sam? – cicho, cichuteńko zapytał Jędruś łudząc się, że PS usłyszy tę błagalną nutkę w jego głosie i poprosi go, by powiedział o co chodzi. Ale PS nie był wyczulony na tak delikatne, emocjonalne sygnały.&lt;br /&gt;- Tak, chyba tak – PS odpowiedział dobitnie ku rozpaczy Jędrusia – Przyjdziesz później?&lt;br /&gt;Jędrusiowi głos uwiązł w gardle.&lt;br /&gt;- Przyjdę, nie ma problemu, przyjdę potem.&lt;br /&gt;- Dzięki – PS uśmiechnął się do niego blado z piedestału szpitalnego łóżka. Chwycił Jędrusia za rękę – Stary, wielkie dzięki. Jestem twoim dłużnikiem.&lt;br /&gt;- Spoko – Jędruś odwzajemnił uścisk i wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi.&lt;br /&gt;            PS wpisał swoje hasło dostępowe i na ekranie pojawił się powitalny komunikat. Następnie zalogował się do swojej grupy, dzięki czemu zyskał bezpośredni dostęp do informacji o przebiegu akcji, w których uczestniczył, o planowanych przez centralę posunięciach, i przede wszystkim o biorących w tych akcjach udział ludziach i agentach NBV. Wrzucił w firmową wyszukiwarkę hasło „Łosie”. Oprócz zdjęć całej grupy, opisu jej kryminalnej działalności, uzyskanych przez niego informacji i destrukcyjnych dla szjki efektach, jakie przyniosła jego interwencja, na ekranie pojawił się link do zaangażowanych w operację Łosie agentów. Kliknął dwa razy. Jako pierwsze wyskoczyło pseudo agentki UK jako koordynatorki, jej pozycja w hierarchii, specjalizacja, szczegółowy spis uczestnictwa w poprzednich operacjach NBV i linki do nich oraz adnotacja, że UK przekazała chwilowo opiekę nad akcją na Wyspach PSowi. Przy jego nazwisku pojawiły się analogiczne dane oraz bardzo precyzyjne informacje o sposobie jego działania i roli, jaką odegrał w rozpracowaniu „Łosi”. Został jeszcze link do agentów wspierających i pośrednio zaangażowanych. Kliknął na niego. Ekran zapełnił się długą listą odnośników, do ludzi prowadzących akcje, których losy w ten lub inny sposób zależały od powodzenia „Łosi”. Pozycją 1 i 2 na tej długiej liście byli agenci Rick i Jędruś. Notka opisująca Jędrusia wskazywała na jego rolę pomocniczą wobec PSa i na niedawne pojawienie się w toku akcji na polecenie UK. Notka do agenta Ricka dawala do myslenia. Była bardzo zdawkowa i mówiła jednie o jego roli osłaniającej działania PS. Wspominała jeszcze o brawurowej akcji Ricka, która doprowadziła do ostatecznego załamania siatki „Łosi” i posadzeniu ich za kratki w ciągu ostatniej nocy. PS mógł bezpiecznie wrócić do Bristolu. Coś tu jednak nie grało. PS powtórzył swoje hasło dostępowe i pojawiła się zaszyfrowane uzupełnienie notatki. PS rozpoznał kod, jakim posługiwała się warszawska filia NBV. Więc ta notatka była tylko dla niego i mógł ją sporządzić jedynie Jędruś. Nikt więcej. To było ostrzeżenie przed Rickiem. Podejrzenie, że gra na dwa fronty. Skoro bowiem potwierdził informacje o planowanym przez Łosi ataku na PSa za pośrednictwem Jędrusia i Polki z Hugo Bossa, dlaczego nie wiedział o próbie otrucia? Albo faktycznie nic mu o tym nie było wiadomo, albo grał w tej rozgrywce dla Łosi korzystając ze swojego statusu w NBV a brawurowa akcja z wsadzeniem Łosi za kratki  była tylko przykrywką, którą zmontował naprędce, kiedy już było wiadomo, że niczemu nie da się zaradzić i że PS przeżyje dzięki interwencji Jędrusia. No tak. To by miało sens, ale też nie do końca. Skoro bowiem Łosie zadali sobie trud, aby zastosować truciznę o opóźnionym działaniu, skoro zależało im na schwytaniu PSa przed wysłaniem go w zaświaty, to dlaczego nie próbowali go znaleźć potem? Czemu Rick nie śledził Jędrusia i nie zjawili się potem z bazukami w jego lofcie? Hmmmmm. Niemniej jednak, biedny Jędruś...A już pewnie liczył na spełnienie swoich marzeń o gejowskim Kopciuszku. Ile go musiało kosztować sporządzenie tej notki!&lt;br /&gt;Dalsze rozważania na ten temat PS postanowił odłożyć sobie później. Teraz potrzebne mu były informacje na temat operacji „Firma”. PS uśmiechnął się na samo wspomnienie Melanie Foxen i pomyślał, że to z pewnością będzie przyjemniejsza akcja niż po bałkańsku grube i grubiańskie Łosie. Wpisał Firma w wyszukiwarkę. Pojawiły się wszystkie znane mu już infrmacje o spekulacji na rynku nieruchomości i o stojącym za tym gangiem. Twarze z gangu już znał, ale wiedział doskonale, że do operacji w Firmie gang rzuci nowych, nieumoczonych jeszcze graczy. Wiedząc, że nie ma szans ich rozpoznać, dopóki nie zjawi się w biurze, przejrzał uważnie ich opisy i zdjęcia. Mała była szansa, że znajdzie w biurze podejrzane twarze, ale znał jakość wywyiadu NBV i zdawał sobie sprawę z tego, jak częso wysuwane przez jego członków podejrzenia okazywały się starzałami w dziesiątkę. W wewnętrzną operacujną wyszukiwarkę wstukał jeszcze nazwisko Melanie Foxen nie licząc specjalnie na to, że uda mu się znaleźć coś ciekawego. Mylił się. Jakże bardzo się mylił.&lt;br /&gt;Na hasło Melanie Foxen wyświetliła mu się cała strona z jej życiorysem i zdjęciami, zarówno formalnymi jak i, hmmm, mniej formalnymi.&lt;br /&gt;Melanie Foxen. Urodzona 12.06.1976 w Wolverhampton. Elitarne studia na Oxfrodzie. Imponująca kariera zawodowa w najlepszych światowych koncernach. Co ta laska robi w takim razie w Bristolu? Nieszczęśliwe małżeństwo zakończone rozwodem. Były mąż zamieszkały w Bath. Właściciel firmy handlującej nieruchomościami, której bristolski urząd kilkakrotnie ze względów formalnych odmówił przyznania koncesji na obrót różnymi gruntami. Pił i bił. Sądowa historia przemocy domowej, zdjęcie, spis lekarskich oświadczeń. Zdjęcie. Zdjęcie. Zdjęcie. Duże prawdopodobieństwo, że to jemu zależy na kompromitacji urzędu, którym kieruje eks-żona. Że to on jest zleceniodawcą tej ciemnej operacji. Zdjęcie: ogromny, przystojny mężczyzna o wyglądzie inteligenta, który zamarzył o karierze gangstera i spędził zbyt wiele godzin na siłowni łykając przy tym sterydy. Krzaczaste brwi. Głęboko osadzone oczy jarzące się szaleńczym blaskiem. Nieobliczalny. Hmmmm. Dzieci: nie.&lt;br /&gt;            PS opadł na poduszkę i przypomniał sobie roześmianą twarz Melanie. Smukłą sylwetkę w obcisłym spodnium, wdzięczny ruch bioder, kiedy z nim tańczyła i ciepło jej pleców, kiedy położył na nich dłoń, by poprowadzić ją do stolika. Wyobraził ją sobie siedzącą przy stole na przeciwko tego zwalistego mężczyzny, milczącą, z pokorną miną podającą mu kawę, z siniakiem pod lewym okiem i połamanymi żebrami od ciosu jego ogromnej pięści. Oczyma wyobraźni zobaczył ją pod prysznicem spłukującą z siebie brutalny dotyk jego łap, w szpitalu na lekarskiej obdukcji stwierdzającej gwałt i wstrząs mózgu wskazujący na ciężkie pobicie. Wiedział, że tak być nie powinno, ale nie mógł juz myśleć o tej sprawie jak o kolejnym zadaniu do wykonania, jak o pracy. Wiedział, że emocjonalne zaangażowanie może mu utrudnić działanie, ale jak bardzo wzrastała jego motywacja. Nienawidził damskich bokserów. Nienawidził świata, w którym niewinni ludzie mieli cierpieć z rąk innych, tylko dlatego, że nie chcieli dać się dalej krzywdzić. Melanie Foxen, sama o tym nie wiedząc, zyskała właśnie ogromnego sojusznika.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114649616921394465?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114649616921394465/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114649616921394465' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114649616921394465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114649616921394465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/05/baza-danych.html' title='Baza danych'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114626642877640825</id><published>2006-04-29T01:19:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:20:28.953+02:00</updated><title type='text'>Wizyta</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;color:#333333;"&gt;W pracy pojawila sie monotonia I rutyna. Sliczna zaczely draznic te biurowe gadki o niebie i chlebie. Plotki byly stare, kawa za szybko stygla, a praca stawala sie coraz bardziej zmudna i nie przynosila krzty satysfakcji. Agentka UK czula sie osaczona przez niewidzialnego wroga. Jej sekcja byla zdominowala przez kobiety, a niedobitki plci meskiej nie wazyli zabrac glosu. Monopol na cycki, well, sama miala tez je miala i przy ich pomocy mogla zdzialac duzo. Dla odmiany przy miazdzacej konkurencji atutem okazala sie jej bliskotliwa inteligencja, scinajace z nog i zbijajce kompletnie z tropu poczuciem humoru. Nie mogla jednak przebic sie przez mur milczenia. Za kazdym razem gdy przekraczala prog w sali zapadala glucha cisza. Inne byly zazdrosne, cisza mscily sie za wzgledy, ktorymi obdarzali ja przystojni mezczyzni. 666 smieszyly te oazowe klimaty, w duchu cieszyla sie, ze ma wolna wole, swiadomosc tego, ktorendy jest droga. Jej droga, byla droga do celu, ktorym byl 40-latek i Sympatia. Po rozpracowaniu WATa byla w ogrodku i juz witala sie z gaska, a jednak nie miala jeszcze planu dzialania jak to rozwiazac. Presja ze strony amerykanskiej centrali, byla nie do zniesienia. Atlanta nie dawal jej chwili wytchnienia i ciagle angazowal sie we wszystko co robi. Zapowiadala sie nowa wizytacja, na ktora 666 czekala z utesknieniem.&lt;br /&gt;Atlanta pojawil sie jak zawsze niespodziewanie i na start wprowadzil chaos do zycia Slicznej.&lt;br /&gt;-Widze, ze ladnie sie tutaj zadomowilas.. skomentowal oslepiony blaskiem wypastowanego parkietu i umytych okien. –I na brak zajecia nie narzekasz, bo wszystko wypucowane na wysoki polysk, ale ze ci sie chceee..? Na jego twarzy zarysowal sie wyraz niedowierzania.&lt;br /&gt;-No co ty! Zwariowales?! Ja i sprzatanie?! UK byla w pelni oburzona. –A od czego mam Natasze, moja przybrana siostre ze wschodu..&lt;br /&gt;-Mam nadzieje, ze zartujesz sobie teraz? Atlanta skomentowal surowo slowa Slicznej. –NBV nie jest stac utrzymywac ciebie i stada twoich sluzebnic.&lt;br /&gt;-Przepraszam bardzo, za jej uslugi place z wlasnej wyplaty, a nie z puli na wydatki sluzbowe. Zbulwersowala sie 666 i z obrazona mina poszla do kuchni parzyc English tea ulubionemu bossowi, ktory w tym momencie nie zdajac sobie jeszcze z tego sprawy „nagrabial” dosc skutecznie u najlepszej agentki wywiadu.&lt;br /&gt;Prawda byla smutna i za nic w swiecie Sliczna nie przyznala by sie Atlancie, ze sama sprzata ten olbrzymi apartament. Ostatnie tygodnie byly wrecz obsesyjna kulminacja jej niezdrowych zapedow. Szorowala, pucowala, zamiatala, scierala.. Tanczyla walca z froterkami pod butami na swiezo pastowanym parkiecie, raz po raz strzelajac szpagat od niechcenia i gwiazda przemieszczajac sie z jednego pomieszczenia do drugiego. Wten sposob najlepiej rozladowywala narastajaca frustracje i inne dajace sie we znaki popendy zyciowe.&lt;br /&gt;-Spakuj sie dzis bo rano wyjezdasz. Zakominikowal nagle i wprowadzil tym 666 w stan totalnego oslupienia az upuscila jeszcze nie odsaczonego z herbacianej esencji „szczura” na snieznobiala podloge. Gdyby nie mocne stezenie Ajaxu, mozna by swobodnie zlizac jedzenie z terakoty, aczkolwiek strach by nikomu nie pozwolil zaryzykowac oczywistego zatrucia pokarmowego. Cleo miala to w nosie i w ulamku sekundy wslizgnela sie pod schylajace sie z gracja ramie Pani. Zlapala jeszcze goracega torebke i blyskawicznym susem znikla za kanapa w salonie wydajac przy tym dziwaczne dzwieki na skutek ja parzacego Tetleya.&lt;br /&gt;-Wracaj! Krzyknela UK by choc na chwile odwrocic uwage od toczacej sie rozmowy. Nie chciala slyszec w tej chwili o zadnym wyjezdzie. Miala do dokonczenia misje, nie mogla sobie tak po prostu wyjechac. Co z praca w Cobrze? Co z rozpracowaniem Sympatii? Co z sieciami ktore zarzucila na 40-latka? Nie bylo dla niej mowy o zadnych wyjazdach! Atlanta jednak nie zartowal, w prywatnej klinice w podwarszawskiej Magdalence juz wszystko bylo zalatwione. Mieli poinformowac o jej wypadku samochodowym jutro z samego rana. Bilety na Inter City kupione na zabojcza dla Slicznej godzine 7am. W Krakowie mial ja odebrac lacznik i wprowadzic w szczegoly operacji. Niezadowlona wrzucila wybiurczo pare ciuchow i niezbedne na wyjazdowce dziesiec par szpilek do jaskrawoczerwonej walizki. Bylo juz grubo po polnocy gdy polozyla na poduszke swoja malutka glowke zakrecona obecnie w papiloty wieksze od rolki papieru toaletowego. Przewiazana kwiecista chusta, przypominajac Jasia w bereciku o rozmiarach worka na kartofle zasnela. Snila o niespodziankach dnia jutrzejszego, o tym co ja spotka, co sie wydarzy, po co i dlaczego..&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114626642877640825?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114626642877640825/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114626642877640825' title='6 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114626642877640825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114626642877640825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/wizyta.html' title='Wizyta'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114624182387199953</id><published>2006-04-28T18:29:00.000+02:00</published><updated>2006-04-28T18:30:24.090+02:00</updated><title type='text'>Problem Jedrusia</title><content type='html'>Jędruś siedział na przeciwko PSa z bardzo zbolałą miną. I zbierał tak zwaną zjebkę. Wiedział, że słusznie więc milczał. W zasadzie ta zjebka absolutnie go nie interesowała. Nie miała żadnego znaczenia. I tak było wiadomo, że wszystko się ułoży, bo zasłużył na odpuszczenie win a PS musiał po prostu wylać na niego swoją frustrację. Jedyne, co interesowało Jędrusia to, czy wtedy w samochodzie PS mówił prawdę. Czy za tym I loved you, I trusted you kryło się coś więcej niż jakaś gra PSa. Coś więcej niż chęć dokopania mu. Jędruś podjął ostateczną decyzję. Musi powiedzieć PSowi, co do niego czuje. Musi dowiedzieć się prawdy. Dziś. Teraz. Zaraz. I niech PS zrobi z tym, co chce. Ale niech wreszcie wie.&lt;br /&gt;- Jędruś, ty głupia mendo. To bardzo pięknie, że zjawiłeś się dzisiaj, że wyskoczyłeś zza tego pieprzonego węgła niczym deus ex machina w iście bondowskim stylu. Skąd wiedziałeś, co i gdzie się święci? Skąd miałeś cynk? Co to był za krasnal, którego mi przywlokłeś na lancz? Skąd go wytrzasnąłeś? Dlaczego mnie nie uprzedziłeś? Wiesz, jaką mógłbym z tego zrobić aferę? W grę wchodzi życie i interes tysięcy osób a ty mi przyciągasz jakiegoś karzełka nie zastanawiając się, czy on nie ma przy sobie jakiś pluskiew, czy nie ma interesu w tym, żeby przysłuchiwać się naszej rozmowie, która do cholery nie miała się toczyć o pogodzie! Dlaczego nie zadzwoniłeś? Czemu się ze mną rano nie skontaktowałeś? Znasz mój numer. Znasz wszystkie moje numery! A jak coś się działo, mogłeś się ze mną łączyć przez centralę. O co tu, do diabła, chodzi? Co to byli za ludzie? Co mieli wspólnego z tą laską od Hugo Bossa? Gadaj. I to już, bo cię wyślę piechotą na księżyc!&lt;br /&gt;- Chciałem ci wszystko wyjaśnić, ale nie dałeś mi dojść do słowa...- słabo bronił się Jędruś.&lt;br /&gt;- Idioto ponura. Jak mogłem ci dać dojść do słowa przy kolesiu, którego pierwszy raz w życiu widziałem na oczy? O którego wizycie nie raczyłeś mnie wcześniej poinformować?&lt;br /&gt;- Aleś ty sztywny, agencie 999 – żachnął się Jędruś – I jaki z ciebie formalista. Agentka 666 jest przy tobie straszliwą luzarą.&lt;br /&gt;Czego jak czego, ale porównań z  agentką UK PS szczerze nienawidził. W ogóle nie lubił porównań, ale przykładanie go do agentki UK było strzaszliwym ciosem dla jego męskiej ambicji.&lt;br /&gt;- Kretynie. Agentka UK może sobie pozwolić na bycie luzarą, bo działa w 10 razy większym mieście. Policz sobie o ile niższe w jej otoczeniu jest ryzyko, że osoba, którą ktoś jej przywlecze na lancz jest zgniłym jajem. Czytaj: podstawionym agentem. Albo niewinnym barankiem wykorzystywanym przez wrogie siły! No, Jędruś. Rozgrzej zwoje mózgowe. Zagadka. O ile niższe jest ryzyko?&lt;br /&gt;- Dziesięciokrotnie – mruknął Jędruś.&lt;br /&gt;- Brawo. Bingo. Dać mu wódki! – krzyknął złośliwie PS. – To teraz tłumacz się. I opowiadaj.&lt;br /&gt;PS rozlał szkocką do dwóch szklaneczek  i wepchnął jedną w rękę Jędrusia. Jędruś westchnął, upił łyczek, wzdrygnął się i zrezygnowany zaczął opowiadać.&lt;br /&gt;- No, wczoraj wieczorem wyszedłem z tym kolesiem i poszedłem z nim do niego. Chwilę pogadaliśmy. Wypytywał o ciebie, ale to nie było nic groźnego. Powiedziałem mu, że jesteś moim przyjacielem ze studiów w Pradze na Uniwersytecie Karola – widzisz, jaki byłem ostrożny, nawet kraju nie podałem właściewego, że mieszkaliśmy w jednym akademiku, na jednym piętrze, mieliśmy wspólnych znajomych, że dopóki nie zacząłeś malować pracowaliśmy w jednej firmie. Że wpadłem do ciebie w odwiedziny i że nie, nie jesteś gejem, więc nie jesteś moim boyfriendem ani niczym. Już mi trochę szumiało we łbie, kiedy zaczęliśmy się zabierać, za to, po co tam przyszedłem. Bawiliśmy się setnie a na koniec, kiedy zacząłem przysypiać, wpadło paru kolesi. I zaczęli udawać, że rozkręcają afterparty. Nie miałem ochoty w nim uczestniczyć, więc powiedziałem, że idę spać, położyłem się do łóżka przy zgaszonym świetle zostawiając jedynie uchylone drzwi. Słyszałem ich śmiechy, ktoś przyszedł sprawdzić czy faktycznie śpię, uznał, że tak i nie zamknął za sobą drzwi. Żeby mnie mieć na oku. Wtedy przyszedł do łóżka ten krasnoludkowaty, położył się obok mnie i faktycznie usnął. W każdym razie oddychał tak, jak oddycha osoba, która śpi. Dlatego ja nie usnąłem. Nigdy nie mogę zasnąć, kiedy śpi już ktoś obok. Po prostu rytm tego oddechu mi przeszkadza. Fobię mam. I już. Dzięki temu zacząłem przysłuchiwać się rozmowie dochodzącej zza drzwi. Nagle przestali mówić po angielsku i przeszli na węgierski. Podziękowałem w duchu sobie za godziny spędzone na oglądaniu serialów z węgierskim dubbingiem, skupiłem się i zacząłem wyłapywać sens tej rozmowy. Bardzo gratulowali Mike’owi, to ten, u którego byłem, że mnie sprowadził. Doszli do wniosku, że dzięki temu łatwiej będzie do ciebie dotrzeć i cię dopaść i umoczyć. Liczyli, że zaprowadzę ich prosto do ciebie, bez zbędnej roboty. Mieli oczywiście plan awaryjny. Wiedzieli, że jesteś regularnym choć rzadkim gościem u Hugo Bossa. I wiedzieli, że dymałeś tam wszystkie ekspedientki. Po starej znajomości, pewnie biedna musi im płacić haracz, kazali właścicielce zatrudnić w sklepie polską „kuzynkę” jednego z nich. Zadaniem laski było umówić się z tobą i zaprowadzić cię do tego podejrzanego lokalu. Albo po prostu do siebie do mieszkania. I dać im znać. Oni mieli zająć się resztą i dostarczyć cię jakiemuś Grubemu. Żywego. Dlatego wcale nie mieli wielkiej ochoty do ciebie strzelać. Chyba, że w ostateczności i tak, żeby cię nie załatwić.&lt;br /&gt;PS miał już jasny obraz sytuacji. Ale Jędruś ciągnął swoją opowieść. Rozkręcił się i już nie dało się przerwać słowotoku.&lt;br /&gt;- Zacząłem w ciemonościach szukać swoich ubrań i rzeczy. Wiedziałem, że muszę cię ostrzec. Ostrożnie macając wokół siebie, trafiłem na broń. Ja swojej nie miałem, kiedy żeśmy wychodzili do klubu. To było magnum. Musiało należeć do krasnoludka, który niewinnie spał w łóżeczku. To nie jest często spotykana broń. I nie jest łatwo ją dostać. Używamy jej my, w NBV i jeszcze jakieś agencje rządowe. Pomyślałem więc, że krasnoludek jest naszym człowiekiem, ale przecież nie mogłem być tego pewny. Zastanawiałem się, co zrobić. Musiałem się jakoś wyśliznąć, ale skumałem, że krasnala przysłali do mnie pewnie po to, żeby mnie pilnował. Patrzyłem tak na niego śpiącego, w końcu podniosłem się i wychyliłem za okno, żeby sprawdzić, czy tamtędy dam radę jakoś się wymknąć. W tym momencie kransnal zaczął się wiercić tak, jakby się wybudzał ze złego snu. Tylko jedno przyszło mi do głowy. Pocałowałem go, otworzył oczy, spojrzał na moją twarz i przygarnął mnie do siebie. Gdy tamci w pokoju usłyszeli dochodzące od nas odgłosy, przyszli sprwadzić, co się dzieje. Jak nas zobaczyli, zaczęli się śmiać, życzyli nam dobrej zabawy i zatrzasnęli za sobą drzwi. Słyszałem tylko komentarz, że niech i biedny mały se trochę podupczy. Było cudownie. Obaj mieliśmy poczucie, że uczestniczymy w jakimś spisku. Strasznie nas to podnieciło. Na koniec mały się rozpłakał. Szeptem opowiedział mi pół swojego nieszczęśliwego życia. Kiedy zaczął zbyt głośno szlochać, kazałem mu się zamknąć, przystawiłem mu lufę do głowy i powiedziałem, że obaj wychodzimy przez okno. Po cichu. Uspokoił się i usłyszałem jak chichocze. Że ze mną to i na koniec świata w łupinie orzecha. I że co prawda plan był inny, ale niech będzie po mojemu. Zaczął mnie tytułować swoim księciem. Ubraliśmy się cichaczem i przez lufcik okienny wyszliśmy na dach. Już świtało. Przeskoczyliśmy na dach sąsiadów, potem po balkonie i ogrodzeniu zeszliśmy na ulicę. Popędziliśmy w kierunku głównej trasy na Bath, żeby złapać taksówkę. Ale oczywiście nic nie jechało. Żaden z nas nie miał komórki, żeby po jakąś zadzwonić. Dopadliśmy budkę telefoniczną. Jakiś zaspany bereciarz zjawił się po nas 10 minut później. Krasnal zarządał, żeby nas zawiózł do Hyatta, rzucając mi tylko, że pewnie u niego w chałupie już siedzą i czekają, aż się naiwnie zjawimy. W Hyattcie powitali nas z otwartymi ramionami. Znali krasnala. Podał im tylko numer, nie okazał żadnego dokumentu i dostaliśmy klucz do apartamentu. Wtedy już byłem prawie pewny, że krasnal jest z NBV. Ale prawie. I nie mogem ryzykować otwartej rozmowy. Kiedy tylko zatrzasnęliśmy za sobą drzwi, rzuciliśmy się na siebie jak szczerbaci na suchary. Jak się obudziłem w południe, był już najwyższy czas, żeby biec na spotkanie z tobą. Postanowiłem zabrać małego. Nadal nic na jego temat nie wiedziałem na pewno, ale doszedłem do wniosku, że ty lepiej znasz brytyjskie realia i teren, i że tylko ty będziesz w stanie ostatecznie stwierdzić, czy krasnal jest stąd czy nie. Sam wiesz, jak było dalej. Za to jak się śmiali z nas w Hyattcie widząc nas z powrotem. Recepcjonistka mało nie padła z wrażenia, że tak wzięliśmy sobie do serca jej You’re most welcome.&lt;br /&gt;Jędruś roześmiał się szeroko. PS milczał. Słuchał uważnie i starał się połączyć ze sobą wszystkie fakty. Kto za tym wszystkim stał? Komu aż tak zależało na jego osobie? Czy gdzieś był przeciek?&lt;br /&gt;- W końcu porozmawiałem z krasnalem, z Rickiem właściwie, nie krasnalem. Wiem, że nadal muszę uważać i że trzeba go sprawdzić w centrali, ale tak, Rick pracuje dla NBV. Ma numer 179. Obecnie jego zadaniem była ochrona dwóch agentów w terenie. Infiltrował Łosi. Jak ty. Na wypadek, gdyby Łosie zinfiltrowali ciebie, khe, khm, zaczęli w sprawie węszyć, miał działać. Nie miał pojęcia jak wyglądasz, ale wiedział o planach ataku na ciebie. Tym z Polką u Hugo Bossa i tym ze mną. Ten ze mną im nie wypalił, Rick był spalony, ale nadal istniało prawdopodobieństwo, że spróbują wprowadzić w życie tę akcję z Hugo Bossem. Dlatego, kiedy po godzinach otwarcia nie mogłem złapać cię na stacjonarnym, na skypie, na komórkę, ani przez centralę, popędziłem do tego pieprzonego lokalu. Potem już wiesz co było. Tylko co dalej? – Jędruś westchnął ciężko przygotowując się na poruszenie trudnego, osobistego tematu. &lt;br /&gt;PSowi nagle zrobiło się słabo. Łosie. Głupie sukinkoty. Nic na niego nie mieli. Nie mieli pojęcia, że ich zdradził. Nie mieli prawa wiedzieć, że za jego osobą stała tak potężna organizcja jak NBV. Chcieli go usunąć, bo za dużo wiedział. Po prostu. Głupie, tchórzliwe, podłe sukinsyny. Ale do czego potrzebowali do przed ewentualną śmiercią? Dlaczego chcieli go żywego zamiast najzwyczajniej w świecie sprzątnąć? Zakręciło mu się w głowie. Bynajmniej nie od nadmiaru wrażeń ani skomplikowanej operacji myślowej. Poczuł jak jego nogi miękną, jak w jego żołądku wzbiera ze straszliwą siłą ogromna fala. Chwiejnie wstał. Szklanka wypadła mu z rąk. Ostatkiem sił doczłapał nad sedes, upadł na kolana a jego ciałem wstrząsnęły katastrofalne torsje.&lt;br /&gt;Jędruś ogłupiały, z oczami wielkości pięciozłotówek stanął w drzwiach łazienki.&lt;br /&gt;- Ja pierdolę. Ale o planach otrucia cię tak na wszelki wypadek nikt nic nie wspomniał!&lt;br /&gt;Rzucił się w kierunku apteczki i wyciągnął z niej strzykawkę z uniwersalnym antidotum, jakie każdy agent NBV miał na wyposażeniu. Klęknął za agentem PS i przytrzymując lewą dłonią głowę PS, żeby ten nie utopił się we własnych wymiocinach z całej siły prawą ręką wbił mu strzykawkę w pośladek. PS nawet nie poczuł bólu. Był już nieprzytomny.&lt;br /&gt;Jędruś poczuł jak łzy napływają mu do oczu.&lt;br /&gt;- Będziesz żył. Słyszysz? Będziesz żył. Kurwa, kocham cię, słyszysz? Będziesz żył!&lt;br /&gt;Płacząc wytarł twarz PSa ręcznikiem, pobiegł po koc i zarzucił go na bezwładne ciało. Z kieszeni marynarki PSa wygrzebał jego kluczyki do SUV, przerzucił go sobie pożarniczym chwytem przez ramię i zaczął znosić ze schodów. Ułożył go na tyle wygodnie, na ile się dało, na tylnim siedzeniu, uruchomił silnik, gps i połączył się z centralą.&lt;br /&gt;- Tu agent Jędruś, 696, Warszawa, oddział Utopia, hasło: Operacja Mojżesz miała miejsce na początku lat ‘80tych.&lt;br /&gt;- Oddzew: I przeprowadzał ją Mosad. Witaj, agencie Jędrusiu. Co się dzieje?&lt;br /&gt;- Mam na tylnim siedzeniu agenta 999, PS. Jest nieprzytomny. Podejrzewam próbę otrucia. Podstawowe antidotum podane. Proszę o adres w Londynie. Będę jak najszybciej.&lt;br /&gt;- Adres już wysyłam na komputer pokładowy. Spiesz się. Powiadamiam klinikę. Czekamy. Pozostajemy w kontakcie. Bez paniki. Bez oddzewu.&lt;br /&gt;- Bez oddzewu.&lt;br /&gt;Jędruś mocno nadepnął na gaz. Mandaty płaci NBV. Otarł łzy z policzka i skupił się na jeździe. Popędził przed siebie z mocą, jaką tylko fabryka dała.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114624182387199953?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114624182387199953/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114624182387199953' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114624182387199953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114624182387199953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/problem-jedrusia.html' title='Problem Jedrusia'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114617593946351631</id><published>2006-04-28T00:11:00.000+02:00</published><updated>2006-04-28T00:12:19.596+02:00</updated><title type='text'>O wlos</title><content type='html'>Agent Jędruś nie pojawił się rano. Ani nie zadzwonił. I nie odbierał swojej przywleczonej z Warszawy komórki. PS się nie martwił. Agent Jędruś potrafił o siebie zadbać mimo całej swojej łatwowierności i pierdołowatości. PS uznał, że Jędruś stawi się po prostu na lancz i korzystając z wolnego poranka wyczyścił magnum, posprzątał swój lofcik i zrobił, co mógł, by reanimować swoją ukochaną marynarkę. W końcu się poddał, postanowił ją wyrzucić i po prostu sprawić sobie nową. Po lanczu zapakuje Jędrusia w samochód i pojadą na zakupy. Ten będzie mu chociaż w stanie doradzić. I miejmy nadzieję, że sprzedawczynie u Hugo Bossa nie będą, hmmm, zazdrosne.PS ich imion oczywiście nie pamiętał, ale ichch łóżkowe zwyczaje przypominał sobie doskonale: długodystansowa brunetka z kolczykiem w nosie uwielbiała wykrzykiwać podczas seksu rozmaite sprośności szczegółowo opisując, co jej w danym momencie robi i jaką radość jej to sprawia. Ta farbowana na rudo o wyglądzie rosyjskiej arystokratki dopóty wbijała mu w plecy umalowane paznokcie, dopóki nie ukarał jej klapsem i nie wyszły na jaw jej skłonności do lajtowego klimatu sado-maso. To dopiero była noc. W życiu nie sądził, że w podobnych okolicznościach przyjdzie mu używać wobec kobiety przemocy. Chyba mu się nie podobało, ale tego już dobrze nie pamiętał.&lt;br /&gt;PS zszedł do podziemnego garażu i wsadził kluczyk w stacyjkę swojego lexusa SUV. Kochał ten samochód. Wciągnął w nozdrza upajający zapach skórzanych siedzeń. Woń luksusowego konserwantu ciągle była bardzo wyraźna. Mmmmm. Otworzył pilotem bramę i przy akompaniamencie łagodnego mruczenia silnika wyruszył w miasto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jędruś spóźniał się już kwadrans. PS złożył swoje zamówienie, poflirtował z nową , kelnerką, żeby nie wyjść z wprawy i zaczął się niecierpliwić. Nienawidził czekać. I zaczęło go zastanawiać, dlaczego tak zwykle sumienny agent Jędruś nadal się nie zjawia. Jego starter właśnie wjechał na stół, kiedy w drzwiach wejściowych w końcu stanął agent Jędruś. Zobaczył PSa i skierował się w jego stronę. W dwa kroki na Jędrusiem podążał ktoś. Albo coś. PS nie był pewny. Coś było od Jędrusia o głowę niższe. Rozmiarów dziecka. Ale na twarzy miało wyraźny zarost. I chyba było płci męskiej. Agent Jędruś malowniczo opadł na krzesło po drugiej stronie stolika manifestując tym samym swoje zmęczenie. Coś przycupnęło na siedzeniu obok. Jędruś już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy PS wybuchnął:&lt;br /&gt;- Co to ma do cholery być? Co ty mi tu za kransoludka przywlokłeś? Na chuj on tu? Dlaczego się spóźniłeś? Tłumacz się i to szybko, bo ci odgryzę pewną część ciała, za którą jeszcze kiedyś zatęsknisz!&lt;br /&gt;Agent Jędruś, znając PSa nie od dziś, słusznie doszedł do wniosku, że tylko spokój może go uratować. Zdenerwowanie PSa z resztą przewidział i na nie liczył. Przy całej inteligencji, agenta Jędrusia charakteryzował bowiem emocjonalny prymitywizm i pojmował emocje innych ludzi, tylko poprzez bezpośrednie odnoszenie ich do własnych. Które isniały w formie uproszczonej, by nie rzec, szczątkowej. Jędruś uznał, że skoro jemu potrzebne było zobaczyć na własne oczy związek agentki UK z PS, żeby uzmysłowić sobie, że jest gejem i że kocha PSa miłością głęboką i niezniszczalną, to PSowi potrzebne jest zobaczyć związek Jędrusia z kimkolwiek, aby zrozumiał i poczuł dokładnie to samo. Jedyne czego nie wziął pod uwagę to fakt, że sympatia PS dla Jędrusia i normalne traktowanie przez PSa innych gejów, wcale nie oznaczają, że PS ma ukryte skłonności homoseksualne. Że PS po prostu gejem nie jest, nie był i nigdy nie będzie.&lt;br /&gt;- Uspokój się, Sam. Pozwól, że przedstawię ci mojego nowego przyjaciela...&lt;br /&gt;- Mnie jest twój nowy przyjaciel do niczego nie potrzebny – warknął PS i nagle poczuł, że w zasadzie to ochota na jedzenie czegokolwiek przeszła mu jak ręką odjął. – Potrzebna mi była rozmowa z tobą. W cztery oczy, głąbie.&lt;br /&gt;- Spokojnie, on nie mówi po polsku. Możemy przy nim swobodnie rozmawiać.&lt;br /&gt;PS wkurwił się na dobre. Czy ten człowiek nie wie, w jakim świecie żyje? Ten koleś, nawet jeśli nie udaje, że po polsku nie mówi, może mieć przy sobie tysiąc pluskw. Może być podstawiony durnemu Jędrusiowi przez kogoś, kto widział go z PSem w ciągu ostatnich dni. Może...Było tysiące możliwości! Jak można być takim kretynem?! PSowi nie mieściło się to w głowie. To by było na tyle z pomocy Jędrusia w rozwiązywaniu kwestii gangu Łosi. PS rzucił na stół banknot i wstał od stolika.&lt;br /&gt;- Jaki ty jednak jesteś głupi, Jędrusiu. Jak ty przeżyłeś tyle lat w zawodzie przy twoim podejściu? Zbierajcie się.&lt;br /&gt;PS jak burza przebiegł przez restauracyjną salę. Nic z tego nie rozumiejąc Jędruś i krasnoludek popędzili z nim i wsiedli do SUV PSa. PS ruszył z piskiem opon i łamiąc wszystkie możliwe przepisy ruchu drogowego popędził w kierunku dzielnicy, w której mieszkał. Zatrzymał się pod swoim domem:&lt;br /&gt;- Masz kwadrans, żeby zebrać swoje manele. Czekam.&lt;br /&gt;- Ale..&lt;br /&gt;- Po kwadransie odjeżdżam.&lt;br /&gt;Jędruś zupełnie ogłupiały wysiadł z samochodu. Krasnoludek za nim.&lt;br /&gt;- You sure he isn’t your boyfriend? – dobiegło uszu PSa skierowane do Jędrusia pytanie krasnoludka.&lt;br /&gt;Wrócili po dziesięciu minutach. PS zdążył się upanować i nieco uspokoić. Pomyślał jedynie, że musi o zachowaniu Jędrusia powiadomić centralę. Takie rzeczy były w NHV absolutnie niedopuszczalne. Mogły zagrozić całej organizacji. W grę wchodziło przecież życie dziesiątek ludzi i interesy następnych kilku tysięcy. Sprawy zawodowe zawsze były priorytetem. Sfera prywatności i sfera zawodowa były jednym. A jeśli nie były, sfera prywatności musiała przegrać w tym starciu. Nieodwołalnie. I bez dyskusji. Każdy płacił swoją cenę. Dla agenta PS i agentki UK nie było taryfy ulgowej. Dlatego musieli się rozdzielić. Rozdzieliło ich NHV i tylko ono mogło połączyć z powrotem. Ale lepiej było nie robić sobie złudzeń, że to kiedykolwiek nastąpi. Nawet, jeśli Jędruś przyprowadził krasnoludka w jakimś związanym z operacją celu, powinien był to najpierw z PSem ustalić. Takie były reguły gry. Reguły, których nie wolno było łamać. Jeden nieostrożny krok mógł równać się śmierci.&lt;br /&gt;Jędruś otworzył przednie drzwi, żeby usiąść obok PSa. Widocznie liczył, że uda mu się z nim jeszcze porozmawiać. Ponegocjować.&lt;br /&gt;- Zapraszam na fotel obok twojego nowego przyjaciela. Nie musicie się specjalnie dla mnie rozdzielać. – z całkowitym spokojem powiedział PS.&lt;br /&gt;Jędruś ze zbolałą miną zatrzasnął drzwiczki i władował się z torbą na tylnie siedzenie.&lt;br /&gt;PS ruszył. Już bez nerwów.&lt;br /&gt;- You fucking bitch – powiedział półgłosem, ale tak, żeby obaj pasażerowie słyszeli i rozumieli go wyrażnie – I loved you. I trusted you. How could you? How?&lt;br /&gt;Jędruś zdębiał. Czy PS chciał go pogrążyć w oczach krasnoludka w sobie tylko znanych celach, czy też mówił prawdę? Czy kiedykolwiek się dowie?&lt;br /&gt;- Sam...- Jędruś dotknął ramienia PS – Pozwól mi to wyjaśnić...&lt;br /&gt;- Fuck off and shut up – PS gwałtownym ruchem strząsnął rękę Jędrusia. PS nie mógł ryzykować. Dla krasnoludka to musi wyglądać jak zwykłe nieporozumienie pomiędzy kochankami.&lt;br /&gt;Jechali w milczeniu. PS zatrzymał się przed dworcem kolejowym.&lt;br /&gt;- Wysiadać. I miłej podróży.&lt;br /&gt;Agent Jędruś i krasnoludek wysiedli w milczeniu. Gdy PS zerknął w lusterko, zobaczył Jędrusia tępo wpatrującego się w oddalający się SUV i krasnoludka, który żywo gestykulował i chyba wrzeszczał. PSa już to absolutnie nie obchodziło. Jutro rano uderza w drogę do Londynu. Musi skontaktować się z Warszawą, żeby wyjaśnić sprawę Jędrusia. Poza tym, NHV musi wystawić mu lipne referencje, żeby mógł zacząć pracę w biurze Melanie. A tymczasem jedzie poprawić sobie humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamontowany w drzwiach dzwoneczek o przenikliwym dzwięku poinformował sprzedawczynię, że PS wszedł do sklepu. PS od razu ją zauważył. Nowa. Ani brunetka ani ruda. Ciemne blond włosy opadające w łagodnym skręcie na ramiona. Świetnie skrojony firmowy garnitur podkreślający jej zaokrąglone w odpowiednich miejscach kształty. Niezła. Pozwoliła mu rozejrzeć się po sklepie zanim podeszła i zapytała z obcym akcentem, czy mogłaby może w czymś mu pomóc. Czy czegoś konkretnie szuka? No tak. Marynarki. Samej marynarki czy może garnituru? Marynarki, ale garnitury też może pokazać. Byli w sklepie sami. Wziął do mierzenia kilka marynarek, garniturów i parę par jeansów. Najpierw garnitury. Ponieważ nie dowierzał swojemu odbiciu w lutrze, otworzył drzwi do kabiny i wyszedł na korytarz przymierzalni, by się obejrzeć dokładniej, z dystansu i zapytać sprzedawczyni o zdanie. Skojarzył, że na przypiętej do jej służowego mundurku plakietce zauważył imię: Alice. Okręcał się na wszystkie strony. Sprzedawczyni przyglądała mu się z nieukrywanym zainteresowaniem. Podeszła bliżej. Stanęła za nim i dotknęła jego talii.&lt;br /&gt;- Świetnie na panu leży.&lt;br /&gt;Posuwistym ruchem przeniosła dłonie z jego talii na ramiona.&lt;br /&gt;- W ramionach też. Pasuje jak ulał.&lt;br /&gt;Uśmiechnął się szukając w lustrze oczyma jej twarzy. Tam, w lustrzanym odbiciu, ich spojrzenia spotkały się.&lt;br /&gt;- Tak sądzisz, Alice?&lt;br /&gt;- Tak – odpowiedziała i uśmiechnęła się do lustra. – Jest pan wyjątkowo przystojnym mężczyzną. W moim kraju mawiają, że ładnemu, to i w rondlu do twarzy.&lt;br /&gt;Zaśmiał się. Polka. Co z tego. On i tak musi pozostać w swojej roli.&lt;br /&gt;- A co to za kraj? Skąd jesteś?&lt;br /&gt;Opuściła ręce. Ruch ręką zdradził jej niepokój.&lt;br /&gt;- Ze wschodniej Europy.&lt;br /&gt;- Tak myślałem. Rosjanka? Ukrainka?&lt;br /&gt;- Polka.&lt;br /&gt;- Ah – wykrzyknął w udawanym zachwycie – Polka. Miałem kiedyś dziewczynę z Polski. Była piękną kobietą. Wy tam chyba wszystkie tak macie?&lt;br /&gt;No. Rozluźniła się. Posłała mu uśmiech w podziękowaniu za ten dyskretny komplement.&lt;br /&gt;- Tak, chyba tak.&lt;br /&gt;- Wybieram się do Polski na urlop. Wiesz, na polowanie – puścił jej szelmowsko oko – Nie chciałabyś opowiedzieć mi paru rzeczy i doradzić, dokąd jechać i co obejrzeć?&lt;br /&gt;Roześmiała się.&lt;br /&gt;- W zasadzie, to czemu nie.&lt;br /&gt;- To o której dziś kończysz pracę?&lt;br /&gt;- O 18.&lt;br /&gt;- Przyjadę po ciebie. Zabierzesz mnie w jakieś sympatyczne miejsce.&lt;br /&gt;Opuścił sklep z garniturem, dwiema nowymi marynarkami, parą koszul i jeansami. Zadowolony nie tyle z zakupów, co z perspektywy miłego wieczoru. Albo i nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nie jestem znawcą bristolskich lokali, ale jest tutaj taka miła knajpka w okolicy. Może tam pójdziemy? – zaproponowała Alice.&lt;br /&gt;- Dokąd tylko sobie życzysz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zajęli stolik w kącie, zamówili po kanapce z kurczakiem i zaczęli rozmawiać absolutnie o niczym. PS swoim nieomylnym wzrokiem zarejestrował, że siedząca przy barze grupka rzucała im badawcze spojrzenia, ale pomyślał, że nie będzie wpadał w paranoję i że facet w ciuchach tej klasy musi w tym podrzędnym lokalu wzbudzać naturalne zainteresowanie. Sam nie wiedział, czy Alice, a właściwie Alicja, go interesowała naprawdę, czy też był tutaj dla sportu, żeby się odprężyć po niemiłym przejściu z Jędrusiem. Rozmowa toczyła się w miarę gładko, gdy nadle przy ich stoliku stanął mężczyzna, rzucił pięć funtów i stwierdził kwaśno po polsku patrząc na Alice:&lt;br /&gt;- Masz. Kup se prezerwatywy, żebyś znowu nie musiała skrobać.&lt;br /&gt;I wyszedł. Alicja, bez słowa, wybiegła za nim na ulicę. PS usłyszał straszliwą awanturę i strumień przepięknych polskich bluzgów.&lt;br /&gt;- To by było na tyle – pomyślał bez żalu. Zabrał marynarkę z oparcia krzesła i skierował się ku wyjściu. Dwóch mężczyzn, dotąd stojących przy barze, rzuciło się w jego kierunku i zagrodziło mu drogę.&lt;br /&gt;- A pan dokąd? – zapytał jeden z nich.&lt;br /&gt;- Przewietrzyć trochę skołataną głowę.&lt;br /&gt;Drugi podszedł do niego blisko. Bardzo blisko. Przez koszulę poczuł chłodny dotyk lufy na swoim brzuchu.&lt;br /&gt;- To zaczerpnijmy świeżego powietrza razem. Pan się odwróci i grzecznie skieruje ku tylniemu wyjściu.&lt;br /&gt;PS właśnie tak zrobił myśląc, że zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy. Otworzył drzwi i znależli się w trójkę w podwórzu na tyłach lokalu. Stanął i zwrócił się do nich twarzą.&lt;br /&gt;- Rozstaw nóżki  i podnieś rączki. Sprawdzimy, czy nie masz przy sobie żadnej niespodzianki. Rozstawił nogi i podniósł ręce na boki.&lt;br /&gt;Jeden z mężczyzn stał nieruchomo celując do niego z AK-47. Drugi zrobił krok w jego kierunku. PS patrzył temu z bronią prosto w oczy. Gdy ten drugi schylił się, by sprawdzić, czy nie ma broni w cholewce butów, PS kopnął go prosto w nos. Odrzuciło go w kierunku tego z bronią. Wpadł na niego podcinając mu kolana. Rozległ się strzał. Niecelny. Strzelający już leciał na ziemię  Obaj napastnicy padli rzuceni siłą rozpędu na plecy. PS wyciągnął swoje magnum i stanął nad nimi.&lt;br /&gt;- Spokojnie robaczki. Oddawać broń.&lt;br /&gt;Ani myśleli. Z poziomu betonowego podłoża znów w jego twarz wycelowane było AK-47.&lt;br /&gt;- Bawimy się, kto strzeli pierwszy? – zapytał PS nie tracąc zimnej krwi.&lt;br /&gt;Głuchy odgłos wystrzału przerwał napięcie. Ręka z AK-47 opadła bezwładnie. Broń z hałasem upadła na beton. Jej właściciel wydał strzaszliwy krzyk bólu. PS spojrzał w kierunku wystrzału. Z lśniącym magnum w dłoni zza rogu budynku wychylił się agent Jędruś.&lt;br /&gt;- Jędruś? – PS zdębiał ze zdziwienia.&lt;br /&gt;- O żesz kuuuuuurwa. – usłyszał płaczliwy, drżący z emocji piskliwy głosik Jędrusia – O jebany włos. O włos...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114617593946351631?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114617593946351631/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114617593946351631' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114617593946351631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114617593946351631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/o-wlos.html' title='O wlos'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114597187206652905</id><published>2006-04-25T14:37:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:33:06.320+02:00</updated><title type='text'>Byl WAT, nie ma WATa..</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;color:#333333;"&gt;W poniedzialkowy ranek w biurze Cobry zawrzalo od plotek. Zaginal WAT, juz wszyscy wszystko wiedzieli..skad?..jak?..kto to wie, ale istotne detale dochodzenia prowadzonego przez Policje byly tematem forum przy maszynie do kawy I goracej czekolady.&lt;br /&gt;Sliczna zatopila nos w swojej ulubionej robocie, oblozona stosami slownikow dlubala sie z jakas sruba gramatyczna, ktorej ni jak nie potrafila przetlumaczyc z polskiego na nasze, a co dopiero, ze jeszcze pozniej na jezyki obce. To bylo jej ukochane zajecie, to lubila I przy takiej pracy najlepiej odpoczywala, wolna od frustracji I niemilych niespodzianek dnia codziennego. W czasie operacji w terenie ciagle jeszcze sprawdzala swoje sily, natomiast czas odciecia od rzeczywistosci sam na sam ze stronnicam slownika to bylo to co lubila robic najbardziej. Tylko definicje mowily do niej w zrozumialym jezyku I tylko w takie reguly wierzyla.&lt;br /&gt;Nagle uslyszala rozpoznawcze chrzakniecie w meskim wykonaniu tuz przy jej ulokowanym w samym rogu sali tlumaczen biurka. Powoli, od niechcenia podniosla glowe, przeczesala nidbale grzywke. Wskazujacym paluszkiem poprawila swoje nowe D&amp;amp;G, ktore rasowo obsunely sie na czubek nosa, pod ciezarem perlowej oprawki i poslala nieznajomym kwasny usmiech.&lt;br /&gt;-Pani Teresa Bugajska? Zagadal jeden z nich, facetow w czarnych garniakach. Ups..to nie wygladalo dobrze, pomysla I w ulamku sekundy przeanalizowala sytuacje. Spodziewala sie Policji, a nie tajniakow.&lt;br /&gt;-Tak, w czym moge pomoc?&lt;br /&gt;-Czy znajdzie Pani chwilke na pogawedke w cztery oczy? Odezwal sie drugi, barczysty przystojniak o sniadej cerze.&lt;br /&gt;-Ma pan na mysli w szesc? Tym razem usmiech jej byl zartobliwy I automatycznie rozluznil sytuacje. -A o co chodzi I z kim mam przyjemnosc?&lt;br /&gt;-Zostawmy formalnosci na pozniej, jestesmy tu w sprawie zaginionego w piatek Pani przelozonego. Prosze nie martwic sie, to standardowe przesluchanie, bedziemy je dzisiaj prowadzic w panstwa sekcji z kazdym z was.&lt;br /&gt;-Wiec dlaczego ja pierwsza? Odparla ze zdziwieniem I slodko zmarszczyla brwi.&lt;br /&gt;-Bo Pani najbardziej tu rzuca sie w oczy, wiec postanowilismy zaczac od plci pieknej. Zakonczyl soczystym usmiechem pierwszy z tajniakow, rownie przystojny jak jego uroczy kolega I niechcaco tracil jeden z niedbale uformowanych przez nia wielotomowych stosow.&lt;br /&gt;-Okey..ale ma teraz wazny raport do oddania na wczoraj, czy moge byc ostatnia w kolejce do katuszy?&lt;br /&gt;-Oh..bez obaw, nie bedzie bolalo..mamy tylko kilka pytan o charakaterze zupelnie nieformalnym.&lt;br /&gt;-Skoro to nieformalna rozmowa I niezobowaizujace pytania, to moze lepiej umowimy sie o 5-ej w QV na parterze Palacu. Zajde tam po drodze z pracy. Boczne wejscie znajda panowie tuz przy windach na lewo. Przepraszam, ze musze teraz odmowic, ale mam naprawde robote niecierpiaca zwloki.&lt;br /&gt;-Nie ma problemu. Widze, ze stala bywalczyni coctail barow. Usmiechnal sie szeroko sniady I dodal. -Ale w tej okolicznosci stawia Pani kolejke za zwloke..&lt;br /&gt;-No probs.. Agentka UK zalotnie zatrzepotala rzesami I na pozegnanie poslala im skromny usmiech.&lt;br /&gt;To bylo typowe, dobrze przemyslane posuniecie w jej stylu. Miala caly dzien na wylapanie wszystkich komentarzy jej kolegow z biura po rozmowach "na dywaniku" I przygotowac uniwersalna wersje zdarzen w odpowiedzi na pytania tajniakow. Plotka biurowa byla najlepsza, dobrze przetrawiona I skondensowana informacja jaka mogla uzyc jako bron przeciwko nim.&lt;br /&gt;W barowym QV panowala jak zawsze urocza atmosfera, w tle plynal Kenny G, swiatlo bylo przygaszone na powitanie wieczoru I na szklanych lawach migotaly zywo plomienie wielokolorowch swiec. Panowie zerwali sie z miejsc na sam jej widok stojacej w drzwiach. Poslala im delikatny usmiech na powitanie I podchodzac do zakatka skorzanych siedzisk podala niedbale futro przechodzacemu wlasnie kelnerowi.&lt;br /&gt;-Witamy ponownie!&lt;br /&gt;-Witam, witam.. Wyciagnela reke na powitanie.&lt;br /&gt;-Jarek jestem. Po mesku uchwycil jej drobna dlon wysoki blondyn z gestym, ciemnym zarostem na twarzy.&lt;br /&gt;-Milo mi.&lt;br /&gt;-Marek. Delikatnie ujal reke sniady osilek I ucalowal ja ku zaskoczniu kolegi.&lt;br /&gt;-Cala przyjemnosc po mojej stronie.. Flirtowym tonem odpowiedziala 666.&lt;br /&gt;-Pani Tereso, dobrze sie chyba zlozylo, zostala sie nam Pani na deser..&lt;br /&gt;-Zdecydowanie nie jestem w tym momencie zjadliwa, wiec prosze sobie nie ostrzyc apetytu.. Zripostowala kolezenskim tonem. -a tak w ogole to przejdzmy na Ty, prosze mi mowic Teresa, bo to przeciez nie jest formalne spotkanie.&lt;br /&gt;-OK, po naszych dzisiejszych rozmowach z twoimi kolegami z pracy wynika, ze jestes prawdopodobnie ostatnia osoba, ktora widziala sie z nim przed tym tajemniczym zniknieciem.&lt;br /&gt;-Taak..? Ale co w ogole sie stalo, bo tak wiele roznych wersji dzis slyszlam, ze juz nie wiem w co wierzyc..Odparla z niepokojem w glosie.&lt;br /&gt;-Problem w tym, ze sami nie wiemy. Dlatego potrzebna jest nam twoja pomoc. Dodal Marek z wyraznie zmartwionym wyrazem twarzy.&lt;br /&gt;-Pomoge jak moge, ale nie za bardzo wiem jak.. 666 zyczliwe rozlozyla rece I wykrzywila usta w dobrze granym zdziwieniu I zaciekawieniu.&lt;br /&gt;Rozpoczela sie wartka dyskusja mocno zakrapiana Martini I odpalanymi jeden od drugiego szlugami. Chlopacy okazali sie bardzo sympatyczni, mlodzi, zupelnie niedoswiadzeni jeszcze pozerzy z aspiracjami na tajnych agentow. Szczegolnie w oko wpadl jej Marek, flirtowala z nim odwaznie I raz po raz wprowadzala go w zaklopotanie na co odpowiadal goracym rumiencem lub gromkim smiechem. Po kilku drinkach trudno bylo powiedziec kto kogo tu odpytywal.&lt;br /&gt;-No co ty..naprawde?! Z niedowierzaniem otworzyla szeroko oczy na historie Jarka opowiadajacego rewizje w domu WATa.&lt;br /&gt;-No mowie ci! Nic, zero sladow wlamania, chyba to musial byc ktos znajomy, kogo on wpuscil sam do srodka. Nic nie zginelo za wyjatkiem jednego obrazu z sypialni, co prawda szuflady byly splondrowane, ale trudno powiedziec co w nich szukali.&lt;br /&gt;-Kurde..ale jaja..nic nie ukradli oprocz wlascicela.. Buhahaha! Rozesmiali sie znowu wszyscy.&lt;br /&gt;-To naprawde nic nie znalezli? Nic a nic? Ponowila z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;-Koronerzy ustalili tylko, ze w mieszkaniu byla kobieta z kotem?&lt;br /&gt;-Buhahahaha! Znowu towarzystwo parsknelo na caly regulator, alkohol wyraznie uderzal im juz do glowy. Tylko 666 zachowala trzezwosc umyslu I blyskawicznie analizowala zaslyszane informacje. Zbijajac z tropu niby to przesluchajacych ja gentlemanow.&lt;br /&gt;-No faktycznie musiala miec kota, zeby byc z nim w jednym pokoju sam na sam. Rzucila.&lt;br /&gt;-A co taki brzydki?&lt;br /&gt;-Brzydki jak brzydki, ale jaki gbur! Ja z nim bym sie nigdy nie spoufalila, brzydzila bym sie!&lt;br /&gt;-To po co z nim po pracy sie umowolas skoro taki niefajny kolo?&lt;br /&gt;-No jak to. Papiery do tlumaczenia musialam odebrac, ale ze caly dzien na mojej ostatniej wyjazdowce bylam, to po pracy chcial nie chcial musialam to zrobic. Tyle, ze nadgodzin Cobra nie placi. Caly weekend spedzilam I jeszcze dzis od rana na tym tlumaczeniu I raporcie z zeszlego tygodnia, kwas..&lt;br /&gt;-Ok, w porzadku, czaje. Marek ze zrozumieniem poglaskal ja po ramieniu.&lt;br /&gt;-A skad wiedza ze z kotem ktos byl? Dopytywala dalej z otwarta geba.. Gdyby byla po PWST to chyba teraz byla by lepiej opalcana od Jandy, grala swoja role naiwnej I zdziwionej dobrze do tego stopnia, ze wzbudzila sympatie chopakow i o to jej wlasnie chodzilo.&lt;br /&gt;-No bo siersc znalezli z jakiegos persa, a WAT nie znosil kotow, mial alergie na te urocze stworzonka. Wytlumaczyl jej Marek.&lt;br /&gt;-Awwww..how sweet of you.. Urocze stworzonka.. Tez tak mysle.. Ale co za szkoda, ze sama nie mam jednego. Zwierzaczek by sie meczyl tak sam w domu przez cale dni. Ja pracuje zasadniczo non stop, za malo czasu na stworzonko domowe. UK klamala jak z nut, co raz to bardziej zadowolona ze swojej szelmowskiej manipulacji.&lt;br /&gt;-A ten obraz co ukradli to pewnie jakis Van Gogh czy cos? Dodala, umiejetnie sprawdzajac kazdy mozliwy watek.&lt;br /&gt;-Dziwne to no.. Nie, nie, WAT az taki nadziany to nie jest zeby antyki po scianch wieszac. To byl obraz jakiegos wspolczesnego bohomaza, malarza polskiego pochodzenia, co to kariere robi teraz w Anglii. Kurwa! Pomyslala goraczkowo 666. Zwoje zaiskrzyly jej w mozgownicy od natloku przeplywajacych mysli. Zapomniala zabrac spis majatku wychodzac od WATa! Przeciez to takie oczywiste, ze facet jak on bedze mial zrobiony spis przedmiotow wartosciowych przy mieszkaniu na Nowym Swiecie tak narazonym na wlamanie. Damn.. Powinna zostawic to plotno namalowane przez PS, ale nie mogla ryzykowac, ze ktos rozpozna w akcie wiszacym na sicanie jej podobizne, bo wtedy byla by skonczona.&lt;br /&gt;Kilka lat temu namalowal ja 999. Byla jeszcze wtedy jego, wykorzystywaj ja jak umial do akrobatycznych poz tancerek I innych wymyslnych wygibasow. To byl dla niej slodki bol stac nago, nieruchomo w wybranej przez niego dla niej pozie. Wpatrywac sie zamglonym wzrokiem w jego rysujca sie w oddali naga sylwetke wylaniajaca sie raz po raz z za drewnianej sztalugi. Nie nawidzila tego, nie miala cierpliwoci, ale on zawsze potrafil ja przekonac i zajac jej uwage rozmowa o jakims nic nie znaczacym nonsensie. A teraz te pamiatki jej niechlubnej najwnosci atakowaly ja, jej wlasna nagoscia i erotyzmem. Nie byla pruderyjna, ale na sama mysl w jakich okolicznosciach powstalo to plotno jej twarz zalewal goracy rumieniec. Nie wazne to, obraz byl teraz w bezpiecznym miejscu i to sie tylko liczylo. Perfekcyjnie zatarla po sobie slady, teraz tylko ten jeden maly element ukladanki utkwil jej drzazga za paznokciem i zmuszal do szybkiej interwencji.&lt;br /&gt;-A co to za malarz, bo ja kocham sztuke wspolczesna.&lt;br /&gt;Jakis tam Sam Shant, czy cos...czytalem jego manifest artystyczny. Kolesiowi zupelnie odbilo po wyjezdzie na wyspy. Jak mieszkal jeszcze w Wawie przed paru laty to zajmowal sie rzezba klasyczna i rysowal, malowal akty kobiece. A od kiedy osiadl w podlondynskim Bristolu to robi jakies dziwne abstrakcje z samych kwadracikow czy cos.. A ostatnio to nawet oglosil sie artysta odrodzonego Bauhausu, no wiesz tej miedzywojennej, niemieckiej sztuki geometrycznej. Kompletny swir! W Polsce to sie nigdy nie przyjmie taka sztuka. Skomentowal Jarek z pogarda w glosie.&lt;br /&gt;Sliczna z zieleniala ze zlosci, po zielonym przeszla w fioletowy, para poszla jej uszami. Z trudnoscia sie powsrzymala, przygryzla wargi i drzacym glosem powiedziala&lt;br /&gt;-A co ty sie tam znasz na sztuce wspolczesnej. Za tym, czym obecnie zajmuja sie artysci Londynu w Polsce jeszcze przez dekade nie bedzie sie nadazac. I bez ogrodek dorzucila. -Jeszcze jakies pytania Panowie, bo jesli nie to ide do domu.&lt;br /&gt;Zostawiala ich z otwartymi gebami, w malym szoku, przy niedopitym drinku i niedopalonym papierosie. Wiedziala juz, ze nie mamja nic na nia, a link obrazu byl tak watpliwym do rozgryzienia przez polglowkow jak oni. Bez stresu zasnela dzis w swojej jedwabnej poscieli z Cleo lezaca tuz obok i mruczaca lagodnie.&lt;br /&gt;-Night Night.. szepnela i ucalowala ukochana kotke na dobranoc. -Jutro zrobimy Ci trzepanie futerka moja droga..idzie wiosna i chyba nam juz liniejesz. Big kiss....&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114597187206652905?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114597187206652905/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114597187206652905' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114597187206652905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114597187206652905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/byl-wat-nie-ma-wata.html' title='Byl WAT, nie ma WATa..'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114582798072366472</id><published>2006-04-23T23:32:00.000+02:00</published><updated>2006-04-23T23:33:00.966+02:00</updated><title type='text'>Hard day</title><content type='html'>A wszystko zaczęło się tak niewinnie.&lt;br /&gt;            Rano do agenta 999 zadzwonił telefon. Podniósł słuchawkę i zupełnie jeszcze nieprzytomny warknął w nią:&lt;br /&gt;- Yees?&lt;br /&gt;To z biura.&lt;br /&gt;- Melanie Foxen speaking...&lt;br /&gt;Rozbudził się w mgnieniu oka. Oczywiście, że chcą go zatrudnić. Kiedy mógłby zacząć? Czy złożył już może wymówienie w poprzedniej pracy? Pewnie, że złożył. Parę dni temu. Sobie przy kolacji, którą gotował sam dla siebie i agenta Jędrusia, bo nie pociągały go  przygotowywane przez niego zupki z proszku. Nie poczuł się zaskoczony, że miss Foxen starała się brzmieć jak rasowa służbistka. I wiedział, że jeszcze nie czas wybijać ją z tej roli. Ale wiedział też, że nieprzypadkowo dzwoni ona a nie jej podwładny, z którym rozmawiał na interview. Był to sygnał nie do zlekceważenia. Tej kobiecie nie odpuści. I nie będzie to żadne wham-bang-thanx. Z tą kobietą mógłby mieć naprawdę śliczne dzieci. Może nie tak śliczne jak z agentką UK, ale widocznie nie tego chciał los. Agent 999 był jeszcze młody i nie marzył wcale o znalezieniu partnerki na resztę życia. Jego tryb życia i okoliczności wcale temu z resztą nie sprzyjały. Ale powoli zaczynał zbliżać się już do tego momentu, kiedy choć życie pełne adrenaliny i nieoczekiwanych zwrotów akcji ciągle jeszcze go bawi stanowiąc integralną część jego ja, to gdzieś z tyłu głowy zaczyna snuć się myśl o zalanym słońcem domku na angielskich przedmieściach, dwójce roześmianych dzieci i psie biegającym po ogródku. Tej wizji 666 z nim z resztą nie podzielała. Wolała, żeby po domu i ogródku snuły się koty. I wszędzie zostawiały za sobą te pieprzone, niemożliwe do usunięcia kłaki.&lt;br /&gt;Poza tym, Psa bardzo ucieszyła świadomość, że gdyby musiał, poradziłby sobie w „normalnym” życiu. W życiu, jakie wiodą miliony ludzi chodzących rano do pracy i wracających z niej po południu. Jeżdżących raz w roku na wakacje. Przyjęto go do biura. Do zwykłej pracy dla zwykłych ludzi. Czuł się tym podbudowany. Społeczeństwo o nim nie zapomniało, gdyby chciał, mógłby się w nim z powrotem znaleźć. Bez ciągłej konieczności prowadzenia podwójnej gry, bez ciągłej żonglerki nazwiskami, bez udawania. Ale za nic nie chciałby być zmuszony tego robić. Kochał ryzyko. Kochał swoją podwójną grę. Kochał poczucie wolności i swobody, przemieszczanie się z miejsca na miejsce, zmiany kostiumów i dekoracji. I uwielbiał to poczucie, że komuś pomaga, choć ten ktoś nigdy się o tym nie dowie i nie odpłaci mu jakąkolwiek wdzięcznością. Uwielbiał konspirację. I kto wie, chyba był od niej uzależniony. Jednak myśl, że ciągle jeszcze ma wybór, że droga ciągle otwarta wprawiła go w doskonały humor. Choć chyba w tym względzie większe znaczenie miał niski i szorstki głos Melanie Foxen w słuchawce.&lt;br /&gt;Wyskoczył z łóżka i tempo, w jakim zaczął biegać po mieszkaniu niesiony radosną euforią wprawiło Jędrusia w zdziwienie. Nie nadążał wodzić za nim wzrokiem. Choć starał się to robić jak najdokładniej, zwłaszcza do momentu, kiedy PS szalał po swoim lofcie odziany jedynie w bokserki ze wzorkiem w hipopotamy. To może nie była najbardziej seksowna bielizna, w jakiej Jędruś życzyłby sobie PS oglądać, ale przecież nie interesowała go bielizna, tylko to, co kryło się pod nią. Na samą myśl, Jędruś odnotował lekki zawrót głowy, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby PS tę myśl poznał, Jędruś wpędziłby się w kłopoty. Wcale nie mieszkaniowe. No, może nie tylko mieszkaniowe. PS stanął na przeciwko niego i wciągał koszulkę na swój bosko wyrzeźbiony przez lata uprawianego sportu tors.&lt;br /&gt;- Jędruś, idziemy wieczorkiem trochę się rozerwać. Przyda nam się trochę zabawy zanim weźmiemy się od jutra do galopu.&lt;br /&gt;- Jakiego galopu?&lt;br /&gt;- Zaaranżowałem jutro spotkanie z Łosiami. Przejmujesz po mnie końcówkę akcji.&lt;br /&gt;Z piskiem radości Jędruś rzucił się PSowi na szyję i przylgnął ustami do jego policzka. PS odchylił się do tyłu i z lekkim obrzydzeniem odkleił ręce Jędrusia od swojej szyi.&lt;br /&gt;- Cieszę się, że się cieszysz, ale nie zachowuj się jak nastolatka. Załóż na siebie coś przyzwoitego, idziemy gdzieś coś zjeść a potem, znam idealne miejsce, gdzie dla każdego znajdziemy coś miłego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS z lekkim rozbawieniem przyglądał się jak Jędruś mizdrzy się przed lustrem zakładając na siebie piątą koszulkę i pytając PSa o zdanie, w której lepiej wygląda. Dla niego w każdej wyglądał dokładnie tak samo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bramkarz rozpoznał PS i wpuścił ich bez okazywania kart klubowych.&lt;br /&gt;- Fiu, fiu – gwizdnął Jędruś rozglądając się po lokalu – Po niezłych knajpach się rozbijasz, mój drogi.&lt;br /&gt;Mój drogi, bardzo rozbawiło PS. Jędruś idealnie wpisywał się w brytyjski gejowski światek. PS marzył o tym, by dziś wieczór Jędruś sobie kogoś przykukał i uwolnił go od swojej obecności na dzisiejszą noc. Też chciał coś upolować, choć niekoniecznie konsumować w swoim lofcie. Wolał towarzyszyć kobietom do ich lokali i mieć swobodę wyboru, kiedy je opuścić. Nie znosił poranków we dwoje, kiedy nie bardzo było wiadomo, o czym rozmawiać, kiedy po niej spływał wczorajszy makijaż albo było widać wszystkie niedoskonałości cery ukryte poprzedniej nocy pod warstwą pudru. Takie poranki znosił tylko w towarzystwie agentki UK. Ale było ich niewiele i na kolejne nie ma żadnych widoków. A czuł się niezręcznie wypychając kobiety z własnego mieszkania zaraz po konsumpcji. Poza tym, za bardzo bałaganiły.&lt;br /&gt;- Co chcesz do picia? – krzyknął w ucho Jędrusia, bo jego słowa zagłuszała głośna klubowa muzyka.&lt;br /&gt;- Sex on the beach – odkrzyknął Jędruś już zajęty obserwowaniem potencjalnego obiektu. Obiekt wyglądał na pierwszy rzut oka jak klon Jędrusia: koszulka bez rękawów, dopasowane dżinsy z tęczowym paskiem, krótka fryzura na a la irokeza i te łagodne rysy twarzy, które zdradzały wszystko. PS wyruszył do baru.&lt;br /&gt;            Barmanka też go rozpoznała i posłała mu szeroki uśmiech całując go w policzek na powitanie.&lt;br /&gt;- Coś jeszcze? – zapytała&lt;br /&gt;- Jeszcze Sex on the beach.&lt;br /&gt;- Kończę o drugiej ale jak się ładnie uśmiechnę, szef puści mnie wcześniej...&lt;br /&gt;Mrugnął do niej porozumiewawczo. Odwróciła się, by przygotować jego zwyczajowe martini z wódką i zamówiony sex on the beach. Przyglądał się jej trochę zbyt pełnym bioderkom usiłując sobie przypomnieć co i kiedy i czy jeszcze ma ochotę, gdy nagle usłyszał nad prawym uchem:&lt;br /&gt;- Well, well, well. I kogo my tu mamy? Opijasz nową pracę?&lt;br /&gt;Odwrócił się zaskoczony. Nie poznałby jej. To było zupełnie inne wcielenie kobiety. To była zupełnie inna Melanie. Uśmiechnięta, rozluźniona, bez obcasów, w obcisłum spodnium odkrywającym jej dekolt, ramiona i plecy. Z Cosmopolitan w smukłej dłoni. Nie mógł nie zauważyć, że wyglądała olśniewająco.&lt;br /&gt;- Melanie. Wyglądasz zabójczo pięknie.&lt;br /&gt;- Nie powiem, ale tobie też niczego nie brakuje.&lt;br /&gt;- Co tutaj porabiasz?&lt;br /&gt;- Świętuję z przyjaciółmi.&lt;br /&gt;- Z jakiej okazji?&lt;br /&gt;- Mam urodziny.&lt;br /&gt;- Wszystkiego najlepszego – uśmiechnął się szeroko i wykorzystując pretekst chwycił ją mocno i ucałował w oba policzki.&lt;br /&gt;- Dziękuję.&lt;br /&gt;Barmanka postawiła przed nim drinki. Rzuciła badawcze i pełne nienawiści spojrzenie Melanie orientując się jak bardzo przegrywa w tej konkurencji.&lt;br /&gt;- Zapłacisz później – powiedziała i ze skwaszoną miną zwróciła się do następnego klienta.&lt;br /&gt;- Chodź, zatańczymy – zaproponował.&lt;br /&gt;Roześmiała się głośno.&lt;br /&gt;- Nie za bardzo wypada mi bratać się z pracownikami jeszcze zanim zaczną dla mnie pracować.&lt;br /&gt;- Daj spokój. To tylko taniec. I twoje urodziny.&lt;br /&gt;Położył jej dłoń na ramieniu i poopchnął w kierunku parkietu podając drinka Jędrusiowi nad głowami innych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego życzenie się spełniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: z pewnym zmieszaniem Jędruś zakomunikował mu, że nie wraca na noc i zobaczą się na lanczu, tam gdzie zwykle, by omówić szczegóły spotkania z Łosiami. PS postanowił wrócić do domu na piechotę. Czuł potrzebę ruchu i świeżego, chłodnego powietrza. I trochę czasu do rozmyślań. Spędził z Melanie uroczy wieczór. Była przesympatyczną dziewczyną, zupełnie różną od tej, którą spotkał w biurze: często się śmiała, była ciepła w obejściu, miała błyskotliwe poczucie humoru i cięty język. Jej przyjaciele uwielbiali ją, wyrażali się o niej w samych superlatywach i przypadli mu do gustu. On im z resztą też. Myślał o niej intensywnie, miał jej twarz przed oczami i dopiero na mostku nad rzeką Avon, która o tej porze przybrała groźnie w szczytowej fazie przypływu, zorientował się, że im dłużej przypatruje się obrazowi Melanie, tym bardziej jej rysy zaczynają przypominać agentkę 999. Wkurzył się na siebie i przyspieszył kroku. W tym momencie na jego głowę spadł od tyłu cios. Oszołomiony osunął się na chodnik i zobaczył nad sobą dwie twarze o arabskich rysach. Twarze pochylały się nad nim. Poczuł jak czyjeś ręce wślizgują się pod poły jego marynarki w poszukiwaniu portfela. Tam, do cholery, była broń!!! Nie namyślając się wcale, chwycił ręce napastnika i wykręcił je jednym ruchem. Chrupnęły łokcie. Rozległ się krzyk. Wyjące ciało opadło obok niego na chodnik. Zobaczył nad sobą drugą postać. I zbliżający się w szybkim tempie bejsbolowy kij. Wykonał szybki przerzut nóg i schwycił kij między łydki. Niespodziewany opór wytrącił drugiego napastnika z równowagi. Wykorzystał ten moment, by odrzucając kij daleko za siebie stanąc jednym przeskokiem na nogi. Cios prawą stopą prosto w splot słoneczny posłał drugiego Arabusa na barierkę mostku. Kątem oka zobaczył jak ten pierwszy zebrał się z ziemi i zamachnął się próbując zarzucić mu od tyłu linkę na szyję. Wykonał półobrotu, zasłonił twarz prawą ręką. Linka ześliznęła się po przedramieniu. Jeden kopniak lewą nogą wystarczył, by napastnik zgięty wpół upadł prosto na jezdnię. Odsunął się parę kroków i stojąc przygotowany w obronnej pozycji karate krzyknął:&lt;br /&gt;- Zmiatać, gnoje, bo was do reszty połamię! I zapamiętać sobie, paro debili, żeby ze mną nie zaczynać, bo następnym razem kula w łeb!&lt;br /&gt;Arabusy pozbierały się w mgnieniu oka. Jeden krzyknął coś do drugiego, odwrócili się na piętach i zaczęli uciekać jak kundle z podwiniętymi ogonami kulejąc tylko nieco. PS przeczesał nerwowym ruchem rozwichrzone włosy i zaklął głośno jak zobaczył, w jakim stanie jest jego ukochana marynarka Hugo Bossa. Wygładził ją łagodnym ruchem, wściekły, że i tak nic jej to już nie da.&lt;br /&gt;- Głupie skurwysynki.&lt;br /&gt;Sprawdził, czy jego magnum nadal twki bezpiecznie w kaburze. Tkwiło. Szybkim krokiem ruszył przed siebie.&lt;br /&gt;Wpadł jak burza do mieszkania i popędził do barku nalać sobie szklaneczkę whisky na ukojenie skołatanych nerwów. Po pierwszym łyku poczuł odprężające ciepło. Zrzucił buty i marynarkę. Rozpiął koszulę i wygodnie zasiadł przed komputerem. Na ikonce skype na pasku skrótów powiewała znacząco czerwona chorągiewka. Otworzył okno. 10 nieodebranych połączeń od agentki UK. Sprawdził godzinę. 2.15. W Warszawie była już więc 3.15. Ale agentka 999 wciąż dostępna w sieci.&lt;br /&gt;- Czy ona kiedykolwiek zmieni tryb życia? – pomyślał ze złością PS – Pali, pije, chodzi spać o jakiś nieprawdopodobnych godzinach. Wstaje, kiedy inni jedzą obiad. Pracuje jak szalona. Wykończy się.&lt;br /&gt;Kliknął w guzik: connect. Odebrała natychmiast.&lt;br /&gt;- Gdzie się szlajałeś? – usłyszał na powitanie.&lt;br /&gt;- A żesz kurwa chuj.&lt;br /&gt;- Aha. Mam złe wiadomości.&lt;br /&gt;- Co znowu? – wystraszył się nie na żarty.&lt;br /&gt;- Nie udało mi się sczytać mikrotaśm. Ich format jest niekompatybilny z używanym tu systemem. Nawet nasi informatycy są bezradni. Chujnia z grzybnią, stary.&lt;br /&gt;PS wiedział, że teraz, aby się uspokoić musiałby wypić cały wagon whisky a nie szklaneczkę.&lt;br /&gt;- Co????? Tyle pracy, na marne?????? Mojej, twojej...no żesz, nie....&lt;br /&gt;- Spokojnie. Co wiemy, to nasze. Po prostu muszę spisać baardzo szczegółowy raport. I tyle.&lt;br /&gt;- Cholera. To kolejna masa roboty jest. A tak się, do cholery, cieszyłem, że tak gładko poszło i że zrobisz z tego właściwy użytek.&lt;br /&gt;- Luzik. Doceniam twoje starania. W ogóle, dzięki wielkie za pomoc.&lt;br /&gt;- Jaką pomoc, jak wszystko szlag trafił?????&lt;br /&gt;- Trudno, parę nieprzespanych nocy i wszystko będzie załatwione.&lt;br /&gt;- Ale czasu szkoda!&lt;br /&gt;Westchnęła ciężko.&lt;br /&gt;- No szkoda. Gdybym wiedziała, że tak będzie nie czekałabym na te mikrotaśmy, tylko działała sama i byłoby już po kłopocie. Ale mnie lenistwo dopadło i wolałam czekać na ciebie.&lt;br /&gt;- To moja wina. Przepraszam. Obiecałem, że to załatwię.&lt;br /&gt;- I załatwiłeś. Popisowo. To niczyja wina, kochanie – ton jej głosu był ciepły i łagodny jak nigdy, ale znać w nim było zmęczenie. Słyszał jak odpala papierosa. Od dawna nie mówiła do niego per „kochanie”. Trochę go to podniosło na duchu. Ale tylko trochę. Poziom adrenaliny miał chyba rekordowy.&lt;br /&gt;- Naprawdę, wielkie dzięki. To był mój obowiązek, ja koordynowałam sprawę. Nie obwiniaj się.&lt;br /&gt;- Cholera.&lt;br /&gt;- Zmęczony?&lt;br /&gt;- Jak cholera.&lt;br /&gt;- Co masz w toku?&lt;br /&gt;- Firmę.&lt;br /&gt;- Oh la la. To powodzenia.&lt;br /&gt;Wiedział, że próbowała oderwać jego uwagę od porażki. Skąd brała siłę?!&lt;br /&gt;- A co u ciebie?&lt;br /&gt;- Stara bida. Cobra w toku, sympatia w toku, PW na horyzoncie. Teraz ten raport. Padam na twarz...&lt;br /&gt;Już wiedział skąd brała siłę. Z narzekania. W jego ucho. Przed wszystkimi innymi grała twardą sukę. Niech i tak będzie.&lt;br /&gt;- Śpij dobrze. Odpocznij trochę – pożegnała go czule.&lt;br /&gt;- Postaram się. Miłej pracy, śliczna.&lt;br /&gt;- Dzięki.&lt;br /&gt;Wrzucił na siebie sportowe spodenki i trzasnął z hukiem drzwiami. Żeby usnąć, musi najpierw obiec pół Bristolu, żeby się uspokoić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114582798072366472?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114582798072366472/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114582798072366472' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114582798072366472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114582798072366472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/hard-day.html' title='Hard day'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114581017415541265</id><published>2006-04-23T18:34:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:31:55.510+02:00</updated><title type='text'>Born fool WAT</title><content type='html'>&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Lokal o tej porze dnia byl wypelniony po brzegi. Tlum ludzi po drodze z pracy wstepowal na jednego z kumplami, lub topil smutki przed powrotem do domu, zony i rozdartych dzieci. Pomimo ze dominowali krawaciarze, mlodzi yape w eleganckich garniturach, atmosfera byla nad wyraz luzna i panowal przyjemny dla ucha zgielk rozmow. W powietrzu unosil sie delikatny aromat dobrze parzonej kawy i zapach mgly palonych papierosow. Sliczna delikatnie otworzyla drzwi wejsciowe i kocim krokiem wmieszala sie we wszechobecnym tlum w poszukuwaniu WATa. Nie byla dzis soba i zupelnie nie bylo jej na reke to spotkanie. Po dniu na kolejnej wyjazdowce po za centum miasta mila juz dosc tej calej treningowej farsy. Chetnie skonstruowala by cos atomowego z duza iloscia tetrafluorku uranu i wysadzila Palac Kultury i Nauki z mieszczaca sie w nim siedziba Cobry. Znow wywiezli ja na jakies zadupie na obrzezach stolicy, by tlumaczyc jakies trywialne pogaduchy na kawie pomiedzy zonami amobasadorow z za Kaukazia i nie tyko. Taki system pracy stawal sie juz nie do zniesienia. Wciaz byla daleko od realizcji planow operacj Sympatia. Podjecie sie inwigilacji Cobry bylo teoretycznie genialnym planem, a w praktyce zmudna robota. Ona nie miala czasu na kilka miesiecy dochodzenia do celu. Atlanta domagal sie wynikow nie za kilka miesiecy, tylko juz teraz. Czas ja naglil, bo byl juz rozpisany program dzialan nad potencjalna, nowa operacja PW. Na dodatek miala dola. Wyrzuty sumienia po tym co zaszlo miedzy nia a Bolkiem kilka dni temu. Bolek, a raczej Sylwek, bo tak mial na imie jej ex-kolega z dzilalu tlumaczen ustnych, byl fajnym facetem. Nigdy nie byla fanka szybkiego seksu. Brakowalo jej w tym wyrafinowanej finezji gestow, czaru romantycznej rozmowy, uczucia narastajacego pozadania. Szybki podryw byl dla niej jak bomba emocjonalna, ktora potrafila w przeciagu jedniej nocy zniszczyc jej cale zycie wewnetrzne i poczucie wartosci. To byl jedyny aspekt bycia agentem specjalnym, ktorego nie lubila. W jej mniemaniu poswiecenie dla dobra sprawy mialo pewne granice i nie powinno naruszac ludzkiej godnosci. Jak bardzo by sobie zyczyla, zeby to on na nia tu teraz czekal, a nie oblesny, lysy WAT. Polubila Sylwka za bezposrednie i pardzo profesjonalne podejscie zawodowe. Byl biurowa IT-zlota raczka, zawsze pomocny i chetny wytlumacyc jak cos zrobic gdy Computer says NO! Wiedziala, ze jest kobieciarzem, ale zupelnie jej to nie przeszkadzalo. Imponowal jej blyskotliwoscia i inteligencja, przenikliwoscia i precyzja dzialania, on byl jej filmowym Inside Man. Po przeszukaniu dolnego baru Miedzy Nami, drobnymi kroczkami wdrapala sie na polpietro, gdzie przy stoliku dla dwojga siedzial ON. Siedzial w rozluznionym rozkroku z fajka w ustach, bardziej dla szpanu niz z przyjemnosci palenia prawdziwego, kruszonego tytoniu. Juz go nie lubila, szpanerow wyczuwala na kilometr, a on jej smierdzial tanim cwaniactwem warszawki. Pierwszego dnia po przeniesieniu sie do jego sekcji przyjrzala sie mu uwaznie. Co ten gamon i sluzbista wiedzial o tlumaczeniu dokumentacji technicznej? Nic! Cale dnie spedzal na zabawie telefonem komorkowym i na internetowym eBay. Nie dziwne, ze nikt z dzialu go nie lubil i wszyscy z pogarda obrabiali mu dupe za plecami. Nie byl jednym z nich, jednym z dedykowanych zawodowi tlumaczy. Byl ignorowany bez wiekszej zenady i tylko wzmagal ogolna niechec gdy raz po raz chodzil na skargi "na gore" do "40-latka". Siedziala za biurkiem z nosem zatopionym w jednym z wielotomowch Cambridge Dictionares. Oczami wyobrazni widziala siebie z kolanami zacisnietymi na srebrzystej lufie blyszczacego nowoscia Magnum. Te lufe lysy WAT mial w ustach i strach w oczach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Witaj! Jaki tu tlum! Zagadala na powitanie wysilajac sie na odrobine spontanicznosci, ktorej bylo jej zdecydowanie brak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Niom... Odparl od niechcenia i dalej kontynowal pisanie smsa. How classy..pomysla 666 i z poddenerwowania krew zabuzowala jej w skroniach. Zacisnela dlon na uchwycie jej czarnej, lsniacej Prady i po raz kolejny wysilila sie do roli slodkiej idiotki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;–Dlugo czekasz? Przepraszam za spoznienie, ale byly straszne korki, wiec postanowilam zrobic sobie spacer i przyjsc tu na pieszo, skrotami. Bo wiesz, ja znam Warszawe jak wlasna kieszen i odkiedy mieszkam w Centrum to wszedzie jest tak blisko..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Taak? A to interesujace, bo nie jestes przeciez warszawianka, tylko z jakiegos ciemnogrodu. Za taki komentarz w innych okolicznosciach dostal by w morde, lub obcas w dupe i kawalek szkla, co by mu nie bylo za przyjemnie. Godziny WATa byly policzone, agentka UK takiej obelgi nie przyjmowala na sucho, postanowila nie tracic czasu na grzecznosci, tylko odrazu zalatwic drania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Chcesz piwo? Od niechcenia burknal Lysy. –Ide do baru po kolejna Warke. Postawie ci jedno jesli chcesz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie cierpie Warki! Pijam tylko Zywiec. Sklamala, zeby go sprowokowac i zezloscic. WAT spojrzal na nia z pogarda i warknal.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-OK, skoro lubisz pic belty.. Tego bylo juz za duzo! Nie dosc, ze cham i burak, to do tego jeszcze arogancka swinia. Nie zniosla by nawet pieciu kolejnych minut rozmowy z nim, a jednak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Wiesz...zmienilam zdanie, nie chce mi sie tu siedziec, straszny gwar. Moze przeniesmy sie gdzies, gdzie bedzie bardziej przytulna atmosfera. Kokieteryjnie puscila mu oczko i z delikatym usmiechem zagryzla dolna warge. -Spoko. Odparl w naglym przyplywie wigoru, usmiechnal sie oblesnie i klepnal ja w ramie. Juz ja cie zaraz klepne..pomyslala, posylajac my w odpowiedzi szeroki usmiech. Szybko opuscili bar, szli bladzac w blizej nie okreslonym kierunku. Na zewnatrz bylo zimno, choc byla juz prawie wiosna. Resztki topniejacego snieznego blota chrzescily pod ich stopami. Zolte swiatlo ulicznych lamp oswietlalo im droge, byli na ulicy Chmielnej. Zamykali juz sklepy choc ruch uliczny wciaz jeszcze wrzal pelna para.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Zartowalam z tym piwem, lubie Warke, tak jak ty. Powiedziala i od niechcenia wziela go pod reke. Na tychmiast poczula jak rosnie w nim pawian, jak niedoceniona przez kobiety meskosc wypina mu klatke i prostuje przygarbiona posture.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Mam dobrze schlodzone piwo w lodowce, jesli dasz sie zaprosic do mnie? Odparl z bezczelna bezposrednioscia. Na to czekala, byl juz jej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-A daleko z tad mieszkasz, bo ja prosto z pracy, taka nie przygotowana.. Z udawana niesmialoscia spucila wzrok i dodala. –Ale z checia zajde na jedno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Praktycznie jestesmy u mnie, mieszkam na Nowym Swiecie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Swietna lokalizacja. Odparla wzdychajac z udanym podziwem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Wiem, wiem, wszyscy mi tego zazdroszcza, malo kogo stac na chate w samym Centrum stolicy. Z prozna duma i pogarda w glosie kontynuowal. –Jak juz kogos stac to zazwyczaj podnajmuje jakas dziuple na ulicy Nowogrodzkiej, a nie apartament jak moj.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdy by mogla, to w tej chwili kazala by mu odszczekac te slowa. Sama bowiem mieszkala na Nowogrodzkiej i jej dziupla byla pelnym ful wypas apartamentem na najwyzszym mozliwym standardzie jaki mozna bylo obecnie dostac w Polsce. Z okien miala sliczny widok na stolice i mnostwo przestrzeni, eleganckie meble i plazme na scianie salonu. Weszli po schodach na pierwsze pietro z ciemnej ulicznej bramy. Szarmancko otworzyl drzwi i wpuscil ja pierwsza do srodka, po czym zaczal sie szamotac przy zamykaniu drzwi na tysiac mozliwych spustow, jak by sie bal, zeby mu taka wykwintna zdobycz nie uciekla przez dziurke od klucza. Agentka UK rozluzniona, szerokim swobodnym krokiem przeszla w drugi koniec szerokiego lounge hall. Rzucila niedbale futro i torebke na skorzana, czekoladowa sofe. Bezpceremonialnie przeladowala bron i wymierzyla srebrne Magnum w jego glowe. WAT zamarl w bezruchu na nieomylny dzwiek szczeku gnata.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Raczki w gore robaczku. No juz! Ostro zakomenderowala. -Odwroc sie i chodz tutaj. Kleknij. Na kolana chamie! Krzyknela w porywie emocji. Czerwona od naglego przyplywu adrenaliny glowe Lysego zlal zimny pot.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie strzelaj, pogadajmy, mam pieniadze, oddam. Szybko wymamrotal WAT.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Ty prostaku, myslisz, ze przyslam tu z toba dla pieniedzy? Zachnela sie w pogardzie do niego agentka 666. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Gdzie jest sejf z dokumentacja Cobry?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie mam sejfu. O jakiej dokumentacji mowisz? Glos mu zadrzal i ze strachu jego wzrok po raz to kolejny wrocil na czubek lsniacej lufy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Przepraszam, nie wyrazilam sie chyba jasno, mam na mysli wszystkie mozliwe dokumenty Sympatii jakie 40-latek powierzyl ci na przechowanie. Z powracajacym na jej piekna, a w tym monencie tak oto surowa, wrecz grozna twarz usmiechem dodala. -Mysle, ze boss sie na ciebie nie pogniewa, jesli dasz mi troszke poszperac w tych brudnych papierach.. Puscila mu oczko, co wcale nie rozluznilo napietej sytuacji. Lewa reka wyciagnela papierosa i z wolna odpalila, nie spuszczajac go z oka nawet na ulamek sekundy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie wiem o czym mowisz. "40-latek nic mi nie dawal na przechowanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie klam! Nie mam czasu sie z toba bawic w Ciuciu Babke. Albo oddasz mi wszystko po dobroci, albo odstrzele ci po kolei wszystkie odstajace czesci ciala i uwierz mi, ze beda to czlonki za ktorymi bedziesz tesknic..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-OK,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-tylko nie wiem co gorsze, zginac teraz, czy pasc z reki "40-latka"..? Z rezygnacja z glosie odpowiedzial WAT.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-A kto powiedzial, ze ja chce ciebie zabic?! Najpierw odstrzele ci te duze uszy, bo i tak ich nie potrzebujesz, bos gluchy na grzeczna prosbe. Agentce UK zaczelo brakowac cierpliwosci. Co prawda wyladowala na nim cala zlosc skumulowana w ostatnich trzech dniach, ale to nie oznaczalo, ze bedzie z nim tak dywagowac przez caly wieczor.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Cooorvah fucking mutch! Licze do trzech! Padlo z jej ust, choc zrobilo sie jej troche szkoda tego pseldo bohatera wojska polskiego kleczacego przed nia z lzami w oczach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-OK, juz daje, tylko prosze nie strzelaj. Wciaz na kolanach zaczal przemieszczac cie w kierunku nowoczesnej komody, ktora stala w rogu salonu. Spojrzala na swoje odbicie we wszechobecnych na kazdej scianie lustrach. Podobal jej sie ten wykreowany image zimnej suki, ktory tak bezblednie dal jej przewage nad przeciwnikiem. Zastraszyla go do tego stopnia, ze uwierzyl w jej determinacje. Usmiechnela sie do siebie w duchu, bo gdyby tylko mogl wiedziec jak jest bezbronna, to byla by juz w duzych tarapatach tak sam na sam z tym brutalem. Tymczasem on poslusznie wykonywal jej polecenia, bez swiadomosci co sie wydarzy, jak juz zrobi to o co go poprosila, zupelnie skazany na jej laske lub nielaske. A swoja droga, to kto by sie spodziewal, ze mafia trzyma swoje najwieksze sekrety pomiedzy obrusami i wystawnym sewisem do herbaty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114581017415541265?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114581017415541265/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114581017415541265' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114581017415541265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114581017415541265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/born-fool-wat_114581017415541265.html' title='Born fool WAT'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114575159581453264</id><published>2006-04-23T02:18:00.000+02:00</published><updated>2006-04-23T02:31:41.043+02:00</updated><title type='text'>My name's Shant, Sam Shant</title><content type='html'>Zadowolony z siebie, PS wbiegał właśnie na górę po schodach, do siebie. Gdy był już na ostatnim półpiętrze, dobiegł go dziwny odgłos. Nie mógł pochodzić z nikąd indziej, tylko spod jego drzwi. Zwolnił biegu i położył dłoń na kaburze, w której jak zawsze, grzecznie spoczywał jego przyjaciel Magnum. Teraz już PS wyraźnie słyszał szelest foliowej torebki, czyjeś mlaskanie i stukot klawiatury telefonu komórkowego. Wpadł na swoje piętro jednym susem, chcąc mieć nad potencjalnym przeciwnikiem przewagę zaskoczenia. A jednak. Sam został zaskoczony.&lt;br /&gt;Pod drzwiami jego loftu ktoś urządzał sobie piknik. Bez ceregieli. Siedział, stukał smsa i szmał słodkie bułki prosto z plastikowej torby z napisem Tesco. A tym kimś był ... agent Jędruś. Stary znajomy z czasów szkoleniowych. Zakręcony jak baranie rogi człowiek o tysiącu językach, ale tylko jednej, jakże charakterystycznej twarzy. Jędruś podniósł wzrok na PSa:&lt;br /&gt;- Pięknie mnie tu, kurka, witasz. Nie dość, że tu wegetuję od godziny w oczekiwaniu na ciebie, to jeszcze wyskakujesz do mnie z bronią gotową do strzału. Powinni dopłacać za ciężkie warunki pracy...&lt;br /&gt;- A co ty tu robisz? I dlaczego urządzasz se waszmość piknik na mojej wycieraczce? Patrz jak do cholery nakruszyłeś!&lt;br /&gt;Jędruś wstał i ostentacyjnie strzepnął okruchy z kolan na ziemię.&lt;br /&gt;- Też się cieszę, że cię widzę...&lt;br /&gt;PS wstukał kod do drzwi wejściowych. Jędruś bez ceregieli władował się do mieszkania, wypiął kokieteryjnie lewy pośladek i stwierdził:&lt;br /&gt;- Niezła chata. Mogę się rozejrzeć?&lt;br /&gt;- Rozgość się – powiedział PS dodając pod nosem – byle nie na długo...&lt;br /&gt;Otwierał właśnie okno w salonie, bo zapach terpentyny robił się już trudny do zniesienia, kiedy Jędruś powrócił z obchodu. Jędruś przystanął w drzwiach i bezceremonialnie obejrzał sobie widocznie zarysowane pos dżinsowymi spodniami pośladki PS.&lt;br /&gt;- Well, well. Kopę lat a ty boski jak zwykle.&lt;br /&gt;PS roześmiał się.&lt;br /&gt;- No, no. Kopę lat a ty wyzwolony jak nigdy. Co tu robisz i czemu ja o tym nic nie wiem?&lt;br /&gt;- Skargi i zażalenia to nie do mnie. Choć chyba wiedziałbym jak cię pocieszyć...&lt;br /&gt;PS parsknął śmiechem.&lt;br /&gt;- Dziękuję, postoję. Co tu robisz?&lt;br /&gt;- Translatoryka.&lt;br /&gt;- Co z nią?&lt;br /&gt;- Atlanta przysłał mnie jako twoje ramię do wypłakania się.&lt;br /&gt;PS sam nie wiedział, czy bardziej się zezłościł o to posądzenie o bezradność, czy bardziej rozczuliła go troska szefa o jego tyłek.&lt;br /&gt;- Atlanta, elektronik jeden a info ma przestarzałe?&lt;br /&gt;- Co? – szczerze zdziwił się Jędruś.&lt;br /&gt;- Wszystko gra i buczy. Translatoryka to piękna dziedzina wiedzy. A materiały są właśnie w drodze do Warszawy.&lt;br /&gt;- Jak to?&lt;br /&gt;- Tak to. Może i miałem mały poślizg ale cóż on znaczy wobec delicji, które są na mikrotaśmach do użytku UK. Pewnie się z nimi rozminąłeś gdzieś nad kanałem La Manche. Piękne, nie?&lt;br /&gt;- No co ty?&lt;br /&gt;- No tak. Ale nie martw się. Już ja ci jakieś zajęcie wymyślę – PS wręczył Jędrusiowi szklaneczkę szkockiej whisky - Skoro cię tu Atlanta przysłał, to do czegoś się przydasz. To twój cały bagaż? – zapytał wskazując na sportową torbę, którą Jędruś postawił przy drzwiach wejściowych – Aaa, do hotelu i tak niedaleko.&lt;br /&gt;- Jakiego hotelu?&lt;br /&gt;- Hyatt. A co?&lt;br /&gt;PS nie musiał w zasadzie pytać. Już wiedział. Ale chociaż zdawał sobie sprawę, że przecież nie odmówi, to dostał gęsiej skórki na myśl o tym, że przez jakiś czas Jędruś będzie brudził w jego ukochanym lofcie. I zamęczał go historiami o szczegółach własnych bohaterskich akcji a potem szczęśliwych, bądź nie, miłosnych historii. I że po dwóch dniach będzie miał nieodparte wrażenie, że słucha w kółko jednej płyty z dobranocką o smokach Telesforze i Teodorze, tak jak wtedy, gdy miał pięć lat. Już był tą myślą zmęczony.&lt;br /&gt;- Nie lubię hoteli. Są takie bezosobowe...- Jędruś smutnie spuścił wzrok i wykonał miękki ruch ręką. Whisky mu nie smakowała. Pewnie chętnie zamieniłby ją na Cosmopolitan albo Sex on the Beach. Lub zwykłe piwo.&lt;br /&gt;PS roześmiał się z pewnym napięciem w głosie.&lt;br /&gt;- Objęli cię programem cięcia kosztów czy co?&lt;br /&gt;- Nie, no, w zasadzie płacą więcej niż kiedykolwiek, zwłaszcza po tym jak rozbiłem trójkąt bermudzki w operacji Tomba-Tomba, ale...ale nie mógłbyś mnie przygarnąć na parę dni? Dopóki chociaż nie zorientuję się trochę w tutejszym systemie komunikacji miejskiej?&lt;br /&gt;- Hmmm – PS zmarszczył brwi. Lubił Jędrusia, mimo wszystko. Jednak kilkudniowa dawka jego obecności mogła okazać się śmiertelna. PS oczyma wyobraźni już widział całą defiladę bristolskich absztyfikantów Jędrusia paradujących przez jego loft. I zbyt dobrze wiedział, jakie są pobudki Jędrusia. Ale gdyby Atlanta się dowiedział, że odmówił Jedrusiowi wsparcia w tak prostej kwestii, PS mógłby mieć kłopoty. Atlanta nie wnikałby przecież w niczyje osobiste pobudki. Sprawa byłaby jasna. Na podobnej zasadzie trafiła przecież na jego poddasze agentka UK. I nigdy tego nie pożałował.&lt;br /&gt;- Masz tydzień. Góra. Potem, jeśli nie wyjedziesz, przenosisz się do hotelu.&lt;br /&gt;Oczka Jędrusia rozbłysły radośnie.&lt;br /&gt;- Spokojnie. Robię najlepsze FRANCUSKIE śniadania do łóżka.&lt;br /&gt;- Bosko. Już się, coorvah, nie mogę doczekać. Niech mi się ta menda wbije rano do łóżka albo chociaż do pokoju, to przegryzę mu tętnicę szyjną. A krwawiące ciało rzucę mewom na pożarcie – pomyślał czule PS. Uśmiechnął się jednak tylko łagodnie.&lt;br /&gt;Jędruś klasnął radośnie w dłonie.&lt;br /&gt;- No. To jak śpimy? Ja po lewej stronie a ty po prawej tego wielkiego łóżka w sypalni? Hahahahahaha.&lt;br /&gt;Ostre spojrzenie PS ucięło śmiech Jędrusia.&lt;br /&gt;- Żartowałem. Naprawdę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdą było, co mówił PS, że materiały z akcji Translatoryka były juz w drodze do dalszej obróbki przez agentkę UK. PS miał fantastyczne poczucie dobrze spełnionego obowiązku, które podwoiło energię, z jaką przystąpił do kolejnego zadania, jakie powierzyła mu centrala. Zadanie nie było proste. Tym razem sprawa dotyczyła państowego urzędu o dobrym wizerunku i reputacji. PS miał przeniknąć do jego struktur i drogą wewnętrznego sabotażu wystarać się o zablokowanie wielkiej, ciemnej transakcji dotyczącej spekulacji gruntem. W urzędzie czynnie działali bowiem agenci mafijnej brytyjskiej organizacji, która chciała uprać brudny szmal zbity na niewolniczej pracy nielegalnych emigrantów przez zakup działek po sztucznie wywindowanych cenach i postawienie w Bristolu biurowca klasy intercontinental. Powierzchnie biurowe wynajmowane przez podstawione firmy po niebotycznych sumach miały doprowadzić do deregulacji rynku nieruchomości i ostatecznie jego monopolizacji przez tzw. Firmę. Żeby wykonać zadanie, PS musiał się w urzędzie zatrudnić. I rozpoznać przeciwnika. A Jędruś spadał mu jak z nieba, by ostatecznie rozwiązać sprawę Łosi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek, który powitał PS na interview był w każdym calu profesjonalistą. PS nie mógł nie docenić prostego, ale jakże skutecznego tricku marketingowego, jakim był urządzony mimochodem sightseeing. Najnowszy sprzęt elektroniczny, swietnie acz dyskretnie zaaranżowana przestrzeń pracownicza, wysokiej klasy oswietlenie, duża sala konferencyjna, zapewniające dyskrecję acz widoczne zewsząd gabinety kierownictwa. I żadnych chavs czy chavettes posród pracowników. Przeciwnik rzucił do walki swoje doborowe jednostki.&lt;br /&gt;&lt;przypadkowy&lt;&gt;Rozmówca uważnie studiował CV agenta PS, mrucząc i kiwając głową z aprobatą.&lt;br /&gt;- Praca, którą możemy Panu zaproponować wydaje się banalna dla tak wielkiego umysłu...&lt;br /&gt;PS uśmiechnął się.&lt;br /&gt;- Myli się pan. Każda praca jest wyzwaniem. Każda czegoś uczy. Przy mniejszym wysiłku intelektualnym, można skupić się na mnóstwie innych spraw, które zazwyczaj się zaniedbuje w imię czegoś tymczasowo ważniejszego.&lt;br /&gt;- Dlaczego zdecydował się pan na pracę w służbie publicznej?&lt;br /&gt;- Ponieważ zdałem sobie sprawę, że aby ten kraj mógł rozwijać się dalej, tacy ludzie jak ja powinni oprócz biernego prawa wyborczego rzucić na szalę jeszcze aktywne działanie na jego rzecz.&lt;br /&gt;PS dał błyskotliwy odpór każdemu z potencjalnych zarzutów rozmówcy. Widział jak omotuje go sobie wokół palca bez poruszania w nim struny ambicji, tak by nie widział w nim potencjalnej konkurencji do awansu.&lt;br /&gt;- Czy pana obecny pracodawca pogodzi się z tym, że ktoś tak cenny jak pan go opuszcza?&lt;br /&gt;PS roześmiał się. Wyobraził sobie jak dyskutuje sam ze sobą na ten temat przed mokrym płótnem rozpiętym na sztalugach. Trochę mu było żal, że będzie miał dla nich mniej czasu, ale...ale służba nie drużba.&lt;br /&gt;- Będę musiał postawić go przed faktem dokonanym.&lt;br /&gt;Krótkie pukanie do drzwi i do gabinetu weszła kobieta. Wysoka brunetka o gładko ściągniętych do tyłu włosach, wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych i pełnych ustach podkreślonych wiśniową szminką. Było w niej jakieś surowe piękno. Typ ukrytej pod maską profesjonalizmu i emocjonalnego chłodu zranionej wrażliwości. Rzuciła PS krótkie spojrzenie, kładąc na stolik plik dokumentów. PS zatrzymał na niej wzrok i posłał jeden z tych półuśmiechów, w których było wszystko.&lt;br /&gt;- Dziękuję, Melanie. Przedstawiam panu panią dyrektor zarządzającą naszego biura. Pani Melanie Foxen. To ona ma ostateczny głos w sprawach zatrudnienia.&lt;br /&gt;Wyciągnęła do PS rękę w geście powitania. Zerwał się z krzesła i ujął jej dłoń. To dało mu chwilę, by móc spojrzeć jej znacząco w oczy. Były zielone. Ciemnozielone. Zielenią, której chłód łagodził ciepły brązowy odcień.&lt;br /&gt;- Miss Foxen, Samuel Shant.&lt;br /&gt;Uwolniła się od uścisku jego dłoni i manewrując z lekkim kołysaniem bioder na wysokich obcasach opuściła biuro.&lt;br /&gt;- Panie Shant, skontaktuję się z Panem po zakończeniu procesu rekrutacyjnego. Mogę obiecać, że pana kandydatura zostanie uważnie rozpatrzona.&lt;br /&gt;Opuszczając biuro, PS wiedział już, że oddzwonią. I to szybko. Przyszykował wymówienie, żeby złożyć je samemu sobie wieczorem przy kolacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114575159581453264?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114575159581453264/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114575159581453264' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114575159581453264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114575159581453264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/my-names-shant-sam-shant.html' title='My name&apos;s Shant, Sam Shant'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114545311085058457</id><published>2006-04-19T15:07:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:31:11.386+02:00</updated><title type='text'>Cobra / 1.</title><content type='html'>&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kilka dni pozniej sprawa byla juz jasna. Sliczna wiedziala co sie dzieje i nie bylo miejsca na watpliwosci, czy podjecie innego planu dzialania. Informacje od 999 o Losiach i ich technikach byly zaskakujaco pomocne. 666 wciaz jeszcze czekala na przesylke z UK ze wszystkimi szczegolami i dyskiem zawierajacym najnowszy progaram-virus, ktory bedzie musiala zaaplikowac systemowi opearacyjnemu Cobra.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Easy-Peasy..mruknela do siebie spacerujac po apartamencie w jedwabnym szlafroku z Cleo przytulona bezwladnie do jej piersi. Wyjrzala przez brudne od miejskiego kurzu okno, zamyslila sie, wciaz nerwowo, acz lagodnie glaszczac kotke. Nagle zadzwonil domofon, ostry dziek wyrwal ja ze stanu apatii i szybko postawil w stan gotowosci. Cleo mialczac ewakulowala sie do kuchni. Agentka UK podeszla do drzwi, po drodze wyciagajac niezbeda pomoc z glebokiej kieszeni zimowego plaszcza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Tak, slucham? Szepnela niesmialo zachrypnietym glosem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Sluchaj dalej! Wesolo pisknal ktos ciut za wysoka oktawa, ktora byla jednak glosem mezczyzny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Czy ty wiesz ktora godzina!?! Chyba za wczesnie na wizyty, nie sadzisz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-A co to ty nie wpuszczasz gosci za piec dwunasta w poludnie?? Otwieraj,nie gadaj! Zapiszczal swoim altem ktosik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Otworzyla I powloczystym krokiem posunela sie do kuchni. Ups.. Niezdawala sobie sprawy, ze jest juz tak pozno. Dla niej nawet pobudka w godzinie popoludniowej, byla wczesnym rankiem. Zycie nocne stolicy dawalo sie we znaki. Po okresie hibernacji na nowo wdrazala sie w system imprez i nadrabiala stracony czas po niebycie w czasie dzialan w Brukseli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Widze, ze wstalas dzis z lozka jedna ze swoich lewych nog..stwierdzil wysoki, szczuply blandyn stawiajac walizke w katcie przedsionka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Kawe? Warknela, choc w srodku cieszla sie na widok ulubionego kolegi po fachu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Tak, poprosze. Odsapnal sciagajac czarny, dlugi plaszcz. ON wyjatkowo przystojny, w bardzo niebanalny sposob. Szczupla pociagla twarz, wydatke kosci policzkowe. Szykownie ubrany, modna fryzura z krotkim irokezem i mocna opalenizna prosto z solarium. Bylo jednak w jego urodzie cos co niepokoii. Pomimo silnej meskiej budowy, szerokich ramion, waskiego tyleczka, dalo sie odczuc ta dziwna miekosc. Pierwiastek kobiecy nie byl u niego jednak przypadkowy. To co przecietny Polak odczytywal za zniewiescienie, cosmopolitanka jak 666 rozpoznawala w ulamku sekundy. Od lat bowiem bywala w klubach branzowych stolicy i wielu z jej wiernych przyjaciol bylo innej orientacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-A ty, gdzie sie wybierasz? Rzucila mimochodem i od niechcenia, choz nie spodziewala sie szczerej odpowiedzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nie wiesz..powaznie? Zachnal sie z wyrazem oslupienia na twarzy.-Ja wlasnie przyszedlem Ci podziekowac, za wsparcie. Atlanta wczoraj przyslal mi instrukcje i okazuje sie, ze 999 ma jakies trudnosci z twoja operacja "Translatoryka". Lece jako grupa wsparcia, na czas jakis.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Co ja mam z tym niby wspolnego? Sliczna tuz po przebudzeniu jeszcze nie podchwycila toku myslenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-No.., myslalem, ze to ty szepnelas dobre slowko Atlancie. Przeciez tylko ty jedna masz monitoring nad postepem w rozwoju tej operadcji na wyspach. Widzialas sie niedawno w 999 I moze on cos wspomnial, wiec interweniowalas. No wiesz..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Mowilam ci juz wiele razy, odpusc sobie! PS nigdy sie nie zmieni, to stary wyjadacz. On nawet na mnie juz nie patrzy tak jak kiedys. Westchnela, po czy m wesolo odparla. -Ale nie martw sie "Plenty fish in the Sea!". Na wyspach na brak zajecia nie bedziesz narzekal, juz cie PS zagoni od roboty. Buhahahaha! Puscila mu perskie oczko i parsknela glosnym smiechem nie mogac powstrzymac sie na widok skwaszonej miny jej ulunionego podopiecznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Po jego wyjsciu nie mogla sobie znalezc miejsca, ja tez zzerala teskonota to PS.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Nic to! Rzucila Cleo tunczyka w galrecie I dodala. -Mala nie martw sie, znajdziemy to czego szukamy. 999 niech sie wypcha! Cleo spojrzala na nia obojetnym kocim wzrokiem, jak by chciala powiedzec: "Juz chce mi sie rzygac od tego zarla z puszki -to czwary tunczyk w tym tygodniu!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Praca dla Cobra byla meczacym obowiazkiem. Nie wazne, ze "40-latek" postaral sie o doborawa obsade do jej towarzystwa. W jej zespole tlumaczy byla sama elita, wysoko wykwalifikowani ludzie po renomowanych polskich uczelniach, panie psycholog z UW, panowie po SGH etc. . Pierwsze kilka zadan, do ktorych ja wybrano, byly trywialne. Przydzielono ja raczej po to by sprawdzic jej determinacje. I chec wdrozenia sie w system pracy w szerszej grupie, acz na wlasny rachunek to wyzwanie dla kazdego nowicjusza. Czula sie uwiazana i wiedziala, ze jest bacznie obserwowana. Nie bylo jeszcze mozliwosci na zaden niespodziewany ruch aby uruchomic virus w systemie komputerowym Cobry.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Drugi na czarnej liscie Sliczniej byl "WAT". Prawa reka "40-latka" i byly oficer sluzb bezpieczenstwa, zdegradowany za sprzedaz tajnych informacji wojskowych. Na koniec calkowicie odsuniety od wladzy i jakiejkolwiek odpowiedzialnosci. Niezrealizowane ambicje popchnely go prosto w ramiona mafii. "Symaptia" zawsze byla w potrzebie werbowania nowych czlonkow, szczegolnie gdy byli oni eksrzadowymi, czy wojskowymi wyrzutkami. Dotarcie do niego nie bylo trudnym zadaniem, bo od kiedy zaczela trening dla Cobra jej notowania poszly zdecydowanie w gore.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W dziale tlumaczen ustnych zawrzalo, zabulgotalo od plotek, para poszla w ruch I maszyna meskiej czesci biura ruszyla smialo do przodu. Uroda agentki UK budzila duzo kontrowercji I tylez samo zawisci ze strony potencjalnych kolezanek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Pani Tereso, Pani Terso! ..Ma Pani chwilke.. Glos za plecami natarczywie wzmagal sie. Sliczna nie zareagowala w pierwszym momencie, zapomniawszy, ze od kilku dni jest Teresa z domu Bugajska I na dodatek wciaz panna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Oh.., przepraszam, zamyslilam sie na chwilke, sorry. Odparla z malym zaklopotaniem, a zywy rumieniec zalal jej policzki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Day dreaming? Przed nosem wyrosl jej wysoki brunet, ktorego katem oka widziala dzis w biurze szefa. Panie jednym chorem wzdychaly do niego, nie wazne czy byla to dwudziestoparoletnia Agata z dzialu rekrutacji, czy stary doswiadzczony tlumacz, Pani Zofia, ktora byla jej merytorycznym wsparciem, bo do niej musiala skadac wszystkie raporty. Wszystkie, jak jedna rzucaly mu powloczyste spojzenia. Nadaly mu ksywke "Bolek", bo byl fudbolista-bramkarzem. I to teraz on zatrzymal ja na srodku korytarza, tak jak by nigdy nic.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;-Co sie stalo? Z zaciekawieniem odparla.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;-Wiem, ze juz pozno i jest Pani po pracy, ale czy moge zaprosic na sekundke do mojego biura? Powiedzial "Bolek" i tym razem to jego twarz zalal goracy rumieniec. Blysk w oku i rozszerzone zrenice zdradzily podekscytowanie i stan podniesionej adrenaliny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;-Tak, oczywiscie, ale tylko na chwileczke, OK. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Niesmialo weszla do jego biura, ktore zasnute bylo romantycznym polmrokiem. Zaluzje byly opuszczone i szczelnie zaciagniete w dol, w rogu paila sie lampa. Uslyszala jak zgrzyt zamka w drzwiach, ktore zamknal wlasnie na klucz. Energicznie ruszyla do przodu, podeszla do jego biurka, odwrocila sie. Delikatnie rozkladajac rece, przeslizgujac je po obrzezu, oparla sie o krawedz bladu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;-O co chodzi? Zciszonym glosem zapytala.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Zamiast odpowiedzi dostala jego usta, gorace od podniecenia. Tysiace pocalunkow wedrowalo po jej labedziej szyji, przenoszac sie w dol, w kierunku jej jedrnych piersi. Westchnela glosno i gwaltownie zaczela mierzwic jego geste wlosy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Gdy po kilku godzinach opuszczala jego biuro, ktorego okna zaszly gesta para, miala juz wszytko co potrzebowala do namierzenia "WATa". Bolek okazal sie byc jego dobrym kolega. W jego komorce znajdowaly sie wszystkie informacje. Kolejnego dnia, z samego rana udala sie do swojej przelozonej promotorki, Pani Zofii i poprosila o przeniesienie do dzialu tlumaczen dokumentacji technicznej. Dwa pietra nizej znajdowalo sie krolestwo "WATa". Nie minelo trzy dni i juz byla umowiona z nim na kawe w warszawskiej Miedzy Nami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Czas aby polecialy w dol glowy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114545311085058457?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114545311085058457/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114545311085058457' title='5 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114545311085058457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114545311085058457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/cobra-1.html' title='Cobra / 1.'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114501017877419820</id><published>2006-04-14T12:21:00.000+02:00</published><updated>2006-04-14T12:22:58.793+02:00</updated><title type='text'>PS translates</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Odruchowo nacisnął guzik od domofonu. Zastygł nieruchomo z twarzą przy wizjerze i magnum gotowym do strzału. Nie spodziewał się niczyjej wizyty i raczej nikt go nie odwiedzał, ot tak po prostu. Przezorny zawsze ubezpieczony. Usłyszał kroki na schodach i wstrzymał oddech, gdy wtem zamiast groźnej twarzy zakapiora, zobaczył przez wizjer twarz agentki Rosie w towarzystwie znanej jako No Comprendo dziewczyny, blisko współpracującej z gangiem Łosi. Ucieszył się. Rozwiązanie patowej sytuacji, którą było połknięcie chipa z danymi przez hotelową blondynkę właśnie stukało do jego drzwi. Być może nie będzie mógł przedstawić oryginalnego materiału z bezpośredniej konfrontacji, ale agentka Rosie, przydzielona mu przez NSV do pomocy przy operacji Translatoryka, zapewne zjawia się u niego w towarzystwie No Comprendo właśnie w tej sprawie. Coś już do No Comprendo dotarło, jakieś wieści i to z pierwszej ręki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Szybko chwycił w dłoń zapasowy dyktafon i krzyknął:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Już, dziewczyny, już wam otwieram!&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;Objawił im się w chwilę potem w miękkich objęciach swojego flanelowego szlafroka, czym wywołał ledwie zauważalny uśmiech na twarzy Rosie i pełne nieukrywanej ciekawości i kokieterii spojrzenie No Comprendo. Rosie machnęła na powitanie butelką markowego wina:&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Myślę, że mamy sobie parę rzeczy do wyjaśnienia...&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Zapraszam piękne panie. Wypijemy zdrowie przystojnych panów, może jeszcze przyjdą- roześmiał się szeroko otwierając drzwi – Wybaczcie rozgardiasz, nie spodziewałem się gości.&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- No tak, miałeś być dziś nieobecny...- urwała Rosie orientując się, że chyba za dużo powiedziała.&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Ach, doprawdy? – zdziwiła się No Comprendo ustawiając się w wygodnie wyzywającej pozycji przed rozstawionymi sztalugami PS – A dokąd to się miałeś wybrać?&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;PS roześmiał się najbardziej niewymuszonym śmiechem, na jaki było go stać. Odwrócił się plecami do pań i sięgnął do szafki po kieliszki do czerwonego wina. Tylko krótki skurcz na jego twarzy zdradził myśl, że Rosie powinna stanąć przed plutonem egzekucyjnym za popis głupoty, jaki właśnie dała. PS faktycznie miał tego dnia być w Londynie, gdzie pod pretekstem oglądania wystaw, biegania po muzeach i spotkań z marchandami sztuki współczesnej udawał się co miesiąc do głównej siedziby NVS na Wyspach w celu zdania raportów, przekazania materiałów i bezpośredniego otrzymywania dalszych instrukcji i informacji o postępach powiązanych ze sobą akcji. Ale o takich rzeczach nie powinien wiedzieć nikt postronny. A już na pewno nie No Comprendo, ulubiona kurwa Łosi, znana denoncjatorka i słynna z przebiegłości suka.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- Byłem umówiony z ekspertem z Tate Modern na wycenę moich ostatnich obrazów oraz na lunch z moim agentem, ale swoim zwyczajem coś chyba przespałem – skłamał aksamitnie rozlewając wino do kieliszków. Nawet nie zadrżała mu ręka. Podał kieliszki paniom i wzniósł toast:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- To za miły przebieg tej rozmowy, która was do mnie sprowadza.&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Lekki dźwięk stukających o siebie kieliszków przerwał ciszę. PS nie spuszczał No Comprendo z oczu. Znał ją na tyle, żeby wiedzieć, iż jej skupienie wpisuje się w ramy opracowanego wcześniej planu. Tylko co chciała osiągnąć? Nie uszło jego uwadze, że No Comprendo ani na moment nie spuszcza z niego wzroku, że stara się by było w nim jak najwięcej zalotnej kokieterii, że całym sposobem bycia No Comprendo chce przykuć jego uwagę, że próbuje go uwieść. Rozwiązanie kwestii, czy to również stanowiło część jej planu, czy też PS po prostu jej się podobał, 999 postanowił zostawić sobie na później. Starego wróbla nikt na plewy nie złapie, więc...Więc zaczął przyglądać się No Comprendo uważniej. Żeby ocenić jej potencjalną łóżkową atrakcyjność.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Proponuję przejść do rzeczy. W końcu to nie do końca jest wizyta towarzyska. – zaproponowała Rosie chcąc ratować swoją twarz po tragicznej wpadce sprzed kilku minut – No Comprendo ma dla ciebie niebagatelną propozycję...&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- W to nie wątpię – uśmiechnął się szeroko bezczelnie zapuszczając wzrok za dekolt bluzki No Compendo. No Comprendo posłała mu powłóczyste spojrzenie, którego kiepskie aktorstwo przyprawiło go o kolejny szeroki uśmiech. Zalotnym ruchem poprawiła fryzurę i wyzywającym gestem pozornej nieśmiałościc przesunęła dłonią po własnej szyi. Bawiła go gra we flirt i udawanie, że coraz głębiej wpada w jej uwodzicielskie sidła, dlatego nie spuszczał już wzroku ze śmiałego dekoltu jej bluzki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Tak, no więc – No Comprendo z lekkim niepokojem poprawiła się w fotelu, nie zapominając przy tym założyć obutej w wysoki obcas nogi na nogę – Wiem, że Łosie dogadali się z Ruskimi i Bośniakami...&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Ooo, a skąd? – PS udał autentyczne zdziwnienie.&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Mam swoje źródła – uśmiechnęła się No Comprendo odzyskując pewność siebie.&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- I efektywne środki nacisku – dorzucił niby od niechcenia 999 nadal gapiąc się na jej wydatne cycki. Rosie zachichotała, ale szybko opanowała śmiech i przywołała się do porządku. No Comprendo postanowiła zignorować uwagę PS i ciągnęła dalej:&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Wiem też, że w zasadzie udało im się to wyłącznie dzięki twojej interwencji a to oznacza, że mają wobec ciebie dług wdzięczności...&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- Nigdy tego nie rozważałem w tych kategoriach – skłamał jak z nut tym razem spoglądając No Comprendo głęboko w oczy. Zimna suka, pomyślał bezlitośnie i zaczął wyobrażać sobie jak by ją ukarał, gdyby znaleźli się teraz w sytuacji sam na sam...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Pomyślałam, że warto by było tę sytuację obrócić na twoją podwójną korzyść – nie dała się zbić z tropu. Roześmiał się w głos:&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.5cm; text-indent: -0.5cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt; - I na twoją potrójną?&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.5cm; text-indent: -0.5cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt; - W życiu nie ma nic za darmo.&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.5cm; text-indent: -0.5cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt; - No dobrze. Powiedz co wiesz i jak wygląda twój chytry plan...&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;No Comprendo wymownie spojrzała na Rosie:&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- O tym, wolałabym dyskutować w cztery oczy...&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Rozumiem – bezbarwnym głosem stwierdziła Rosie – Zostawię Was w tym układzie samych...&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Wzięła do ręki swoją torebkę i ruszyła w stronę drzwi. PS poderwał się z miejsca. Chciał ją odprowadzić i pocieszyć, bo nagle zrobiło mu się okropnie żal tego małego żółtodzioba, tej małej dziewczynki tak zielonej i naiwnej w wielu kwestiach. Rosie rozczulała go czasem do łez. W końcu, każdy kiedyś przecież zaczynał a nieporadność Rosie przypominała mu pierwsze lata pracy agentki UK, która nawet na strzelnicy zaczynała od trafiania kulą w sam środek tarczy, tyle, że nie swojej...Rosie położyła dłoń na klamce i otworzyła drzwi. Wtedy objął ją, mocno do siebie przytulił i ojcowskim gestem pocałował w czoło. Czuł jak małe, prężne ciałko Rosie mięknie pod wpływem jego siły, więc uwolnił ją od uścisku i szepnął na ucho: do zobaczenia wkrótce. Pożegnał go smuty uśmiech na jej ustach, ale nawet go nie zauważył. Myślami był już gdzie indziej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;Wrócił do salonu, gdzie No Comprendo stała z kokieteryjnie przechyloną głową, w wystudiowanej pozie i udawanie rozmarzonym wzrokiem wpatrywała się w rozpięte na sztalugach, dopiero napoczęte płótno. Udała, że jego wejście zaskoczyło ją i wytrąciło z równowagi. Dobra jest, pomyślał ze śmiechem i pozwolił jej powrócić do przerwanej rozmowy.&lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;- Mój chytry plan...więc...&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;- Moja podwójna korzyść...- podszedł do No Comprendo niespiesznym krokiem i kładąc dłoń na jej policzku szepnął – Chyba już pierwszą widzę...pozostaje ci jeszcze wytłumaczyć mi na czym polega ta druga...A może nie. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p lang="pl-PL"&gt;W parę godzin później stał w oknie machając No Comprendo ręką, gdy wsiadała do taksówki. Przeciągnął się jak kot, przełknął łyk wina i z nieukrywaną satysfakcją pieścił językiem przyklejony do podniebienia chip. Już nie tylko miał materiał na Łosi i potwierdzenie, które bez wstydu mógł przedłożyć i agentce UK, dla której cała akcja była oczkiem w głowie, ale i szefostwu. Za jednym zamachem zdobył też materiał kompromitujący No Comprendo oraz informacje o tym jak zniszczyć Łosi tak, by nie pozostał po nich ślad i jeszcze wyciągnąć z tego dodatkowe korzyści dla NSV. No i te ostatnie kilka godzin okazało się zaskakująco przyjemnych.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114501017877419820?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114501017877419820/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114501017877419820' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114501017877419820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114501017877419820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/ps-translates.html' title='PS translates'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114467538771926376</id><published>2006-04-10T15:08:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:30:19.500+02:00</updated><title type='text'>Cobra</title><content type='html'>&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:100%;"&gt;A jednak miala racje, intuicja jej nie zawiodla i tym razem. "40latek"byl pod jej wrazeniem. Tylko co to za interview i o co w tym wszystkim chodzi? Moze to pulapka? Nie, to nie mozliwe, by ja w tak szybkim tempie namierzyli. Po prostu gruba ryba chwycila przynete, lyknela haczyk.Koniec mafijnej "Sympati" byl juz tylko kwestia czasu.&lt;br /&gt;Sliczna uderzyla na sklepy i po kilku godzinach slodkiego bolu zakupow w Arkadii wrocila do swojego apartamentu obladowana torbami, pudelkami i innymi wynalazkami jak Pretty Woman. Wybor padl na garnitur w kolorze jasnego grafitu. Dobrze skrojone spodnie idealnie podkreslaly jej smukla talie, a szerokie nogawki lagodnie opadaly na czarne kozaki z gladkiej, lsniacej skory. Pod marynarke na jeden guzik zalozyla, czarna,kaszmirowa bluzeczke z malym, skromnym dekoldem. Kilka niezbednych dodatkow, jej ulubiona srebrna brosza od Tiffaniego, ktora dostala od agenta "Re-fuckin-Lax" podczas wakacyjnej operacji "New York- New York".Delikatnie poprawila dyskretny makijaz, ktory byl i tak praktycznienie zauwazalny. Magnum do czarnej torebki na ramie, mikrofon od podsluchu przeciagnela do butonierki. Spozniona, z rozwianym wlosem, wybiegla na spotkanie. Pod umowionym adresem znajdowala sie nieznana jej do tad blizej firma "Cobra Corporate Actions PLC". W recepcji setkretarka oczekiwala jej przybycia. Po chwili pojawila sie smukla kobieta, o czarnych, kreconych wlosach.&lt;br /&gt;-Przepraszam, za to nie doparzenie, ale nie dopelniono formalnosci. Z kim mam przyjemnosc?&lt;br /&gt;-Teresa Bugajska.&lt;br /&gt;-Milo mi. Zapraszam do mojego biura Pani Tereso.&lt;br /&gt;Okna biura wychodzily na wschodnia :-) strone Palacu Kultury, z widokiem na postkomunistyczne Domy Centrum, przemianowane kilka lat temu ma Galerie Centrum. Po wymianie uprzejmosci sekretarka przyniosla kawe, po czym bezszelestnie opuscila pokoj.&lt;br /&gt;-Pozwoli Pani, ze najpierw przedstawie nasza korporacje. Firma nasza powstala w USA I tam tez znajduje sie jej Head Office. Mamy filie we wszystkich krajach unijnych, w Australii, Afryce Poludniowej, Nowej Zealandii. Prowadzimy najwiekszy na swiecie system tlumaczen i interperpretowania dokumentacji rzadowych. Do naszych klientow nalezy NASA, prowadzimy rowniez cala oprawe jezykowa w Brukselii. Nasi tlumacze wykonuja wszystkie ustne tlumaczenia anglojezyczne. Od kiedy jezyk francuski zostal wyparty z obiegu jako jezyk wiodacy w obradach parlamentu unijnego, to my wykonujemy tlumaczenia dokumentow ze wszstkich innych jezykow na angielski. Nasza kadra to najbadziej wykwalifikowani tlumacze na kontynencie I nie tylko. Na rynek polski Cobra weszla w maju 2004 roku w momencie przylaczena sie Polski do krajow unijnych. Mielismy trudny start, bo niestety wiekszosc lokalnych tlumaczy juz dla nas pracowala przy projektach w Belgii. Ci, ktorzy pozostali oddaja sie karierze naukowej, lub pracuja juz dla konkurencji. Szukamy swiezej krwi, nowych, mlodych, wysoko wykwalifikowanych tlumaczy do naszego nowego projektu naukowego na Politechnice Warszawskiej. Polaczony on jest z projektem rzadowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych na zlecenie amerykanskiego NASA.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:100%;color:#333333;"&gt;-Bardzo interesujace.. Odparla 666 z nieukrywanym zaciekawieniem. Dynamika wymiany informacji w konwersacji dwujezycznej prowadzonej przy uczestnictwie tlumacza zawsze byla jej pasja. Tlumaczenie dokumentacji wszelakiej tez nie bylo jej obce, to przeciez dlatego tak wysoko zaszla w NSV. Byla powszechnie znana z najbardziej blyskotliwych przekladow pisemnych. Jej tlumaczenia wpadaly od czasu do czasu na biurko Atlanty. Szyblo zwrocila na siebie jego uwage, tak zaczela sie jej kariera. Z szarej myszki, okularnicy w brylach o grubosci denek od sloika przejstoczyla sie w pierwsza gwiazde tajnego wywiadu. Sprane dzinsy zastapily suknie wieczorowe, a stary dyktafon wynienila na najnowszy model Magnum.&lt;br /&gt;-Indeed. Odparla prowadzaca spotkanie. –I hope you don’t mind if we switch to English? Powiedziala plynna angielszczyzna, bez akcentu, czystym queens English.&lt;br /&gt;-Sure. Agentka UK tylko czekala na ten moment, by dac popis swojej wersji american English. Tak tesknila do tego jezyka, ktory w jej mniemaniu po malu fade away. Ostatnie pol roku spedzone w Brukseli bylo tak mocno przesiakniete wszechobecnym tam jezykiem francuskim, ze jezyk angielski nagle przestal sie dla niej liczyc. Tesknila do swoich Frytek, bo tak pieszczotliwie nazywala wszystkich belgijskich lacznikow.&lt;br /&gt;Rozmowa potoczyla sie gladko. Jej rozmowczyni dala prawdziwy popis doglebnej znajomosci drugiego jezyka. Agentka UK niczym nie dala sie zaskoczyc, aczkolwiek popelnila mala wpadke jezykowa, zle dobrana koncowka. Nie dala sie jednak zbic z tropu i z kamienna twarza kontynuowala wypowiedz. Blad nie zostal zuwazony, ale dla niej, osobiscie to byla hanba. Pomylke wyrzucala sobie do samego wieczora, zameczajac mala Cleo swoimi momologami romantycznymi in shakespearian style.&lt;br /&gt;-W imieniu naszej korporacji i z nieukrywana satysfakcja, chciala bym zaoferowac Pani nasz program managerski dla doswiadczonych tlumaczy. W normalnych okolicznosciach musiala by Pani zdobyc doswiadczenie jako tlumacz zwyczajny. Najpierw pracowac nad malymi projektami, czekajac na szanse awansu. Uwazamy jednak, ze tak blyskotkiwa osoba jak Ty poradzi sobie odrazu wchodza na szczebel zaawansowany. Program przyspieszony przewiduje trzy miesieczne szkolenie w terenie. To jest nasz program adaptacyjny, po jego przejsciu zostanie Pani obarczona kolejnymi odpowiedzialnosciami i obowiazkami. Oczywiscie bedzie za tym podazac satysfakcja finansowa, po roku pracy dla nas bedzie Pani mogla nazwac siebie kobieta sukcesu. -Prosze jeszcze nie odpowiadac. Prosze to wszystko przemyslec. Dzien probny, z pierwszym treningiem wprowadzjacym odbedzie sie w dogodnym dla Pani terminie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;666 opuscila biuro Cobry ze szczeka ciagnaca sie za nia po ziemi. Nawet przejazdzka stara, klaustrofobiczna winda na parter Palacu nie zrobila na niej najmniejszego wrazenia. Przez jej glowe przebiegly tysiace mysli. O co chodzi? Kim jest „40latek” w tej korporacji i jakie sa powiazania mafijnej „Symaptii” z tak oficjalna organizacja jak Cobra?&lt;br /&gt;Czas na dzialania i networking. Uruchomila kotakty, rozeslala zaszyfrowane wiadomosci. Powiadomila Atlante, ktory w obecnej chwili byl po za jej zasiegiem biorac pod uwage rozice czasu miedzy PL i USA. Weszla na Skype by poradzic sie 999 jaki podjac tok dzialania i zdac pierwsza relacje z postepu w operacji Sympatia, oraz aby uslyszec co PS zdolal osiagnac w sprawie Translatoryki. Ta operacja bowiem byla oczkiem w jej glowie, pracowala nad nia w Brukseli przez dlugi czas. Z niechecia przekazala ja 999, obawiajac sie, ze spartaczy robote i dlugie miesiace jej dzialan pojda na marne. Nie miala wyjscia. Atlanta, po tym jak odwolal „Re-Fuckin-Lax” , potrzebowaj jej w stolicy. Ktos z jajami musial sie zajac wymykajaca sie z pod kontroli sytuacja.&lt;br /&gt;-Co znowu? Odebral zniecierpliwionym glosem 999.&lt;br /&gt;-Zamknij sie i sluchaj, bo nie bede powtarzac. Zripostowala bezblednie. Po drugiej stronie sluchawki zapadla cisza.&lt;br /&gt;- Co sie dzieje? PS od razu zpuscil z tonu i z zaniepokojeniem dodal.&lt;br /&gt;-Wszystko w porzadku Sliczna?&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114467538771926376?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114467538771926376/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114467538771926376' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114467538771926376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114467538771926376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/cobra.html' title='Cobra'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114443620922231375</id><published>2006-04-07T20:33:00.000+02:00</published><updated>2006-04-07T21:41:53.700+02:00</updated><title type='text'>Tlłumaczenia c.d.</title><content type='html'>Jak odzyskać stracone dane? I jak nie stracić twarzy? Agent 999 miał poważny problem. Na szczęscie pomyslał o mikrofilmie i wszystko było na nim, ale mimo wszystko. Przebieg rozmowy był przecież najważniejszy. Skoro nie udało mu się złowić dużych ryb, musiał pomysleć o złowieniu płotek. Trudno. Po nitce do kłębka. Rzym nie powstał w jeden dzień. Wrócił do swojego dopieszczonego loftu na przedmiesciach Bristolu i zajął się zeskrobywaniem resztek żółtej farby z wykładziny w sypialni mając nadzieję, że podczas tej czynnosci powstanie w jego głowie składny plan działania. Rozłożył sztalugi i zaczął pracować nad ekspresjonistyczno-dadaistyczną wersją panoramy Suspension Bridge. Trzeba jakos oszukiwać Urząd Skarbowy. Skąd na jego koncie taka nieprawdopodobna ilosć czystej, żywej gotówki? NSV dbało, żeby jego obrazy w angielskich galeriach osiągały niebotyczne ceny i skupowało je za posrednictwem swoich ludzi. Ludzi z towarzyskiej smietanki Wysp, którzy potem wieszali je ostentacyjnie nad kominkami swoich wiejskich rezydencji lub na odpowiednio oswietlonych scianach swoich miejskich apartamentów. Żeby goscie mogli przed nimi przystawać i podziwiać zamaszysty podpis znanego pisarza. A raczej zamaszyste pseudo tajnego agenta 999.&lt;br /&gt;To nie znaczyło wcale, że obrazy potrzebowały takiego lobbyingu. Agent 999 i tak zostałby znanym nazwiskiem w malarskim swiatku wysp. Ale nie tak szybko i nie tak skutecznie.&lt;br /&gt;Obrazy PS może i lobbyingu nie potrzebowały, ale potrzebowała go NSV.&lt;br /&gt;Jego kariera agenta rozwijała się w tak zawrotnym tempie i jednoczesnie jego przychody były tak wielkie, że PS musiał dobrze kombinować, aby nadążać z malowaniem. I jego ukochany loft przestał wystarczać, ciągle się kurczył, zaczynało brakować miejsca.&lt;br /&gt;PS stał nago przed sztalugami. W zębach trzymał pędzel. Na podłodze obok leżał projekt pierwszego obrazu z cyklu Suspension Bridge. Obok, przykryty kawałkiem płótna, był w pogotowiu jego magnum. Zawsze na posterunku. Jak wierny, stróżujący pies. Agent PS usmiechnął się na tę mysl. Przypomniał sobie ostatnią wizytę agentki UK w Bristolu. Przypomniał sobie jak siedziała na parapecie rozespana z kubkiem kawy w ręce przyglądając się jego pracy. Przypomniał mu się nagły rumor i żałosny miaukot Cleo, która całym swoim kocim pyskiem wpadła do puszki z czerwoną farbą, kiedy spod łapek usunęła jej się prowizoryczna półka złożona z dwóch desek. Rozesmiał się w głos przypominając sobie wizytę na weterynaryjnym pogotowiu, kiedy lekarz zadecydował o całkowiym zgoleniu kotce futra. Pamiętał panikę agentki UK, kiedy musiała zakomunikować swojej mamie, że z bristolskiego występu Cleo na wystawie wyszły wielkie nici. Pamiętał łzy i rozpacz agentki UK. Pamiętał jak ogolona kotka chowała się przed nimi po kątach wstydząc się swojego szpetnego wyglądu. Osobiscie wolał Cleo łysą, ale nie chciał do tego nie przyznawać agentce 666. Przynajmniej przy łysej Cleo budził się rano bez kocich kłaków w ustach. Przynajmniej UK nie docinała mu, że spi się przecież z zamkniętymi ustami. Że gdyby nawet przez sen nie próbował pyskować, to nic by mu do ust nie wlazło. Eeech. Piękne czasy. Gdyby tylko UK w trosce o psychiczną kondycję swojej kotki nie zdecydowała się wczesniej wyjechać. Wyjechać na wariata, o co się z nią ostro sciął. Gdyby. Gdyby została, może ich życie wyglądałoby dzis inaczej.&lt;br /&gt;Tymczasem zagruntował płótno i nałożył pierwszą warstwę farby. Chcąc ułatwić sobie życie obraz 1 z cyklu Suspension Bridge był konstrukcją czysto geometryczną. Postanowił pobawić się dla oszczędnosci czasu w rysunek techniczny. Wziął kartkę papieru i zaczął przeskalowywać projekt do wymiarów płótna.&lt;br /&gt;Pół godziny później przeskalowywał dalej a wokół wlały się zmięte kartki.&lt;br /&gt;Godzinę później przeskalowywał dalej a wokół walało się jeszcze więcej zmiętych kartek.&lt;br /&gt;I półtorej godziny później też.&lt;br /&gt;Był już zły. Rozwalił już jeden kalkulator. O mało nie zagryzł ze złosci własnego komputera. Zeżarł dwa ołówki i roztrzaskał w drobny mak trzy długopisy. I przeskalowywał dalej. Gdy wtem ktos zadzwonił do drzwi. Szybko narzucił na siebie szlafrok. W jego szeroki rękaw wsunął magnum i poszedł otworzyć drzwi...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114443620922231375?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114443620922231375/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114443620922231375' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114443620922231375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114443620922231375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/tlumaczenia-cd.html' title='Tlłumaczenia c.d.'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114441647920891115</id><published>2006-04-07T15:03:00.001+02:00</published><updated>2006-04-29T01:29:30.650+02:00</updated><title type='text'>Operacja Sympatia / 3.</title><content type='html'>&lt;span style="color:#333333;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przeszli przez ciemny korytarz w kierunku oszklonej windy. Nagle zmiotlo ja z nog, padla na twarz bezwladnie wyslizgujac sie z pod jego ramienia i oslaniajac sie ramionami. Ahh.. Zabolalo troche, szybko otrzasnela sie i zaczela podnosic sie z podlogi. Oh nie! Moje szkla! Nic niewidze! Wczasie upadlu jej oczy byly szeroko otwarte,szkla kontaktowe polecialy w powietrze i znikly na zawsze. Pozycja byla przegrana, myslala szybko co tu zrobic.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Co sie stalo? Wszystko w porzadku? "40latek" zaniepokojony podal jej ramie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Tak. OK. Chyba ciut za duzo alkoholu.. Zaraz mi przejdzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Poprowadzil ja do windy. To byl rabek jej futra, ktore niedbale ciagnela po ziemi. Jej pierwsza wpadka, ale nic jeszcze straconego. On podal jej ramie, ma go w zasiegu lufy, misja zostanie wypelniona do konca tak, czy inaczej! Zabrzmial delikatny dzwiek i drzwi windy otworzyly sie sprawnie. W srodku byli ludzie.Cholera! Kurczowo przytrzymala sie jego ramienia, otulila dekold szerokim kolniezem futra i zagryzla wargi w oczekiwaniu na nieznane. Glosy w windzie okazaly sie byc trzema mezczyznami prowadzacymi rozmowe lamanym angielskim z mocnym wschodnim akcentem, jeden z nich byl napewno moskwianinem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-What is the matter? Is she ok, she looks a bit rough.. Barytonowy gloszaniepokoil sie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Yeah, she is fine, just far to much alkohol for such a fragille angel. Stwierdzil on, przed chwila jej ofiara, a teraz potecjalny oprawca. Szybko okazalo sie, ze "40latek" zna sie bardzo dobrze z nieznajomymi z windy. Rozmowa prowadzona byla o intersach, ale w sposob tak zawily, ze trudno bylo cos konkretnego wywnioskowac. 666 przyjela kocia taktyke, zamruczala,przeciagnela zamaszyscie i ponownie wtulila w jego ramie, ktore w tym momencie bylo jedynym punktem zaczepienia i wyznacznikiem pionu i rownowagi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Co tam,Sliczna jak sie czujesz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Slabo mi.. Przepraszam, nie chce byc klopotem..mielismy sie zabawic, a ja wszystko psuje. Prosze zabierz mnie na swieze powietrze. Sklamala placzliwym glosem z domieszka alkoholickiego tonu, wciaz jeszcze pozujac stan zapica. Potykala sie na swoich wysokich szpilkach. Kamuflowanie slepoty szlo jej dobrze, wygladala jak ostanie nieszczescie kurczowo trzymajac sie jego ramienia i raz po raz slizgajac sie na strone w pietrzce sie na poboczu haldy topniejacego juz sniegu. Odprowadzil ja pod same drzwi, ucalowal we wlosy na pozegnanie i odszedl w kierunku samochodu. Nie strzelila mu w plecy, to nie byl styl 666. Instynkt podpowiadal, ze ma wciaz szanse ziwigilowac cala "Sympatie" uzywajacgo za pionka w swojej grze. Zabijajac go tu i teraz faktycznie wprowadzila by chaos i z pewnoscia dotarla by do innych czlonkow mafii,ale przy okazji narazila by na ryzyko wykrycia wlasna NBV, a tego zrobic nie mogla, pod zadnym pozorem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Obudzila sie poznym popoludniem. Cleo wlasie demolowala kuchnie w poszukiwaniu mleka. Wczoraj wychodzac, zapomniala zupenie zostawic cos na sniadanko dla ulubionej kotki. Mama nigdy by jej nie przebaczyla, gdyby Keoparze spadl wlos z drogocennego futra, ktore wygralo juz nie jeden konkurs championow. Szybko zerwala sie z poscieli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Juz dobrze, dobrze zaraz dostaniesz to swoje pieprzone papu! Wziela na ramie zwierzaka i powedrowaly w kierunku lodowki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;-Ups! Lodowka jak u rasowej modelki swiecila pustkami. Tylko na drzwiach byla niedokonczona puszka czarnego kawioru i pusta butelka po wczorajszym Don Peringion. Nie bylo wyjscia, trzeba zejsc na dol po mleko i suchy prowiant niezbedny do przezycia kolejnego dnia. W pospiechu otworzyla drzwi iI juz miala wybiec na klatke schodowa, gdy nagle stanela jak wryta. W progu stal kosz herbacianych roz. Rozejzala sie ostroznie po korytarzu, nie bylo tam zywej duszy. Zaklaskala radosnie i podskoczyla do gory jak male dziecko na widok slodyczy, Wniosla, lub raczej wciagnela za soba dorodny bukiet. W zalaczonej kopertce, byl niepodpisany liscik:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;"Masz potecjal mala.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przyjdz na interview w Srode, o 11am.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Palac Kultury I Nauki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Sala nr 3489.Pietro 42."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114441647920891115?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114441647920891115/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114441647920891115' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114441647920891115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114441647920891115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/operacja-sympatia-3.html' title='Operacja Sympatia / 3.'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114437063364985741</id><published>2006-04-07T01:55:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:28:22.150+02:00</updated><title type='text'>Operacja Sympatia / 2.</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;color:#333333;"&gt;-Cheers! Krysztalowe szklo wydalo czysty dzwiek. Rozmowa toczyla sie gladko, na barowe stojaki przysiadali sie coraz to nowi ludzie. Smietanka towarzyska warszawki bawila sie tu co noc, do samego rana. W ferworze dyskusji Sliczna zatracala watek, jezyki plataly sie pomiedzy slodkim francuskim, szorstkim niemieckim i rzeczowym angielskim. Zwracala na siebie coraz wieksza uwage humorem i blyskotliwymi ripostami. Nozka na nozle, szkalneczka wybornie zmrozonej whisky w lewej rece, prawa reka wymachiwala w powietrzu podkreslajac zywiolowo wypowiedzi. Wianuszek mezczyzn smial sie gromko, palili papierosy. "40latek" siedzial na drugim koncu baru i obserwowal ja z lagodnym usmiechem na twarzy dajac co raz to kolejne przyzwolenie do zabawy. Barman co chwiala serwowal nowy wynalazek, wszyscy saczyli wykwitne drinki. Po jednej Pinakoladzie, szampance z Cosmopolitan, jednym Sex On The Beach i dwoch Screaming Orgasms 666 poczula, ze czas odwiedzic lady's room i przypudrowac nosek. W trzeciej kabinie od konca, pod spluczka czekal na nia jej nowy najlepszy przyjaciel, Srebrne Magnum. Sprawnie przeladowala zamek, i schowala gotowa bron w znane na ciele miejsce. Przeszyl ja dreszcz, zimna bron parzyla chlodem metalowej lufy. Plan byl prosty, powrot do baru i wyjsc z nim pod nieuwage wszedzie sie za nim snujacycej jak cien ochrony. To byl wlasciwy moment. Towarzystwo bawilo sie przednio, chwila nieuwagi ze strony miesniakow i cel jest jej.&lt;br /&gt;Podeszla do nie go chwiejnym krokiem, udajac bardziej pijana niz byla. Oparla mu glowe na ramieniu i sennym glosem wyszeptala -Wez mnie z tad..chce juz isc.. On otoczyl ja silnym ramieniem, odwrocil na piecie, skierowali sie w kierunku tylniego wyjscia.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114437063364985741?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114437063364985741/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114437063364985741' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114437063364985741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114437063364985741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/operacja-sympatia-2.html' title='Operacja Sympatia / 2.'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114435526955728477</id><published>2006-04-06T22:03:00.000+02:00</published><updated>2006-04-06T23:09:35.403+02:00</updated><title type='text'>Transatoryka</title><content type='html'>Wiedział, jak zawsze, gdzie znaleźć Łosi. Prowadzili modny klub gejowski na drugim końcu miasta i wystarczył jeden rozpoznawczy gest do Bosniaka strzegącego tajemnych drzwi, aby uzyskać dostęp do ciemnej strony księżyca. Za tymi drzwiami koncentrowało się mroczne życie tej częsci Wysp. Łosie trzymali w garsci większosć handlu bronią i mieli monopol na ciężkie dragi i handel żywym towarem obu płci w tym rejonie. Infiltrował ich siatkę od pewnego już czasu. Tym razem miał wystąpić w roli zaufanego tłumacza pomiędzy "kontrahentami" z Bałkanów, Rosji i skorumpowanym, wysokim urzędnikiem brytyjskiej policji.&lt;br /&gt;Adrenalina buzowała w jego żyłach i naprężała mu mięsnie. Nie zwracał uwagi na ludzi, których mijał na zalanej słońcem ulicy. Za to ludzie zwracali uwagę na niego. Kobiety posyłały mu powłóczyste spojrzenia spod gustownie wymalowanych powiek. Rozbierały go wzrokiem . Odwracając głowy za jego smukłą sylwetką wyobrażały sobie to boskie ciało, którego koci wdzięk podkreslała idealnie skrojona marynarka i nonszalancko niedopięta pod szyją koszula.&lt;br /&gt;Wszedł do klubu i stał chwilę w drzwiach czekając aż wzrok przyzwyczai się do panującego tu półmroku. Uszy zaatakowała transowa muzyka w najlepszym guscie. Kłębiący się wewnątrz geje patrzyli zafascynowani na wypukłosć jego posladków widoczną pod lekko opiętymi spodniami i rozstępowali się przed nim starając się choć na chwilę przyciągnąć jego wzrok a to ocierając się o niego ledwo zauważalnie a to zmysłowo oblizując wargi. Nie zwracał na nich najmniejszej uwagi zmierzając prosto w pilnowane przez rosłego bramkarza drzwi. Ten, otworzył je przed nim natychmiast, nie żądając nawet wykonania rozpoznawczego gestu. PS usmiechnął się do siebie w myslach:&lt;br /&gt;- No proszę. Moja sława poprzedza mnie!&lt;br /&gt;Przy oswietlonym z góry stole siedzieli już czekając na niego Łosie z Rosjanami i innymi słowiańskimi braćmi. Najstarszy z Łosi rzucił się powitać go wylewnie. Drugi nalewał już dla niego szklaneczkę moskiewskiej wódki. Jedynej, którą PS naprawdę lubił. Agent 999 sprawdził językiem umocowanie dyktafonu i zasiedli do negocjacji.&lt;br /&gt;Nie było łatwo. Rosjanie stawiali twarde warunki. Nie było mowy o prostej wymianie porcji uranu na policyjne przyzwolenie na prowadzenie burdelu i dostarczenie bałkańskich panienek. Nawet koncesjonowana broń nie bardzo ich interesowała. Mieli dosyć i swojej. Chcieli jasnego podziału rynku i monopolu na sprowadzanie heroiny od afgańskich dostawców. Brytyjczyk ciągnął w swoją stronę i obstawał przy 10% udziale w zyskach w zamian za milczenie policji i regularne mylenie tropu. Wódka się skończyła. Biedny celtycki policjant leżał już prawie pokotem, Łosiom mącił się wzrok a Rosjanie zaczęli po pijacku walić pięsciami w stół używając jako głównego argumentu przemyconego pod marynarką kałacha. Tylko trzeźwy umysł PS, jego niezrównany talent negocjacyjny, zdolnosci translatorskie i dogłębna znajomosć wszystkich kultur i interesów uczestników rozmowy zapobiegły tragedii i doprowadziły do końcowej ugody. Można było swiętować. Łosie chwiejnie stojąc na nogach darli się w niebogłosy, żeby im przyniesiono więcej wódki. Rosjanie zaintonowali jakąs pijacką piosenkę, którą podchwycili w swoich językach Bosniacy. Brytyjczyk wskoczył na stół i zaczął tańczyć. PS rozparł się wygodnie na krzesle i usmiechnął się z satysfakcją mysląc o nagranym materiale. Materiale, który miał posłużyć rozpracowaniu bristolskiego półswiatka. Sterowany przez Łosi półswiatek miał tu smutnymonopol na biznes i tłumaczenia na wschodnie języki. Wypychali z rynku lub literalnie likwidowali członków stowarzyszeń i związków licencjonowanych tłumaczy. Porywali tłumaczki sprzedając je do burdeli. Zobaczył dla nich swiatełko w tunelu a w głowie już mu się rysował dalszy plan działania. Podnieciła go ta mysl. Dalszy plan działania oznaczał konsultacje z agentką UK. Sam jej głos w słuchawce wywoływał u niego galopadę erotycznych fantazji. To rzeźbione, miękkie ciało. Te oczy mrużone tak kokieteryjne, by ukryć krótkowzrocznosć. Eeeech.&lt;br /&gt;- Potrzebuję kobiety - zwierzył się na głos. Łosie poklepały go ze smiechem, objęły ramionami i zaproponowano wszystkim przeniesienie się do sąsiedniej sali. Sali, w której działał najbardziej luksusowy w Bristolu klub go-go i trzymany w tajemnicy dom publiczny. Ale nie takiej kobiety szukał agent PS. Chciał kobiety, która będzie wyzwaniem. Jak agentka UK. Wyzwaniem, choć na ten jeden wieczór. Wiedział, że nie będzie łatwo. Z jego wyglądem, wrodzonym czarem i błyskotliwoscią prawdziwym wyzwaniem było jedynie uwiedzenie zatwardziałej lesbijki. Pozostawił swoich rozmówców zabawie i udał się do baru w Sheratonie.&lt;br /&gt;Popchnął oszklone drzwi i rozejrzał się uważnie. Przy kontuarze siedziała drobna blondynka. Lewa stopa w długim obcisłym kozaczku wędrowała w górę po jedwabnej pończosze na prawej nodze. Drobnym nosem elegancko wydmuchiwała dym. Z ramion zwisał jej płaszcz z niebieskich norek. I wyglądała na zagubioną.&lt;br /&gt;- Czy madame szuka przewodnika po tym uroczym, wiktoriańskim miescie? - zapytał ze zniewalającym usmiechem zajmując krzesło obok.&lt;br /&gt;Zmierzyła  go wzrokiem od stóp do głów.&lt;br /&gt;- Już jednego mam. Ale dla monsieur z wielką chęcią go porzucę...&lt;br /&gt;Kiedy w parę godzin później opuszczał jej hotelowy apartament, zorientował się, że stało się cos niedobrego.&lt;br /&gt;- Ta dziwka zeżarła czip z mojego podniebienia! Straciłem nagranie. Cooorvah fucking mutch!&lt;br /&gt;Wyszedł bez pożegnania trzaskając drzwiami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114435526955728477?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114435526955728477/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114435526955728477' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114435526955728477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114435526955728477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/transatoryka.html' title='Transatoryka'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114434508555722992</id><published>2006-04-06T19:19:00.000+02:00</published><updated>2006-04-29T01:27:11.316+02:00</updated><title type='text'>Operacja Sympatia / 1.</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;color:#333333;"&gt;-Cooorvah fucking mutch! Padlo z jej ust, zatrzasnela za soba drzwi wejsciowe, przekrecila na dwa spusty Gerde, rzucila w kat utytlane w blocie szpilki. Dlaczego to jej ciagle musza sie przydarzac takie historie? Operacja"Sympatia" byla przeciez zaplanowana do co do najmniejszego szczegolu, nie bylo miejsca na pomylke. Nikt tylko nie przewidzial, ze tak wykwalifikowany i wysoko postawiony w hierarchii naszej organizacji agent jak 666 na jedna slabosc. Agentka UK od lat ukrywa swoja wade wzroku. Nie mogla dopuscic, aby taki drobiazg przekreslil jej kariere i styl zycia, o ktorym mazyla od dziecka. Super-hiper IQ, plynnie mowiaca w 10 jezykach, w tym tez esperanto i migowym. Trenowala gimnastyke artystycza od szostego roku zycia, kung-fu, taj-czi, karate i szydelkowanie. Olsniewala uroda, zawsze od mezczyzn dostawala to co chciala, a czasem tez i to czego nie chciala. Ktos taki jak ona nie moglbyc slepy jak kura! Skrzetnie ukrywala ta slabosc, a to byla jej pierwsza wpadka. Zacznijmy jednak od poczatku.. Uprzedniej nocy, kiedy opuszczala swoj apartament wygladala zniewalajaco. Nie bylo mezczyzny w tej galaktyce, ktory byl by w stanie sie jej oprzec. Srebrne Magnum pod koronka ponczochy delikatnie rysowalo sie pod krotka mala czarna. Duzy dekold, skromna bizuteria,odkryty tyl ukazywal sniezno-biala skore gladkich jak jedwab plecow. Pod brama kamienicy czekala na nia czarna limuzyna, szofer otworzyl jej drzwi. Agentka 666 z klasa wslizgnela sie na biala skore tylniego siedzenia. Siedzacy w samochodzie mezczyzna podal jej dlon I szarmancko ucalowal atlasowa rekawiczke.&lt;br /&gt;-Witaj..&lt;br /&gt;Agentka UK usmiechnela sie kokieteryjenie.&lt;br /&gt;-Jak masz na imie?&lt;br /&gt;-Imie? Mow do mnie Sliczna, tak mowia do mnie przyjaciele, a ty wygladasz mi na przyjazna osobe.&lt;br /&gt;Samochod roszyl delikatnie z miejsca I potoczyl sie jasno oswietlonymi ulicami Warszawy. Zycie nocne stolicy wrzalo pelna para, dochodzila 1am.&lt;br /&gt;-Casino?&lt;br /&gt;-Bardzo chetnie. Odpowiedziala Sliczna odchylajac kolniez futra.&lt;br /&gt;W powietrzu unosil sie dym papierosowy I mgla z cygar. Casino jak zwykle wypelnione bylo po brzegi tlumem bawiacych sie anglofonow, ktorych liczba zastraszajaco wzrosla w ostatnim sezonie.&lt;br /&gt;-Wodke z lodem poprosze. A co dla ciebie?&lt;br /&gt;-Southern Comfort and lemonade please..&lt;br /&gt;-Ohh..widze, ze mam do czynienia z prawdziwa dama.&lt;br /&gt;-Mloda dama. Poprawila go, rzucajac mu swoje slynne spojrzenie z gatunku "z taka mala niesmialoscia".&lt;br /&gt;-Tak.. Odparl on, opierajac sie o krawedz baru. ..Zaiste twoj wiek i uroda jest prawdziwym atutem naszego spotkania..&lt;br /&gt;-Nie watpie odparla 666.&lt;br /&gt;On, czyli "40latek 20 lat pozniej", byl prawdziwy gentleman. Agentka UK nie dala sie jednak zwiezc pozorom, bo wiedziala o nim wszystko, nawet kolor papieru toaletowego jaki uzywal. Pare lat temu przylaczyl sie do organizacji przestepczej "Sympatia". Od trzech lat byl jej przywodca I glownym promotorem. Bezlitosny bandyta, ktory bez skrupulow nekal haraczami wszystkie agencje towazyskie stolicy. To on mial monopol na nieletnie Gejsze, bo tak nazywal mlodociane upper class call girls. Atlanta rozpracowal go juz kilka miesiecy temu, a projekt prowadzil "Re-Fuckin-Lax". Trzeba bylo jednak kogos takiego jak agentka UK aby misje doprowadzic do finalu. Po powrocie z Brukseli Sliczna przekazala raport I kolejne instrukcje agentowi 999 odnosnie operacji "Translatoryka". Sama zas podjela sie zadania zniszczenia krok po kroku mafijnej "Symaptii". Usuniecie "40latka" z firmanentu Warszawki mialo byc jej pierwszym celem, aby wprowadzic chaos I ulatwic sobie dotarcie do kolejnych czlonkow organizacji.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114434508555722992?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114434508555722992/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114434508555722992' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114434508555722992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114434508555722992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/operacja-sympatia-1.html' title='Operacja Sympatia / 1.'/><author><name>Przemek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08714276051273690705</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25486764.post-114427251090877003</id><published>2006-04-05T23:26:00.000+02:00</published><updated>2006-04-06T00:00:37.006+02:00</updated><title type='text'>Miłe złego początki...</title><content type='html'>Agent 999, kryptonim PS miał własnie chwilkę dla siebie. Nie był do tego absolutnie przyzwyczajony, więc relaksował się jak tylko potrafił: jedną ręką odkurzał, drugą wycierał kurze, trzecią zmywał gary, w czwartej dzierżył kubek herbaty. Lewą nogą rozrabiał farbę, która miała posłużyć celom tworzenia Wielkiej Sztuki, prawą robił pompki a srodkową trzymał książkę, którą postanowił przeczytać, ale jak zwykle nie mógł się skupić. Dzień przestoju w życiu człowieka przyzwyczajonego do ciągłego biegu, to doprawdy katastrofa. Zwłaszcza, że własciwie to już skończył sprzątać. I książkę też już praktycznie przeczytał zanim ja zdąrzyłam to wystukać na klawiaturze. Nienawykłe do podlewania kwiatki już omdlewały z nadmiaru pieszczot i H2O a na wykładzinie pojawiły się łyse plamy od zbyt intensywnego szurania odkurzaczem.&lt;br /&gt;- Pieprzone bicepsy - zaklął PS pod nosem. Ze zdenerwowania złamał metalową rurę od odkurzacza i rozlał rozmieszaną farbę. To go nieco uspokoiło. Mógł teraz przynajmniej zbierać rozsypane fragmenty metalu i ratować spod żółtej farby to, co zostało z wykładziny. Zakręcił się wokół własnej osi, cos zamotał i zamarł na sekundę w bezruchu przy oknie. Zdążył zarejestrować ruch każdego przechodnia na ulicy, siłą woli wyczyscił lufę nowego służbowego Magnum leżącego na nocnym stoliku, zrobił mentalny spis arsenału broni, który trzymał pod łóżkiem, przeanalizował skomplikowaną sytuację na Bliskim Wschodzie i swoje wieloletnie, zawiłe stosunki z agentką UK, kryptonim 666, gdy wtem zadzwonił komputer. To znaczy ktos zadzwonił na skype. PS podskoczył z radosci. Miał tam jedynie służbowe kontakty. Telefon komórkowy można namierzyć. Niezarejestrowanych rozmów na skype jeszcze nie. No i który wywiad byłby w stanie przypuszczać, że ich tajna agencja stosuje tak banalne metody?&lt;br /&gt;Nie pomylił się. Powitał agentkę UK głosnym smiechem.&lt;br /&gt;- Co znowu? - zapytała zniecierpliwiona.&lt;br /&gt;- Spadasz mi z nieba. Co mam zrobić?&lt;br /&gt;- Słyszałes o operacji "Translatoryka"?&lt;br /&gt;- Noooo.&lt;br /&gt;- Dalsze instrukcje mailem.&lt;br /&gt;- Chwilę, chwilę. Ja? Tu? W Bristolu?&lt;br /&gt;- A kto się do tego lepiej nadaje? Ja moją srodkowoeuropejską częsć zrobiłam.&lt;br /&gt;- Na kiedy?&lt;br /&gt;- Na szybko. Da radę?&lt;br /&gt;- A co ma nie dać!&lt;br /&gt;Wypolerował chip od dyktafonu i przykleił go do podniebienia. Magnum wrzucił za pasek od spodni wpasowując go idealnie w zagłębienie pomiędzy twardymi jak stal mięsniami brzucha, skropił szyję białym Davidoffem i wyruszył w miasto szukać tak zwanych Łosi. Z radosci, że ten męczący urlop już się zakończył, pogwizdywał pod nosem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25486764-114427251090877003?l=thecosmicadventures.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/feeds/114427251090877003/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25486764&amp;postID=114427251090877003' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114427251090877003'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25486764/posts/default/114427251090877003'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://thecosmicadventures.blogspot.com/2006/04/mie-zego-pocztki.html' title='Miłe złego początki...'/><author><name>Ulijanka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05956856875819179747</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
